Nazywaj się Hattrick, miej bilans bramek 0-350 w trzeciej lidze kobiet. Płynie z tej nazwy niezamierzona ironia. Nie spodziewałem się jednak, że odwiedziny u prawie na pewno najsłabszej piłkarsko drużyny lig PZPN, będą takim kopem inspiracji. Choć Ligi Mistrzów nie wygrają, choć  jak Brazylia 1982 nigdy nie zagrają, a marzą tylko o strzeleniu gola, tak charakteru mogą im zazdrościć najlepsi z najlepszych. 

0-350. Hattrick w pogoni za bramką

Screen Shot 11-07-16 at 09.41 PM 001

Poprzedni sezon. Bieżący poniżej

Screen Shot 11-07-16 at 09.41 PM

Źródło: 90minut.pl

***

Sędzia piłkarska, z którą robiłem kiedyś wywiad, powiedziała mi, że mecze kobiet są ostrzejsze niż facetów.

Tak jest (dziewczyny zawzięcie kiwają głowami).

Nie wahałyście się ani chwili.

NATALIA: Ostatnio nie wiem co zrobiłam dziewczynie, ale podleciała do mnie z pięściami i zaczęła wyzywać, aż nie będę cytować. Powiedziałam – koleżanko, jak coś to po meczu, nie w trakcie.

WERONIKA: Albo faul na bramkarce naszej jak grałyśmy z Falą Międzyzdroje. Ich największa dziewczyna staranowała naszą bramkarkę, celowo. Nie było nawet kartki, nawet rzutu wolnego, nic. Ja na turnieju dostałam z kolana, z łokcia w nos…

N: Ostatnio też dostałaś z łokcia z Kotwicą.

W: faktycznie.

Paweł Pielichowski, trener MKS Hattrick: One jeszcze przegrywają, bo boją się grać ostro. Czasem trzeba sfaulować i inne drużyny to wiedzą. Kobiety są też bardziej zacięte na boisku, bo chcą udowodnić, że to również sport dla nich – tak mi się przynajmniej wydaje.

N: Jest szarpanie za włosy, łapanie za koszulki, za ręce. Raz zostałam uszczypnięta w cztery litery.

Może cię podrywała.

N: Możliwe. Różnie bywa na tych meczach, generalnie jest duży odsetek lesbijek w kobiecej piłce. Natomiast szczególnie z Kotwicą są zawsze strasznie zawzięte mecze. To nasze największe rywalki…

W końcu derby.

P: Za starej drużyny to biły się przed meczem.

N: Nieprawda trenerze. Po meczu. Umówiłyśmy się niedaleko boiska, zebrałyśmy się my, one…

Dobrze się biłaś?

N: Ja… uspokajałam wszystkich.

Jasne, jasne.

N: (śmiech) No było wesoło. Dwie przeciwne drużyny w mieście, czuć tę walkę. Kłóciłyśmy się, wyzywałyśmy… nie chcę nawet mówić jak.

P: Mów jak leci. Co się czarować.

N: Nie były kulturalne, wolę się nie wyrażać.

P: No powiedz jak się wyzywacie. Mam przytoczyć? Ty szmato, ty zdziro. Tak jest, tak?

N: No tak jest. Doszło do bójki między nami, było ciąganie za włosy jak to u dziewczyn, ale pięści też leciały. Kopniak w brzuch też pamiętam poszedł, jedna dziewczyna dostała. Skończyło się remisem (śmiech).

P: Trener Kotwicy potem do mnie dzwonił. Powiedziałem – ja nie wnikam. Byłem do momentu, w którym się rozeszły. Brały w tym udział, to niech same się przepraszają. Co później zrobiły.

N: Dalej jesteśmy wrogo nastawione, teraz też było ostro, faule leciały niesamowite.

T: Przez 25 minut grałyście w osłabieniu, bo to jedna musiała zejść po faulu, to druga. Przegraliśmy wysoko, 0:15, ale zero pretensji. Dziewczyny pokazały charakter i wolę walki.

Bywa, że pokazują nie charakter, a charakterek?

W: Czasami braknie opanowania i jest kłótnia na boisku. Co ty robisz! Ogarnij się! I zaczyna się.

N: Jesteśmy zdezorientowane i zamiast grać, kłócimy się. Uspokajam wszystkich, że jesteśmy drużyną, musimy sobie pomagać, a najwyżej załatwimy to w szatni.

P: Spięcia na linii zawodniczka – trener czasem też muszą być. To są kobiety w wieku dojrzewania, więc to różnie bywa. Słyszałem na treningu: weź się odpierdol. Bywały awantury, że miewałem tego wszystkiego serdecznie dość.

N: Raz w przerwie trener krzyknął na nas, żebyśmy poprawiły grę, że się nie staramy, podczas gdy my uważałyśmy, że dajemy z siebie wszystko. Zaczęłyśmy płakać, mówić, że nie damy rady, że chcemy odejść, że ta drużyna nie ma sensu. Ale jednak po tej kłótni wszyscy się przeprosiliśmy, wszystko sobie wyjaśniliśmy. Po przerwie wyszłyśmy z inną energią i zagrałyśmy dobrze.

P: Jak każdy powie sobie w oczy co go boli, to może dać pozytywny efekt. Ja wolę, jak któraś odezwie się nawet ordynarnie do mnie, niż ma się uśmiechać i gadać na mnie za plecami. Dziewczyny tutaj są szczere. Walczą. Mobilizują się. Dzisiaj też, Majka przeziębiona, Marta z chorą nogą, Natalia na antybiotyku, a wyjdziemy w jedenastkę, bez zmienniczek. Próbowałem wielokrotnie przekładać mecze ze względu na stan zdrowia dziewczyn, ale nie da rady.

Natalia, na antybiotyku zagrasz?

N: Już ostatnie dwa mecze grałam z zapaleniem krtani, żeby nie zostawić dziewczyn.

W: To nas najbardziej motywuje. Wiedziałam, że Natalki nie będzie, a tu wchodzę do szatni, patrzę, jest, walczy. Wiadomo, że od razu dostaje się skrzydeł i daje z siebie więcej.

Jak wyglądały początki MKS?

P: Byłem przedstawicielem firmy produkującej stroje sportowe. Firma miała na celu również propagację piłki nożnej, zacząłem prowadzić więc darmowe treningi – kto chciał, przychodził. Wkrótce zaczęły przychodzić też dziewczyny. Jedna, druga, piąta, w pewnym momencie było ich trzydzieści. Wśród nich Natalia.

N: Wcześniej były już damskie drużyny w Kołobrzegu, ale tutaj godziny bardziej mi pasowały, trener bardzo się starał, traktował nas poważnie, no i było za darmo. W Kotwicy czy FC SM (Futbolowe Centrum Szkolenia Młodzieżowego) wciąż trzeba płacić w okolicach 80-100 zł miesięcznie. Przy dwóch braciach i czterech kuzynach byłam skazana na zamiłowanie do piłki. Od małego zamiast bawić się lalkami, grało się w boisku, oglądało mecze w telewizji, chodziło na stadion.

P: Gdy zaczęło przychodzić po trzydzieści dziewczyn, zaczęliśmy myśleć o założeniu klubu. Nie pobieraliśmy składek, więc zgłosiliśmy się o dotację. Dostaliśmy z urzędu miasta pewną kwotę na dofinansowanie obozu kondycyjnego pod Poznaniem, ale nawet tam trzeba było dołożyć. Poza tym sędziowie, wynajem boiska na mecz lub trening, woda – to wszystko nie są takie małe koszty jak się zbierze do kupy. Odchodzi nam tylko płacenie za opiekę medyczną, bo sam się tym zajmuję, jestem byłym oficerem Wojska Polskiego. Wcześniej miałem wsparcie ze strony jednej pani prezes, potem drugiej, ale obie zrezygnowały, bo zamiast mieć spokojną głowę i dysponować pieniędzmi z dotacji, musiały busa opłacać z własnej kieszeni, halę z własnej kieszeni…. Ja, żeby nie zostawić dziewczyn na lodzie, jestem teraz trenerem, prezesem, sponsorem. Urabiam ręce, żeby one mogły grać, bo jak coś zaczynam, to nie skończę dlatego, że komuś tak się widzi. W mieście nie jesteśmy lubiani, jest parcie na akademię Kotwicy Kołobrzeg. Szukając dróg wyjścia poszedłem w kierunku zmiany nazwy klubu, dzięki temu znaleźliśmy sponsora i powinno być łatwiej choćby o boisko. W tym momencie nie mieliśmy gdzie. Nawet orliki obsadzone, każdy ma pierwszeństwo, my jesteśmy na końcu. Mamy pół boiska na orliku dzielone z FC SM, a przecież mecze gramy na pełnowymiarowym… Dziewczyny miały dwa treningi na dużym boisku i od razu widać było efekty, ale sorry, w półtora godziny nie da się nauczyć wszystkiego. Ale Kotwica też kiedyś zaczynała i raczkowała. Oni mają trzy razy w tygodniu trening na dużym boisku, my raz od wielkiego dzwonu. Moim sukcesem jest, że one w ogóle grają.

Screen Shot 11-07-16 at 09.40 PM

Co teraz przećwiczyłyście na dużym boisku?

N: Wczoraj na przykład biłyśmy rzuty rożne. Na orliku nie ma to sensu, tak jak w ogóle treningi na połowie orlika, gdy mecze grać na dużym. Nawet rozbieganie będzie wyglądać inaczej.

To co, dzisiaj gol po rzucie rożnym?

N: Miejmy nadzieję (śmiech).

P: Gramy z liderem grupy, Pomorzaninem Nowogard. Pierwszą połowę mamy zagrać defensywnie, w drugiej połowie mamy zaryzykować dwa, trzy razy.. Wiele obiecuję sobie po rozpoczęciach gry od środka, mamy tu wypracowany schemat. Wczoraj na treningu udało się strzelić po nim gola grając na grupę męską.

CAM00620

Jak się grało na facetów?

N: To jest tak, że z facetami nie boimy się grać. Wiadomo, są silniejsi, szybsi, ale wiemy, że jak w nich wbiegniemy, to nic im nie zrobimy. Ja jestem nauczona gry z chłopakami, a z dziewczynami gra się inaczej.

Nigdy nie byłem na meczu piłki kobiecej. Jaka to specyfika?

P: Poziom piłki kobiecej poszedł w górę. Są dziewczyny świetne techniczne, umiejące się ustawić, mające rozeznanie taktyczne. Drużyny z czołówki, takie jak Pomorzanin, naprawdę umieją grać w piłkę. My, co tu ukrywać – mamy młody zespół, średnia wieku 15-16 lat. Gramy dopiero drugi sezon, a obecny skład jest zupełnie nowy. Z pierwotnej kadry zostały trzy dziewczyny, w tym Natalia.

Jak wspominasz ten pierwszy mecz?

N: Z Energetykiem Gryfino. Wyszłyśmy bardzo zdenerwowane, niezgrane, no i to był nasz pierwszy mecz na dużym boisku. Ciężko było, przegrałyśmy 0:16. W szatni jednak nie załamałyśmy się, stwierdziliśmy, że chcemy i mamy o co walczyć – o lepszy mecz, o lepszy rezultat.

P: Udawało się czasem. Mieliśmy dobre połowy. Pamiętam zagraliśmy sparing na drugoligowca. Przegrały w sposób dramatyczny, ja nie chciałem na to patrzeć: 40:0. Ale dwa dni później na lidze było już tylko 0:2.

N: Porażki nas motywują.

No to jesteście najbardziej zmotywowaną drużyną w Polsce.

N: Nie załamujemy się, wyznaczamy sobie cele. Trener też umie nas zmotywować, na przykład ostatnio tortem: nasza bramkarka, Wiktoria, jest strasznym łasuchem. Założyła się z trenerem o torta, że nie puści bramki.

P: W pierwszej minucie straciliśmy bramkę po jej błędzie.

N: Myślała o torcie (śmiech).

P: Zagrała kiepsko w pierwszej połowie, dostaliśmy mnóstwo bramek, ale już w drugiej było lepiej. Powiedziałem – nieważne, tort i tak będzie.

N: Bardzo szczęśliwa była.

Jak reagują znajomi i rodzice na wasze granie?

P: Rodzice w większości się cieszą, że dziewczyny uprawiają sport, ale paru dziewczynom zabronili przez oceny. Nie mamy bramkarki – Oliwia uczyła się grać na bramce, szło jej coraz lepiej, niestety z płaczem musiała zrezygnować, bo rodzice nie pozwolili jej grać właśnie przez gorsze wyniki w szkole. Dla mnie to chore, ja też mam dziecko w wieku 15 lat, które nie jest orłem w szkole, ale na pewno sport nie jest tego przyczyną.

N: Moi znajomi mnie wspierają, przychodzą na mecze. Ale są też tacy, którzy deprymują. Wyzywają z trybun, krzyczą, że po co my gramy. Leżała kiedyś kontuzjowana dziewczyna, a ktoś krzyczy: dobijcie ją. To standard na meczach.

Półtora roku minęło, wy wciąż czekacie na pierwszą bramkę.

P: W sparingach, w turnieju halowym, zdarzało się strzelić. Nawet z kadrą wielkopolski w meczu przegranym 1:16 udało się trafić. Nie mamy jednak kiedy się zgrać. Jedne przychodzą, inne odchodzą, ciągle mamy nowy skład. Nowe dziewczyny, które mamy w składzie, często uczą się dopiero podstaw – przyjęcia, podania, strzału. Mają natomiast mnóstwo chęci.

To jest kapitał.

P: Tak. Zaczyna się od chęci i kontynuuje dalej. Weronika jest dwa miesiące u nas, i już widać drastyczny postęp. Marta Sawicka, która jest od początku w drużynie, nie umiała zupełnie nic. Nie grała nigdy w piłkę. Teraz umie bardzo dużo.

Najlepsze dotychczasowe sytuacje?

P: Kucharzewska w słupek, było sam na sam… Dzisiaj wpadnie.

***

kołobrzeg 6

Deszcz, przenikliwe zimno, ciemno, szaro. Typowe listopadowe popołudnie. Dwie dziewczyny kuleją, Marta ma nogę w usztywniaczu, jedna na antybiotyku, jedna przeziębiona. Zmienniczek brak, na ławce siadam ja. Naprzeciw lider tabeli. Trudno szukać powodów do optymizmu.

Zapalają się światła, pojawia się loża szydercow. Podczas rozgrzewki dziewczyn niesie się głośne męskie „KTO WYGRA MECZ? HATTRICK!”, „HEJ HATTRICK GOL, NANANANA…”. Na oko są to chłopaki z juniorów Kotwicy, która grała tutaj pół godziny wcześniej.

Poziom? Nie oszukujmy się, jestem na meczu drużyny, która przegrała wszystkie mecze w trzeciej lidze kobiet, nie strzeliła gola, straciła ponad trzysta. Nie będzie Galacticos, nie będzie następczyń Socratesa i Zico. Pogląd da wam rozgrzewka.

Trener cały czas żyje z zespołem – momentami mam wrażenie, że przesadza. Każda akcja opatrzona jest komentarzem, nie ma chwili ciszy. Oczywiście po udanych są pochwały, ale nie ma cudu – więcej jest jednak błędów, więc lecą „PATRYCJA, DO TYŁU PODAJESZ?!”, „ELKA, JAK CIĘ PCHA TO SIĘ POŁÓŻ I FAUL JEST!”, i inne.

W pewnym momencie słychać „dobra, cicho trenerze” z ust Natalii. Myślę sobie, że ma rację, ale… trener też ma rację. Przynajmniej widać, że nie robi tego – wybaczcie – na odpierdol. Nie przychodzi odbębnić. Traktuje dziewczyny poważnie, choć nie robi tego prawie nikt.

kołobrzeg 1

Mecz wygląda tak, jak miał wyglądać – Hattrick się broni, Pomorzanin atakuje cały czas, umie kiwnąć, podać, rozrzucić. To różnica klas pod względem umiejętności. Raz kapitan Hattricka, Maja, rusza z akcją, wychodzi z umiejętną kiwką, ale akcja rozsypuje się po pierwszym podaniu jak domek z kart. Sędzia zwraca uwagę na mocno kulejącą Martę.

Wkrótce kolejne kłopoty. Grająca na stoperze Ola doznaje kontuzji. Pojawiają się łzy, dziewczyna mówi, że czuje ból głęboko w środku stopy i już wie, że nie będzie mogła chodzić przez trzy dni. Trener uspokaja, mówi, że załatwi rehabilitację. Zamraża bolące miejsce, Ola wraca na boisko. Chwilę potem zatrzymuje akcję Pomorzanina, wkrótce przyjmie na kontuzjowaną nogę mocny strzał. Aż mnie zabolało, gdy to oglądałem, podobnie jak w innej akcji, gdy dziewczyna minęła się z piłką i trafiła nogę rywalki – znamienny odgłos słychać aż przy linii.

Trenowane były podobno intensywnie wznowienia gry – na swój sposób desperackie rozwiązanie, ale i sprytne, bo to własnie najczęściej wykonywany stały fragment Hattricka. Jest solidny krzyk „WYJAZD!”, „JAZDA, WYSOKO!”, ale jaki schemat był wypracowany i dał bramkę na treningu z mężczyznami – nie zdołałem złapać. Coś nie pykło.

Do przerwy 0:14. Pytam trenera o komentarz:

0:14, z czego powinny paść 4 bramki.

***

Na drugą połowę nie wychodzi Marta, która grała w usztywniaczu i kulała od rozgrzewki – trener twierdzi, że chciała wyjść, ale już jej nie pozwolił. Paweł robi też zmianę na bramce: Wiktoria nie ma dnia, przechodzi na atak.

Dziewczyny cały czas się bronią, tym razem idzie im lepiej. Nie ma gradu goli, choć przecież walczą w dziesiątkę, bez najbardziej doświadczonej zawodniczki, w dodatku z Olą, która jeszcze przed chwilą twierdziła, że nie da rady. Wkrótce Maja także pada na murawę, Paweł bierze apteczkę i leci.

I właśnie wtedy, choć już sam nie wiem w ile grają, ósemkę czy dziewiątkę, nadarza się okazja. Wiktoria zabiera piłkę na połowie boiska i biegnie na bramkę Pomorzanina. W teorii pewne sam na sam, ale dwie stoper – obie o głowę większe od napastniczki Hattricka – gonią. Biorą w kleszcze. Wytrącają z równowagi. Po akcji? A skąd, Wiktoria jeszcze raz zabiera im piłkę i oddaje strzał. Niestety, za słaby i niecelny, nie wpadło. Ale nawet tej akcji nikt się nie spodziewał – sędziujący na tej połowie liniowy od ładnych paru minut wymieniał podania z jakimś znajomym, nie obserwował nawet meczu.

kołobrzeg 3

Po lewo w dresie Wiktoria, która zerwie się na samotny rajd. Leży Maja

Koniec. 0:21. Dziewczyny poobijane, poturbowane, zmęczone. Rywalki gratulują postawy w drugiej połowie, Paweł dziękuje za walkę.

kołobrzeg 4

***

Marta, jak się czujesz?

Bardzo dobrze, jak widać (wyraźnie kuleje, w zasadzie nie zgina jednej nogi). Nie no, bywało gorzej. Jestem dumna, że chociaż zagrałam.

Co ci konkretnie dolega?

Naderwałam więzadła wcześniej podczas tej rundy, potem miałam rehabilitację, ale nie doleczyłam kontuzji. Mam całą obolałą łydkę, a kostkę stłuczoną w piątek na treningu.

Wiesz, że tak naprawdę nie powinnaś grać?

Wiem, nie powinnam, ale drużyna… Nie chcę zawieść koleżanek i trenera. Jak wszędzie i u nas są zgrzyty, nawet dzisiaj były, bo bardzo chciałyśmy się pokazać na tle lidera. Ten mecz był jednym z najważniejszych, a nie dałyśmy rady, za dużo zawodniczek ma teraz kontuzje. I tak uważam, że jesteśmy jedną z lepiej dogadujących się drużyn. Każda zawodniczka powie, że jesteśmy jak rodzina. Nasze kłótnie są chwilowe – pięć minut później już jest dobrze.

Trener mówił, że bardzo się rozwinęłaś piłkarsko.

Kiedyś nie umiałam kopnąć prosto piłki. Nawet nie podwórku nigdy nie grałam w piłkę, nie interesowałam się też meczami – na treningu byłam jak kosmita na nowej planecie. Teraz… no na tym meczu akurat nie mogłam pokazać tego, co potrafię.

Cały czas czekacie na bramkę, ty odczuwasz to najdobitniej, bo jesteś tu od samego początku.

Cały czas mamy motywację, bez względu na wyniki. Problemem jest brak ciągłości. Jedne odchodzą, drugie przychodzą. Niektóre odeszły po obozie letnim, gdzie świetnie pracowałyśmy, miałyśmy po dwa treningi dziennie… strasznie nas zawiodły. Myślałyśmy, że skład się posypie, że nie będzie kim grać. Niektóre dziewczyny, które za nie przyszły, trzeba było uczyć podstaw jak mnie kiedyś, ale wydaje mi się, że z tą kadrą coś osiągniemy.

Masz problemy zdrowotne przez piłkę. Jak reagują na to rodzice?

