Sevilla kontra Barcelona, czyli hit, który nie ma prawa zawieść

Piotr Tomasik

06 listopada 2016, 14:05 • 4 min czytania

Reklama
Sevilla kontra Barcelona, czyli hit, który nie ma prawa zawieść

Etatowy zwycięzca Ligi Europy kontra mistrz Hiszpanii i triumfator dwóch z pięciu ostatnich edycji Ligi Mistrzów. Starcie drugiej z czwartą drużyną w tabeli. Andaluzyjski żywioł i porywczość kontra katalońska tiki taka podlana hektolitrem cierpliwości. Jedni wciąż nienasyceni mimo osiągniętych na przestrzeni minionych lat sukcesów, drudzy – utytułowani, lecz zarazem wciąż przymierzający się do postawienia tego kluczowego kroku naprzód, który pozwoliłby im na stałe rozgościć się w gronie zespołów ze ścisłego europejskiego topu. Dwie odmienne, nieznajdujące raczej stycznych punktów filozofie, które docelowo prowadzić mają jednak w to samo miejsce – na szczyt.

Reklama

O tym, że podczas wieczornej konfrontacji Sevilli z Barceloną o emocje możemy być spokojni, raczej nikogo na siłę przekonywać nie trzeba. To akurat jeden z tych hitów, w przypadku których ryzyko ostatecznego rozczarowania jest naprawdę znikome. Wystarczy przypomnieć sobie chociażby historię starć obu zespołów z poprzedniego sezonu.

Mierzyły się one wówczas ze sobą czterokrotnie i – trzeba powiedzieć sobie jasno – nie zawiodły ani razu. Liga? Dwa rollercoastery – najpierw 2:1 dla Sevilli na Pizjuán, gdy wydawało się, że przeciwko Barcelonie sprzeniewierzyły się wszelkie siły nadprzyrodzone, następnie zaś równie trzymający w napięciu rewanż na Camp Nou, w którym „Blaugrana” musiała odrabiać straty, ale koniec końców po świetnym widowisku zwyciężyła 2:1. Nie mniej dramaturgii było też w finale Pucharu Króla, gdy Barcelona przez całą drugą połowę grała w dziesiątkę po wykluczeniu Mascherano, jednak po tym, jak czerwoną kartkę zobaczył również Banega ostatecznie pokonała Andaluzyjczyków po dogrywce 2:0.

REMIS W HICIE LA LIGA? POSTAW 100 ZŁOTYCH I ZGARNIJ AŻ 425 W BETSSON! 

Najlepszą wizytówką potyczek Andaluzyjczyków z Katalończykami był jednak niewątpliwie kompletnie oderwany od rzeczywistości i – co tu dużo gadać – stanowiący kwintesencję futbolu mecz o Superpuchar Europy w Tbilisi, w którym Barcelona pokonała Sevillę 5:4. Totalne szaleństwo. Spotkanie, które mimo tak naprawdę niewielkiej stawki wspominane będzie latami.

Reklama

W tym sezonie oba zespoły miały już okazję toczyć ze sobą boje dwukrotnie – w ramach Superpucharu Hiszpanii. Wówczas lepsza okazała się Barcelona, która wygrała oba spotkania – 3:0 u siebie i 2:0 na wyjeździe. Tak czy owak, sugerowanie się tamtym dwumeczem w kontekście dzisiejszego starcia byłoby wyjątkowo naiwne i mylące. Od sierpnia wiele zdążyło się zmienić. Sevilla z tygodnia na tydzień zdaje się bowiem coraz bardziej rosnąć w siłę i udowadniać, że tym razem zamierza w końcu na poważnie zaatakować także krajowe rozgrywki. „Los nervionenses” poradzili sobie z chorobą sierocą po odejściu Unaia Emery’ego do PSG o wiele szybciej niż się spodziewano.

Podopieczni Jorge Sampaolego spisują się jak na razie na tyle dobrze, że – mimo wszystko dość niespodziewanie – z powodzeniem rzucają wyzwanie wielkiej trójce La Liga. Nie brakuje też osób twierdzących, że spośród drużyn znajdujących się w czołówce, to właśnie Sevilla prezentuje obecnie najprzyjemniejszy dla oka – a już na pewno najbardziej konkretny i pozbawiony kunktatorstwa – futbol. Przyglądając się ich ostatnim poczynaniom zarówno na krajowym podwórku, jak i w Champions League, gdzie jak dotąd również nie przegrali ani jednego spotkania, trudno nie odnieść wrażenia, że jest to dla nich zdecydowanie najlepszy możliwy moment na konfrontację z Barceloną.

CO NAJMNIEJ DWIE BRAMKI GOSPODARZY? 240 ZŁ ZA POSTAWIONE STO!

Reklama

Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że Andaluzyjczycy zagrają dziś u siebie. Nie jest tajemnicą, że Sevilla na Pizjuán i Sevilla na wyjeździe to tak naprawdę dwa kompletnie dwa różne światy. Bo o ile drużyna z południa Hiszpanii dopiero w niedawnym starciu z Leganesem zdołała przerwać passę 22 meczów poza domem bez zwycięstwa, o tyle u siebie w tym sezonie golą wszystkich jak leci – ich ofiarą padło przed dwoma tygodniami chociażby Atlético Madryt (1:0 po bramce N’Zonziego).

Barcelona może natomiast budzić skrajne odczucia. Raz spektakl, raz męczenie buły. W jednym meczu wycierają rywalem podłogę, by za chwilę zaserwować pokaz kopania po czole. Najlepszym dowodem – dwumecz z Manchesterem City, w którym ekipa Luisa Enrique najpierw zmiotła „The Citizens” z powierzchni ziemi, by dwa tygodnie później przegrać 1:3.

Choć gadki o jakimkolwiek kryzysie wciąż byłyby grubą przesadą, to jednak trudno nie zauważyć, że „Blaugrana” ma dość częste wahania formy. Katalończycy przegrali w La Liga do tej pory już dwa mecze – we wrześniu sensacyjnie polegli u siebie z Deportivo Alaves, na początku października dostali zaś w cymbał 3:4 od Celty, tracąc trzy bramki w pierwszej połowie. Do tego dochodzą też remis z Atlético czy kompletnie nieprzekonujące zwycięstwa z Valencią czy Granadą.

GOL NEYMARA? KURS 2,35 W BETSSON. TRAFIENIE LUCIANO VIETTO? KURS 3,30! 

Reklama

Mając na uwadze formę zarówno jednych, jak i drugich, to – jakkolwiek spojrzeć – zapowiada się po prostu na kolejne meczycho. Grająca w końcu na miarę oczekiwań i prezentująca równowagę między formą i treścią Sevilla kontra Barcelona, w przypadku której nie wiadomo, co w tym momencie jest jej w stanie strzelić do łba. Gdybyśmy mieli wytypować dzisiejszego zwycięzcę, prawdopodobnie nie odważylibyśmy się tego zrobić nawet pod groźbą tortur. Tak czy inaczej, jesteśmy wyjątkowo pewni tego, że mięsa i tym razem nie zabraknie.

Najnowsze

Reklama

La Liga

Reklama
La Liga

Anulowana czerwona kartka piłkarza Barcelony. Wiemy, dlaczego

Jakub Radomski
10
Anulowana czerwona kartka piłkarza Barcelony. Wiemy, dlaczego
La Liga

Problemów Barcy ciąg dalszy? Urazy dwóch zawodników

Braian Wilma
2
Problemów Barcy ciąg dalszy? Urazy dwóch zawodników
La Liga

Lewandowski skarcił Atletico! Barcelona odjeżdża Realowi

Jan Broda
32
Lewandowski skarcił Atletico! Barcelona odjeżdża Realowi