Reklama

Pięć rozczarowań ligowych po pierwszych pięciu kolejkach

redakcja

Autor:redakcja

16 sierpnia 2016, 19:31 • 5 min czytania 0 komentarzy

Za nami pięć kolejek Ekstraklasy, 450 minut ligowego grania. Z jednej strony to za mało, by wydawać kategoryczne sądy – ten za słaby, ten kozak, a tego odpalmy od razu, ale pierwsze małe podsumowanie można już zrobić. Mianowicie: kto na początku sezonu jest rozczarowaniem i od kogo kibice, trenerzy i my oczekiwaliśmy nieco więcej?

Pięć rozczarowań ligowych po pierwszych pięciu kolejkach

Rafał Wolski

O ile kibice Lechii mogą być w miarę zadowoleni z postawy całej drużyny, bo w końcu nie szoruje po dnie tylko trzyma się w czubie, o tyle forma Rafała Wolskiego jest już podstawą do niepokoju. Ściągano go po bardzo dobrej rundzie w Wiśle Kraków, gdzie znów czarował i pokazał, że mimo wszystko nie zapomniał we Włoszech i Belgii jak wygląda piłka, do czego służy i co możną z nią fajnego zrobić. Tak samo miało być w Lechii, a jeszcze Polak otoczony piłkarzami pokroju Krasicia, Mili i Chrapka powinien wskoczyć na wyższy poziom. Tymczasem, póki co jest lekka bryndza. W Wiśle po pięciu kolejkach miał już na swoim koncie trzy asysty i dwa gole, tu jego licznik wskazuje przygnębiające zero. Co prawda niektórzy próbują go jeszcze ratować i zapisać asystę po samobóju Dejmka z ostatniej kolejki, ale bądźmy poważni – Wolski nie wrzucał na głowę obrońcy, a Dejmek nie chciał pokonać własnego bramkarza. To co to za asysta?

Pomocnik rozczarowuje, często podejmuje złe decyzje, rzadko pokazuje takie akcje jak w meczu z Koroną, kiedy ładnym dryblingiem oszukał przeciwnika przy linii końcowej. Raczej jest schowany, a gdy jeszcze na początku parę razy zagra źle, to znika już na amen. Nie ma w jego grze błysku, podań do najbliższego kolegi można oczekiwać raczej po Łukasiku, a nie po Wolskim. Ale to w końcu tylko pięć kolejek – pomocnik ma jeszcze sporo czasu żeby się odkręcić.

Ryota Morioka

Reklama

Podczas ostatniego meczu Śląska, komentatorzy tamtego spotkania dziwili się, dlaczego Rumak ściągnął Japończyka z boiska, bo przecież taki gość w każdym momencie może odpalić i lepiej go zostawić. Jednak po chwili sami doszli do wniosku, że prędzej warto było czekać na mannę z nieba niż jakąś godną zapamiętania akcję Morioki. Nie idzie mu w tym sezonie, zaliczył ledwie jedną asystę i to też pewnie powód, dla którego Śląsk jest skuteczny jak podryw na „czy twój tata był złodziejem, bo schował wszystkie gwiazdy w twoich oczach”.

3, 5, 6, 6, 2 – na takie noty zapracował u nas, czyli dość przeciętnie. Dwukrotnie wyszedł poza ocenę wyjściową, ale nigdy nie zrobił czegoś ekstra, co dałoby mu choćby siódemkę i bilet wstępu do kozaków kolejki. Częściej kręci się koło badziewiaków i rzeczywiście raz tam trafił, bo Japończyk niestety dostosował się do marazmu kolegów z ofensywy. Wybił się za to kto inny – Goncalves, po pięciu kolejkach to on jest szefem drugiej linii wrocławian.

Polska Wroclaw 06.08.2016 Pilka nozna LOTTO Ekstraklasa 4 kolejka Slask Wroclaw - Lechia Gdansk N/z Alvaro Gomes Alvarinho slask #14 Pawel Raczkowski referee Ryota Morioka slask #10 Fot. Sebastian Borowski / 400mm.pl LOTTO Ekstraklasa Professional Polish football league Slask Wroclaw - Lechia GdanskFot. 400mm.pl

