Reklama

Ruch podnosi poprzeczkę. Niebiescy wreszcie grają z bramkarzem?

redakcja

Autor:redakcja

20 września 2016, 11:35 • 3 min czytania 0 komentarzy

Waldemar Fornalik patrząc na wyczyny Kamila Lecha w bramce Ruchu, takie jak choćby pusty przelot zakończony jedynym golem w meczu z Bruk-Bet Termaliką, miał pełne prawo wykrzyczeć w kierunku swoich zawodników słynne „gramy bez bramkarza!”. W Chorzowie przekalkulowali jednak, że taka strategia nawet w Ekstraklasie na dłuższą metę ma tyle sensu, co skakanie na bungee bez liny, dlatego też zdecydowano się zakontraktować Słowaka Libora Hrdlickę, który po zakończeniu kontraktu w gruzińskim Dinamo Tbilisi od lipca pozostawał bez klubu.

Ruch podnosi poprzeczkę. Niebiescy wreszcie grają z bramkarzem?

Hrdlicka w Tbilisi grał regularnie przez 1,5 roku, jednak zatrudniony w styczniu przez Dinamo Słowak Juraj Jarabek dokonał latem prawdziwej rewolucji kadrowej. Pożegnał się z aż 12 piłkarzami, w tym właśnie ze swoim rodakiem, sprowadzając przy tym ośmiu nowych. Część kontraktów została rozwiązana, obrońca Giorgi Gvelesiani zarzucił nawet Jarabkowi, że przy ustalaniu kadry na nowy sezon, kieruje się nie umiejętnościami, a osobistymi uprzedzeniami, ale akurat Hrdlicka odszedł ze względu na wygasający kontrakt i brak nowej oferty ze strony klubu.

Na pewno nie można jednak powiedzieć, że Gruzję opuścił z pustymi rękami. Jedyny pełny sezon zakończył wygraniem absolutnie wszystkiego, co było do wygrania – ligi, pucharu i superpucharu.

Zrzut ekranu 2016-09-20 o 10.03.51

– Hrdlicka większość swojej kariery spędził na Ukrainie i w Gruzji, dlatego o tym okresie ciężko mi coś powiedzieć. Ale gdy grał w Rużomberku, uważano go za bramkarza posiadającego sporo jakości, za duży atut MFK. Dobrze spisywał się na przedpolu, ale przede wszystkim imponował refleksem, a także miał smykałkę do bronienia rzutów karnych – charakteryzuje nowy nabytek Ruchu Jan Jasenka, dziennikarz sport.sk.

Reklama

I faktycznie, gdyby prześledzić karierę Hrdlicki na Słowacji, trzeba przyznać, że liczby stały za nim murem. W sezonie 2010/2011, najlepszym jak dotąd w jego wykonaniu, Słowak zaliczył aż 12 czystych kont w 23 meczach. Nie uszło to uwadze klubów z mocniejszych lig i niewątpliwie płacących lepsze pieniądze niż te, które da się zarobić u naszych południowych sąsiadów. Hrdlicka po wyrobieniu sobie porządnej marki na Słowacji spakował więc manatki i ruszył na podbój ligi ukraińskiej.

– Gdy przeniosłem się na Ukrainę, do Metalurga Zaporoże, byłem sprowadzany jako bramkarz numer trzy. Później stałem się numerem dwa, a gdy zmienił się trener, stałem się jedynką. Gdyby nie problemy zdrowotne, mogłem w moim ostatnim sezonie tam zagrać znacznie więcej meczów – wspominał tę przygodę już po jej zakończeniu na łamach sport.sk.

W Zaporożu Hrdlicka szybko stał się ulubieńcem trenera Sierhija Zajcewa, który objął zespół pół roku po tym, jak sprowadzono Słowaka. Później stawiał na niego też jego następca, Sierhij Puczkow, jednak po kolejnej zmianie, gdy szkoleniowcem został Ołeg Taran, Słowak nie mógł liczyć na regularne występy. Przypałętała się również wspomniana kontuzja, przez co nikt nie płakał, kiedy Hrdlicka oznajmił, że nie przedłuży kontraktu i przyjmie ofertę z Gruzji.

Zrzut ekranu 2016-09-20 o 11.32.05źródło: Transfermarkt.pl

Refleks i talent do bronienia rzutów karnych, o których wspomina Jasenka, od razu przywodzą na myśl innego doświadczonego Słowaka, po którego Ruch nie tak dawno sięgał i który w Chorzowie wypracował sobie markę niezłego fachury. Matusa Putnockiego.

– Może i to nie aż taka klasa, jak Putnocky, ale uważam, że to bramkarz o wysokiej piłkarskiej jakości – ocenia dziennikarz sport.sk.

Reklama

Nam z kolei się wydaje, że jeśli Hrdlicka okaże się choć w połowie tak porządnym piłkołapem, jak obecny golkiper Lecha, to przy Cichej nie będą tego ruchu żałować. Po wyczynach Kamila Lecha poprzeczka nie wisi zresztą przesadnie wysoko.

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...