Diaw gotowy do gry? Senegalczyk, na którym można polegać!

Piotr Tomasik

25 listopada 2016, 19:02 • 3 min czytania

Reklama
Diaw gotowy do gry? Senegalczyk, na którym można polegać!

Drodzy kielczanie i inni mieszkańcy województwa świętokrzyskiego. Jeśli spotkacie dziś na swojej drodze łysego 40-latka, który będzie śmiał się jak głupi do sera i wykonywał taniec radości, nie martwcie się – z jego zdrowiem wszystko w porządku, nic wam nie grozi. Odwzajemnijcie uśmiech i idźcie dalej. Najprawdopodobniej to trener Maciej Bartoszek świętuje fakt, że po problemach zdrowotnych i operacji usunięcia wyrostka robaczkowego do pełni sprawności powrócił Elhadji Pape Diaw. I nic dziwnego – naprawdę jest co świętować. 

Śpieszymy z uzasadnieniem. Jak pewnie wiecie, uwielbiamy statystyczne ciekawostki. Czasami oddają one istotę sprawy lepiej niż dziesiątki eksperckich analiz. Na przykład Maciej Wilusz. Gdy gra w pierwszym składzie, Lech nie wygrywa. Ot, taki talizman, tylko że w drugą stronę, dla przeciwników Kolejorza. Szkoda nam gościa, ale co pan zrobisz. Liczb nie oszukasz. I gdy tak przyglądamy się tym, które wykręca Korona Kielce, gdy w pierwszym składzie gra wspomniany Senegalczyk, a także tym, gdy trener nie może skorzystać z jego usług, wiemy w zasadzie wszystko. Popatrzcie sami, 16 meczów kielczan z tego sezonu z zastosowaniem wspomnianego podziału…

– 9 spotkań bez Diawa w pierwszym składzie – średnio 1 pkt na mecz i 3 stracone gole
– 7 spotkań z Diawem w pierwszym składzie – średnio 1,57 pkt na mecz i 1,14 straconych goli 

Przyznajcie – widać kto jest szefem. Gdyby Korona ciągle utrzymywała taki bilans, jaki wykręca z tym piłkarzem na placu w podstawowym składzie, dziś zajmowałaby miejsce tuż za ligowym podium. Symptomatyczny jest ten jeden mecz, w którym Diaw wszedł na boisko z ławki. 1. kolejka, Korona przegrywa po pierwszej połowie 0-4 z Zagłębiem Lubin. Senegalczyk zmienia Wierchowcowa i więcej goli już nie pada. W dużej mierze właśnie za sprawą wprowadzonego zawodnika. Przypadek? Może gdybyśmy nie widzieli 21-latka w akcji, to zgodzilibyśmy się z tą tezą.

Reklama

No właśnie… on ma 21 lat! Nie mamy żadnych podstaw, ani tym bardziej dowodów, by twierdzić, że coś tu nie gra, więc trzeba napisać, że gość może zrobić karierę, warto mu się przyglądać. Jeśli chodzi o obrońców z Czarnego Lądu może przebić Ouattarę. Oczywiście Moussę, a nie Boliguibię – w przypadku tego drugiego nawet nie mamy pewności, że był piłkarzem. Trzeba powiedzieć, że Diaw to bardzo pozytywne zaskoczenie. Przychodził z drugiej ligi belgijskiej, gdzie nie miał miejsca w składzie. Doskonale wiemy, czym zazwyczaj śmierdzą takie transfery. Nie wiemy, kto podsunął go Koronie, ale wyszło.

Prócz tego, że naprawdę daje radę w defensywie (choć – delikatnie rzecz ujmując – ma rezerwy w wyprowadzaniu piłki), potrafi również pokazać się z przodu. Pół-piłkarz, pół-akrobata jest trudny do upilnowania, kilku ligowych wyjadaczy zgodziłoby się z tą tezą. Liczby na kolana nie rzucają, bo w 20 meczach strzelił na razie jednego gola i zaliczył jedną asystę, ale wydaje nam się, że powinniśmy napisać „jeszcze nie rzucają”, bo chłopak jest ciągle na etapie zbierania doświadczeń.

Wraca akurat na mecz, w którym z powodu z żółtych kartek nie może wystąpić Radek Dejmek. Wraca akurat na spotkanie z Pogonią Szczecin, która jest w gazie, bo w ostatniej kolejce zapakowała sześć sztuk Wiśle. Jeszcze raz – taniec radości jak najbardziej na miejscu.

Fot. FotoPyK

Reklama

Najnowsze

Weszło