Bramkarze

Reklama

Czasami mamy wrażenie, że obserwujemy jakiś konkurs, o którym nikt nam nic nie powiedział – bramkarze rywalizują w tajemnicy, kto puści większą szmatę. I trzeba im oddać, że ta rywalizacja wychodzi naprawdę widowiskowo, poziom klopsów jest w skali Cabaja wysoki, generalnie dzieje się. Tak jak wspomnieliśmy, cała zabawa jest owiana sporą tajemnicą, ale możemy zgadywać jak wygląda podium tamtejszej klasyfikacji:

1. Milinković-Savić za mecz z Górnikiem Łęczna, kiedy sam sobie wrzucił piłkę do bramki

2. Michał Miśkiewicz za inscenizację pt.; „piłka nie wyślizgnęła mi się z rąk, tylko byłem brutalnie faulowany przez Zjawińskiego”

3. Kamil Lech i jego wypad daleko poza pola karne, żeby nabić Merebaszwilego w butelkę, a właściwie – na bramkę.

Podium jest więc mocno obsadzone, ale to przecież nie koniec, reszta stawki naciska. Jakub Słowik przy wybiciach podaje każdemu tylko nie swoim i tylko czekać, aż z tego coś wpadnie. Maciej Gostomski kiedy ma bronić wychodzi na spacer i przez to Korona traci decydującą bramkę w meczu z Lechią.

Petar Brlek

To typ zawodnika, który potrafi wziąć ciężar gry na siebie, rozegrać piłkę. Ma coś, co mi się w nim podoba. Otóż w pierwszej kolejności chce zagrać do przodu. Dopiero, gdy nie ma takiej możliwości, gra w bok lub do tyłu. Ma zadatki na dobrego piłkarza – mówił przed sezonem pełen wiary Dariusz Wdowczyk, bo planował oprzeć grę Wisły właśnie na Chorwacie. Na razie wygląda na to, że równie dobrą inwestycją mogłoby być powierzenie pieniędzy Meresińskiemu.

Piłkarzem jest bowiem Brlek zagadkowym. To znaczy – nie wiadomo, co umie. Groźnie strzelić? Nie przypominamy sobie. Błyskotliwie dryblować? Eee… Zaliczyć prostopadłe podanie? Może dwa-trzy razy, czyli na 279 minut jakie zagrał, bardzo mało. Wdowczyk chyba sam siebie przekonywał przed sezonem, że ten gość rzeczywiście może mu zrobić wynik, ale powoli wycofuje się z tego pomysłu. Chorwat w pierwszych trzech kolejkach wyszedł w pierwszym składzie, w drugiej kolejce dostał wędkę w przerwie, tydzień później otrzymał jeszcze szansę na rehabilitację, ale zawiódł i następne spotkanie zaczynał z ławki.

My ocenialiśmy jego grę podobnie jak trener – 5, 2, 2, 4, 3. Średnia: 3,20 – czyli wśród pomocników Wisły najgorsza. Tak właściwie to nie jest rozczarowanie „globalne”, bo pewnie nie liczyli na niego kibice, eksperci i tak dalej. Jednak Wdowczyka raczej Brlek zawiódł dość mocno.

Jacek Góralski

Jacek, gdzie jesteś? Gdzie jest ta skała ze środka pola, która ominąć było piekielnie trudno? Gdzie się podział ten gość, który potrafił przejechać cały mecz na wślizgu? W sumie to wiemy – na ławce, więc może lepiej byłoby spytać, jak się Góralski tam znalazł. Poprzedni sezon miał bardzo przyzwoity, był jednym z żołnierzy Probierza, a przy tym jednym z odkryć Ekstraklasy. Te rozgrywki też zaczął w podstawowym składzie, wypadł zresztą na inaugurację nieźle, ale potem nie mógł się już odkleić od ławki nawet na minutę. To rozczarowanie dla nas, ale i pewnie samego piłkarza – po prostu przegrał rywalizację w oczach Probierza.

MECZ 7. KOLEJKA EKSTRAKLASA SEZON 2015/16: JAGIELLONIA BIALYSTOK - LEGIA WARSZAWA 1:1 --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH: JAGIELLONIA BIALYSTOK - LEGIA WARSAW 1:1

Fot. FotoPyk

*

Oczywiście, do wyżej wymienionych państwa trzeba dołożyć prawie całego Lecha i Legię, lecz to jest tak jasne i przewałkowane, że powtarzać nie trzeba. Dodatkowo, znalazłby się tu też Arkadiusz Reca, ale większy tekst macie o nim TUTAJ.

Fot. 400mm.pl

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...