Przez większość czasu mecz Bayernu z Augsburgiem wyglądał tak, jak każde z kolejnych spotkań, o którym piłkarze Bayernu mówią, że są łatwiejsze niż gierka treningowa. Kopciuszek z Bawarii przyjechał na stadion lokalnego giganta z nastawieniem, które jeszcze nigdy nikomu nie przyniosło sukcesu – jest nim prośba o jak najmniejszy wymiar kary. Gdy Augsburg leżał już na deskach, próbował się jeszcze odgryzać, ba, udało się nawet zaliczyć solidny kęs, ale ten zryw miał miejsce już w momencie, gdy wszystko było po herbacie.

Niecodzienny wieczór w Niemczech: 90 minut na ławce Lewego i ładny gol Artura Sobiecha

Bayern? Przez cały czas trwania meczu trzymał go za twarz i nie wypuścił z rąk ani na chwilę. Nawet gdy Augsburg strzelał na 2:1, czyli – teoretycznie – w głowach monachijczyków mogło zacząć kiełkować lekkie przerażenie, cały czas grali swoje. Piłka po obwodzie boiska. Zamykanie rywala w polu karnym i czekanie na stworzenie się luki. Gościom oddajmy, że bronili się bardzo dzielnie, więc te powstawały stosunkowo rzadko. Bayernowi w to graj – wynik ustawiony, wcale nie musieli przechodzi do konkretów. Nie da się wejść w szesnastkę? Trudno, przegramy na lewą stronę. I tak w kółko.

Ta strategia bycia w cieniu może i by miała sens, gdyby nie fakt, że Bayern nie czekał z napoczęciem ani chwili – Lahm założył siatkę w polu karnym i skutecznie walnął po długim już w drugiej minucie, później Green dołożył drugą i było po zawodach. Wynik w pełni sprawiedliwy, tak jak sprawiedliwe było to, że oba karne, które dostały obie ekipy (przy czym „dostały” to w tej sytuacji słowo klucz, jedenastki mocno wątpliwe) nie zostały zamienione na bramkę. Niecodzienna sytuacja.

Jak spisał się Lewy? Cóż, to był jeden z niewielu dni w roku, kiedy Polak mógł liczyć na stuprocentowe wolne. W jego miejsce zagrał wspomniany Green, strzelił nawet bramkę, ale spokojnie, pozycji Lewego w równym stopniu zagraża komar.

***

Z rzeczy po dzisiejszym Pucharze Niemiec, które mogą zadowolić polskiego widza: szansę w meczu z Hoffenheim dostał Paweł Olkowski (dopiero drugi raz na boisku w tym sezonie). O dziwo, wypadł całkiem nieźle – to on zrobił główną robotę przy bramce w dogrywce na 2:1, dorzucając piłkę do Modeste z prawego skrzydła praktycznie do pustaka. Niemieckie media po tym meczu sypały w stronę Polaka nawet dwójkami.

6:1 zakończył się wynik Hannoveru 96 z Fortuną Duesseldorf. Gola i asystę zaliczył – a jakże – Artur Sobiech. Całkiem niegłupia ta bramka.

Z polskich wątków do odnotowania jeszcze 90 minut Błaszczykowskiego z Heidenheim (wygrana 1:0) i 120 Piszczka z Unionem Berlin (1:1, wygrana w karnych). Polak, co ciekawe, zagrał dziś na lewej obronie.

***

pokal

Liczba komentarzy: 0
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments