Byliśmy szczerze ciekawi gry młodych legionistów, bo o ile ich starsi koledzy w każdym meczu są spisani na straty, to zespół Dębka już z Borussią pokazał, że może walczyć w młodzieżowej Champions League o punkty, a nie tylko o to, aby stracić jak najmniejszą ilość goli.

Juniorzy dali przykład. Młodzieżowa Legia remisuje ze Sportingiem

Napisać, że nas zachwycili, to pewnie lekka przesada, ale zagrali mecz na bardzo dobrym poziomie, dostosowując poziomem gry do rówieśników z Portugalii. Legioniści po stracie bramki zaatakowali rywali. Wywalczyli karnego, którego spartaczył Mateusz Hołownia. Jego strzał obronił bramkarz Sportingu, ale to że wykazał się broniąc strzał z wapna, nie przeszkodziło nam w dostrzeżeniu, że jest ręcznikiem. Sam to zrobił, gdy parę chwil później na jego bramkę uderzył Ryczkowski, a on piękną polszczyzną krzyknął „hej, jestem ręcznik”, po czym odbił piłkę przed siebie, a do bramki dobił ją Kulenović. 1:1.

Portugalczycy ogórkami nie byli, ale i tak nasi analitycy z Opta Weszło naliczyć więcej fauli zawodników Sportingu, niż celnych podań. Kosili niemiłosiernie, a chyba wszyscy prędzej spodziewaliby się tego po naszych chłopakach, którzy ewentualne braki techniczne nadrabiali walką. Co cieszy, są na tyle pewni siebie, że nadrabiali także straty. W liczbie mnogiej, bo dostali drugą bramkę od rywali, i to dość pechowo, gdy piłka wybita przed pole karne po dośrodkowaniu z rożnego trafiła pod nogi Moreiry. Zdaje się, że chłopak nie zagrywał do boku, bo obawiał się, że zrobi się z tego kontra Legii. W takim wypadku zdecydował się uderzyć i siadło. Zdobył bramkę z kategorii „stadiony świata”. Przykro było patrzeć do końca spotkania na tablicę wyników, bo legioniści prezentowali naprawdę niezły futbol. Żal się wzmagał chociażby przez obicie poprzeczki portugalskiego ręcznika przez Szymańskiego po strzale z wolnego.

Doliczone cztery minuty, jesteśmy już pogodzeni z przegraną, a w ostatnich sekundach piłkę dostaje Szczepański i przepięknie pakuje ją do siatki, kończąc mecz remisem 2:2. A myśleliśmy, że tak z półobrotu, to potrafi kopać tylko Chuck Norris.

Po meczu zaczęliśmy się zastanawiać, w czym oni są gorsi od graczy z jedynki? Jako cała drużyna z pewnością by sobie nie poradzili, ale w czym Michalak jest gorszy od Aleksandrowa? Albo Szymański od grubego Odjidji? Czy Miłosz Szczepański, który zagrał koncertowo, naprawdę grałby gorzej od Hamalainena czy nawet Radovicia? Liczymy, że te chłopaki wkrótce przynajmniej dostaną szansę w seniorskiej piłce.