Reklama

Jak co wtorek… KRZYSZTOF STANOWSKI

redakcja

Autor:redakcja

19 lipca 2016, 13:43 • 5 min czytania 0 komentarzy

Rozpoczęliśmy sezon. Na kity. Będziemy się teraz wzajemnie kitować przez następne dziewięć, dziesięć miesięcy. A w okolicach szóstego albo siódmego miesiąca sami w te kity uwierzymy. Na sto procent.

Jak co wtorek… KRZYSZTOF STANOWSKI

Zaczęło się już w pierwszej kolejce. Kazimierz Węgrzyn komentujący mecz oczywiście dla C+ stwierdził, że forma Cracovii przyszła za późno – rzecz jasna gdyby przyszła wcześniej, to krakowski zespół dalej grałby w europejskich pucharach. Ja jednak wolę fakty od hipotez. Fakty są takie, że Cracovia wychyliła się leciutka poza granice RP i dostała taki łomot, że ze wstydu ludzie odwracali wzrok. Można teraz udawać, że tydzień to Cracovia by biła, zamiast być bita, ale na tej zasadzie można napisać dowolny scenariusz – na przykład taki, że gdyby Erdogan sam na siebie się zamachnął tydzień później, to niechcący postrzeliłby się w nogę. Albo gdyby Albert Sosnowski walczył z Kliczką w dniu, w którym miał lepszy biorytm, to sklepałby go po mordzie na luzaku.

Zdecydowanie jestem za tym, by oddać szacunek zwycięzcom (chociaż nie szanuję ich na tyle, by googlować, jak się nazywali), czyli nie rozgłaszać, co byśmy z nimi zrobili dzień później, tydzień później czy miesiąc później. To dziecinne. Okazali się lepsi. W dodatku nie raz, tylko dwa razy. U siebie i na wyjeździe. Strzelili takie bramki, jakie widuje się na boiskach szkolnych (oczywiście w klasach sportowych – żeby nie było, że obrażam Cracovię).

Cracovia rozjechała walcem Piasta Gliwice i wcale to nie znaczy, że rozjechałaby czwartą drużynę Macedonii, piątą ekipę Gibraltaru, trzecią siłę Łotwy czy szesnasty klub Islandii (jest tam szesnaście klubów?). Znaczy to tylko i wyłącznie tyle, że zmiażdżyła Piasta, czyli inny polski zespół. Już kiedyś pisałem, że sami się napieprzamy batem po plecach i nikt nie wie po co – gdybyśmy bowiem grali wyłącznie w ramach ekstraklasy i olali całą tę europejską naparzankę, która przynosi nam wyłącznie smutek i zgryzotę, bylibyśmy szczęśliwsi i żyli dłużej. Na przykład wielu Amerykanom wydaje się, że MLS to naprawdę mocna liga. Gdyby jednak przyszło im regularnie występować w europejskich (w tym wypadku – międzynarodowych) pucharach, ich samoocena mogłaby runąć. I po co to komu?

Eksperyment z ligą wyizolowaną byłby fascynujący. Węgrzynowi wystarczył tydzień, by zakrzyknąć, że Cracovia po prostu nie trafiła z formą, a tak naprawdę jest lepszym zespołem od tego Cośtam Cośtam Skądśtam Skądśtam. Teraz wyobraźmy sobie opinie fachowców po trzech latach wyłącznie wewnętrznej kopaniny. Wyobraźmy sobie, że Cetnarski przez trzy lata dziurawi obrońców Piasta, Szczepaniak pakuje z główki po długim, Covilo wali z bańki i nogą. Przecież po takich trzech latach – nieprzerywanych gongami w pucharach – byśmy naprawdę wiedzieli się na szczycie.

Reklama

– Z taką grą Cracovia prezentuje poziom Evertonu.
– Everton, moim zdaniem, gorzej czuje się w ataku pozycyjnym.
– Masz rację, nie Everton, tylko raczej Celta Vigo.

Nie wiem, gdzie doszlibyśmy w tych fantasmagoriach, ale daleko. I komu by to przeszkadzało, powiedzcie sami? Zamiast smęcić, że nie możemy awansować do Ligi Mistrzów, mówilibyśmy: mistrz Polski z łatwością by sobie w Lidze Mistrzów poradził, ale tak się dziwnie składa, że ma inne plany. Ha!

Niedawno Wojtek Kowalczyk powiedział – w pucharach lepiej w ogóle nie grać! Na początku spytałem po cichutku: – Kowal, co ty pierdolisz? A potem stwierdziłem – toż to plan genialny. Jeśli co tydzień chodziłbym ulicą, na której czekałoby na mnie sześciu tych samych zbirów i co tydzień by mnie lali jak psa, to z czasem zmieniłbym trasę. Kto wie – może z czasem bym sobie nawet pomyślał, że zbiry się mnie przestraszyły, bo troszkę zmężniałem („Znowu nikt cię nie pobił, dopakowałeś, masz siłę!” – krzyczałby Węgrzyn). Ale chodzić ciągle tak samo i tak samo zbierać oklep? Głupie.

A my jak te ćmy do światła: puchary, puchary, puchary.

Żaden nasz klub żadnego pucharu nie zdobędzie. Chodzi wyłącznie o to, by zgarnąć trochę siana od UEFA. Gdyby dało się te pieniądze przechwycić (skołować z innego źródła) bez grania – wypisywałbym się z pucharów bez wahania i tworzył nad Wisłą oazę futbolowej szczęśliwości. Cracovia ogrywałaby Piasta i była wielka. Zagłębie gniotłoby Koronę – cóż to był za futbol. Poziom by rósł z dnia na dzień – tak przynajmniej donosiłyby media.

Tak, teraz czas kitowania, bo gramy między sobą. Kolo, który w pucharach robił za pachołek, znowu będzie uchodził za solidnego obrońcę. Napastnik, który trafi z dziesięć razy, podczas gdy zagranicą pompował piłki – za snajpera wysokiej klasy. W okolicach kwietnia pamięć po eurowpierdolach będzie tak zatarta, że wszyscy powiedzą: no, ale w tym roku nasze kluby w pucharach naprawdę mogą powalczyć! I wiecie co – wy wszyscy w to uwierzycie! Naprawdę, tak jest co roku. W kwietniu będziecie pisać w komentarzach: no, gra tej drużyny naprawdę może się podobać, chciałbym ich zobaczyć w pucharach!

Reklama

I tak w kółko.

Taki już los osiedlowego mistrza w szachy, dającego mata pani Jadwidze spod piątki w trzech ruchach, który raz do roku jedzie na turniej dla całej dzielnicy.

* * *

Legia sprowadziła Thibaulta Moulina z Belgii. Zaczarował na dzień dobry, jak kiedyś Melikson albo Stilić. Zastanawialiście się, co by się stało, gdyby sprowadzono kogoś, kto faktycznie umie grać w piłkę? Jeśli taki nikt – bo w skali Europy Moulin to nikt – sprawia, że wszystkim opadają szczęki, to co by było, gdyby tu na chwilę pojawił się nie od razu Messi, ale taki Ever Banega albo Nolito?

Najnowsze

Ekstraklasa

Do końca sezonu na tyle stać Lecha – na męczenie buły i ciułanie punktów

Paweł Paczul
0
Do końca sezonu na tyle stać Lecha – na męczenie buły i ciułanie punktów

Felietony i blogi

Ekstraklasa

Trela: Przewagi i osłabienia. Jak czerwone kartki wpływają na losy drużyn Ekstraklasy?

Michał Trela
4
Trela: Przewagi i osłabienia. Jak czerwone kartki wpływają na losy drużyn Ekstraklasy?

Komentarze

0 komentarzy

Loading...