Mama jest akurat taka, że, no… może nie podziela zainteresowania, ale mówi „jeśli to kochasz, rób to”. Tak, mam teraz kontuzję, ale został nam jeden mecz, w którym nie zagram, a jak się wyleczę to na pewno nie będzie przeciwna, żebym dalej grała.

Jak podchodzicie do wyzwisk?

Ci co nas znają nie śmieją się, że przegrywamy, tylko mobilizują. Ale była i dzisiaj grupka chłopaków, co się nabijają. Nas to nie rusza. Na początku, owszem, zamiast grać to słuchałyśmy i się przejmowałyśmy. Teraz skupiamy się na boisku.

Jak ważny jest dla ciebie klub?

Bardzo ważny. Na początku nie był, ale ta drużyna, co jest teraz… Nie wyobrażam sobie rezygnować z gry i treningów. Dlatego też gram z kontuzjowaną nogą.

Wasze cele?

Z nowym sponsorem powinno pójść łatwiej, choćby jeśli chodzi o załatwianie boiska na treningi. Wiadomo, potrzebne jest duże, tam to inne granie. Celem strzelić bramkę, chociaż jedną. No i doprowadzić do remisu 0:0.

***

Wiktoria, jak oceniasz dzisiejszy mecz?

Wiktoria: Masakra. Poobijana jestem strasznie. Najgorzej było, jak dostałam w żebra i nie mogłam oddychać. Ale przeżyłam.

Paweł: Tamte dziewczyny – inny poziom. Lepsze od Kotwicy nawet. Niejeden facet w tym wieku nie ma takiego strzału, a już trzynastka roznosiła je, grała jak facet.

Jak się czuje Ola? Po kwadransie wyglądało to bardzo źle.

P: Cały czas ją bolało. Zrobiłem zabieg zamrażania, wzięła tabletki przeciwbólowe i dograła.

Dalsze plany MKS? 

P: Został nam jeden mecz, potem wigilia klubowa. Wkrótce zakładam męską sekcję w klubie, żeby się rozwijał. Z tego względu rozszerzenie zarządu. W styczniu wznawiamy treningi na hali, w lutym obóz, jeśli dostaniemy dotację. Mam nadzieję to będzie zupełnie inna bajka, bo teraz jesteśmy na krawędzi.

***

14681842_1806272842917576_8073146549792776353_n

Nie wiedziałem czego się spodziewać po wizycie w Kołobrzegu, ale na pewno nie zgadłbym, że drużyna mająca bilans 0-350, która na moich oczach przegra 0-21, zaimponuje mi. Do tych wszystkich szyderców, którzy zasiadają na trybunie i nabijają się z dziewczyn: ciekawe czy wy dalibyście radę zagryźć zęby i rozegrać dziewięćdziesiąt minut z taką wolą walki jak kontuzjowana Ola. Ciekawe czy wyszlibyście na mecz z takim urazem jak Marta, a wszystko z troski o drużynę. Ciekawe czy wasz zespół do tego stopnia wciela w życie zasadę „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.

Ciekawe, czy macie chociaż pięćdziesiąt procent charakteru, co niektóre z nich. Jeśli tak – gratulacje, to już osiągnięcie. Śmiać mi się chciało, gdy przypominałem sobie mecze Ekstraklasy, gdzie zawodnik kładzie się po podmuchu wiatru, a tu widzę gimnazjalistki walczące za koleżanki na antybiotyku lub z usztywniaczem i naderwanym więzadłem.

Rozmiar boiska, czas gry, aura, przeciwnik, siła rywalek i ich strzałów, kontuzje, brak zmienniczek – wszystko tu powinno je przerosnąć. Wyglądało jak szklana góra. A jednak, choć cudu w rezultacie nie ma, dały radę. Nie załamały się, walczyły do końca, także z własnymi słabościami. Ani na chwilę nie było chodzonego, choć broniło się już nie 0:0, a 0:20.

Nie wiem jak potoczą się losy Hattricka Kołobrzeg, nie wiem jak potoczą się losy dziewczyn. Wiem natomiast jedno: bez względu na wszystko  będą tę przygodę z piłką pamiętać, a jest to dla nich niesłychana szkoła charakteru. Ja nie mam wątpliwości – czymkolwiek w przyszłości się zajmą, hartu ducha, wytrwałości i odporności psychicznej im nie braknie. Choć więc kibicuję, by strzeliły bramkę, tak zarazem mam pewność, że już osiągnęły znacznie istotniejszy sukces.

Leszek Milewski

Liczba komentarzy: 0
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments