131, 132, 133 – to trzy najważniejsze na dziś liczby dla Roberta Lewandowskiego. Pierwsze dwie oznaczają kolejne gole „Lewego” na boiskach Bundesligi, z których dwa ostatnie dołożył dziś przeciwko Wolfsburgowi. Końcowa z liczb oznacza natomiast sumę bramek Giovanego Elbera, który jest drugim najskuteczniejszym obcokrajowcem w historii ligi niemieckiej.

1:3. 1:2, 3:0, 0:1, 1:1, 2:3 – tak przed meczem wyglądał bilans Valeriena Ismaela. Były asystent Dietera Heckinga przed kilkoma tygodniami przejął schedę po swoim współpracowniku i miał zrobić wszystko, by oblicze „Wilków” odmienić. Dotychczas bowiem VfL niewiele miało wspólnego ze swoim pseudonimem – na boisku przypominało raczej nieporadne i zastraszone zwierzątko, a nie drapieżnika gotowego postraszyć rywala. Przygoda Francuza niewiele ma jednak wspólnego z efektem nowej miotły, a dzisiejszy wyjazd na Allianz-Arena tylko potwierdził, że zimą do miasta Volkswagena koniecznie będzie trzeba ściągnąć Herkulesa, który posprząta pozostawiony w stajni syf.

Lewandowski tuż za plecami Elbera, powrót Olkowskiego

Dziś Ismael postawił na eksperymentalne ustawienie z trzeba obrońcami w tyle, ale jak to w jego przypadku bywa – zamiast genialnego rozwiązania, były tylko źle dobrane proporcje, niespodziewany wybuch i spalony fartuch. Bayern trzymał rywala w szachu przez pełne 90 minut, klepał na całej szerokości boiska i jeśli tylko miał na to ochotę, to meldował się w szesnastce. Wypuszczenie Robbena skrzydłem? Jasne. Znalezienie Lewandowskiego przed bramką? Żaden problem. A może wjazd Muellera? Czemu nie.

Gości napoczął Holender, który, mimo tego że na czole wypisany miał schemat przeprowadzanej akcji, problemów ze zdobyciem gola miał tyle, co Pudzian z nałożeniem Popkowi. Klasyczne wypuszczenie na lewą nogę i strzał po długim słupku – zero presji ani ze strony obrońców, ani ze strony bramkarza, który zamiast próbować piłkę odbić, kleknął i potulnie obserwował jej lot.

Chwilę później do siatki trafił Lewandowski i choć bramka została zaliczona, to pewien niesmak pozostał. Żaden tam strzał z dystansu, żadne mierzenie ponad murem, nawet głupiego woleja nie było – uderzenie Vidala, rykoszet i Polak odnajdujący się dwa metry przed pustą bramką. Po zmianie stron „Lewy” znów ukłuł w stylu Muellera, tym razem zmieniając tor lotu zmierzającej w bandy reklamowe piłki. Gości dobili jeszcze Douglas Costa i Thomas Mueller, który trafił do siatki w meczu ligowym dokładnie po… 999-minutowej przerwie. A dla samego Bayernu było to zwycięstwo numer 650 na własnym stadionie w Bundeslidze.

Dominacja totalna, miażdżąca, ośmieszająca. Wolfsburg totalnie zagubiony, będący przypadkową zbieraniną piłkarzy, którzy nie wiedzieli nawet w jaki sposób się na placu poruszać, które strefy zagęścić, a które odpuścić. No, ale żeby nie było tak totalnie przykro – jednym z solidniejszych zawodników gości był Kuba Błaszczykowski, któremu kilka akapitów poświeciliśmy TUTAJ.

***

Paweł Olkowski. Dotychczas w Bundeslidze – 26 minut. Dwadzieścia pięć 16 września przeciwko Freiburgowi i jedna 19 listopada przeciwko Gladbach. W Koeln jednak wyjątkowy pomór, więc dziś Polak doczekał się swojej szansy. I to szansy nie byle jakiej, bo powstrzymywać miał Marco Reusa – piłkarza, który po powrocie z gabinetu lekarskiego był w ostatnich czterech meczach zamieszany w aż dziewięć goli zdobytych przez BVB (trzy bramki, sześć asyst).

Jak sobie poradził? Dyskretnie. Niby krytyka na niego spaść nie powinna, niby Reus nie zafundował mu totalnej karuzeli, ale też były piłkarz Górnika nie dał wielu argumentów za tym, by w wyjściowej jedenastce pozostać. Kilka razy niebepieczeństwo zażegnał, ale zdecydowanie zabrakło prób dynamicznych rajdów, podłączania się do akcji ofensywnych, nękania rywala. Zagrał poprawnie, ale raczej swoim wnukom o tym występie opowiadał nie będzie.

Bez tytułu

Borussia dziś miała generalnie spore problemy z Koeln, do wyrównania doprowadziła bowiem dopiero w ostatnich minutach (gol Reusa, lecz bez winy Olkowskiego). A dla gospodarzy trafił za to nasz stary znajomy, Artjoms Rudnevs. Dla Łotysza będącego notorycznie w cieniu wyśmienitego Modeste, był to pierwszy tego typu wyczyn w tym sezonie.

Swoją drogą, ta interwencja Weidenfellera… Dziwny jest to w ostatnich tygodniach bramkarz. Forma w meczach ligowych pokazuje wyraźne znamiona walki z upływającym czasem, a gdy przyjdzie bronić na przykład przeciwko takiemu Realowi Madryt, to wygląda to zupełnie odwrotnie.

Od pierwszej minuty grał także Łukasz Piszczek, ale nie minęło jeszcze pół godziny gry, a obrońca Borussii opuścił boisko z urazem – pierwsze diagnozy mówię o problemach z mięśniem przywodziciela, ale na poważniejszy werdykt będzie trzeba poczekać.

***

Co ważne zwłaszcza dla Bayernu – porażkę w Ingolstadt poniósł RB Lipsk po raz pierwszy w tym sezonie opuszczając boisko bez jakiejkolwiek zdobyczy punktowej. Tym samym beniaminek zsunął się na drugą lokatę, choć od aktualnie urzędującego mistrza gorszy jest tylko pod kątem bilansu bramkowego.

Poza tym Hamburger SV wygrał swój drugi mecz z rzędu wygrzebując się na miejsce barażowe, a Freiburg skromnie ograł Darmstadt.

Tak prezentuje się natomiast komplet wyników ze spotkań rozgrywanych o godzinie 15:30:

Bez tytułu2
źródło: bundesliga.de

Liczba komentarzy: 0
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments