Reklama

Stokowiec potwierdza, że warto inwestować w stałe fragmenty gry

Piotr Tomasik

Autor:Piotr Tomasik

18 lipca 2016, 14:31 • 3 min czytania 0 komentarzy

Po Piotrze Stokowcu doskonale widać, że ze swoją drużyną robi regularne postępy – a dodajmy, że o niewielu trenerach da się w ten sposób napisać. Oczywiście, nie bez znaczenia jest to, że w klubie pracuje już ponad dwa lata, na zapleczu Ekstraklasy miał więcej spokoju i czasu na wdrożenie pewnych pomysłów, nie zabiera mu się z zespołu piłkarzy, a nawet go wzmacnia, ale to po prostu środowisko, dzięki któremu efekty jego działań są bardziej widoczne. Spójrzmy choćby na stałe fragmenty gry Zagłębia.

Stokowiec potwierdza, że warto inwestować w stałe fragmenty gry

1. bramka w meczu ze Slavią – Vlasko dorzuca z rzutu wolnego, Dąbrowski blokuje rywala odpowiedzialnego za Guldana, dzięki czemu ten ma mnóstwo miejsca na oddanie strzału

3. bramka w meczu ze Slavią – Woźniak z rzutu rożnego dośrodkowuje na dalszy słupek, Papadopulos zgrywa piłkę do środka, gdzie już do uderzenia składa się Dąbrowski

3. bramka w meczu z Koroną – Vlasko zagrywa krótko do Łukasza Piątka, który odgrywa Janusowi, ten dośrodkowuje na głowę Woźniaka, choć tuż za nim stoi jeszcze Krzysztof Piątek, a akcję finalnie zamyka Dąbrowski

Reklama

4. bramka w meczu z Koroną – Vlasko dośrodkowuje z rogu, trzech stojących blisko siebie piłkarzy Zagłębia dynamicznie zamienia się pozycjami, tak że Pilipczuk przewraca się pod nogami Krzysztofa Piątka, a ten spokojnie uderza głową

Tomasz Hajto powiedziałby, że to są te detale, schematy. I miałby rację!

Zagłębie w tym sezonie zdobyło siedem bramek, z czego cztery z nich padły po stałych fragmentach gry (nie liczymy rzutu karnego, choć i on… został wywalczony chwilę po rzucie rożnym). Rzecz jasna, nie ma w tym żadnego przypadku. Takie rozegrania rogów czy wolnych były przez lubinian ćwiczone i to na tyle długo, że udało się je przenieść z boiska treningowego na spotkanie o stawkę. Pierwsze spotkania tego sezonu tylko to potwierdzają.

Ale stałe fragmenty gry były dużą siła Zagłębia już w poprzednim sezonie. Według raportu InStat, lubinianie zdobyli w ten sposób 18 bramek, najwięcej po Piaście, Jagiellonii, Pogoni i Legii. Na tę liczbę składają się gole po rzutach rożnych, rozegraniu rzutu wolnego, bezpośrednio z wolnego, z karnego i po wrzucie autu. Jeśli weźmiemy pod uwagę tylko te dwie pierwsze kategorie – najlepiej oddające możliwość wprowadzenia schematów – klasyfikacja w rozgrywkach 2015/16 wygląda tak:

Piast – 16 goli (dziewięć po rożnych i siedem po wolnych)
Zagłębie – 14 goli (dwanaście po rożnych i dwa po wolnych)
Cracovia – 14 goli (dwanaście po rożnych i dwa po wolnych)
Jagiellonia – 12 goli (pięć po rożnych i siedem po wolnych)

Reklama

Biorąc pod uwagę, że nikt więcej nie przekroczył „dychy”, wynik lubinian zwraca uwagę. Dla porównania: Lech Poznań w ten sposób trafiał do siatki siedem razy (4+3), najmniej Górnik Łęczna (1+4) i Podbeskidzie Bielsko-biała (3+2).

Że Zagłębie ten element gry ma już praktycznie w małym palcu, pokazują kolejne liczby – goli straconych po stałych fragmentach gry. Ze statystyk InStat wynika, że lubinianie po rzutach rożnych (4) i rzutach wolnych (3), poza bezpośrednimi, stracili łącznie siedem bramek. Więcej jedynie od Legii (3+3), o dwie mniej niż Piast (8+1) i Cracovia (4+5), o siedem mniej niż Jagiellonia (10+4).

I brawa dla Stokowca. Bo pokazał, że tym dobrze wytrenowanym elementem jest w stanie znacząco wpłynąć na grę i wyniku zespołu. Trener ma z pewnością świadomość, że w meczach z Legią, Cracovią, Lechią czy Lechem nie musi być faworytem, a o końcowym rozstrzygnięciu może zdecydować pojedyncza akcja. Jeszcze bardziej będzie to widoczne w europejskich pucharach – wystarczy, że Zagłębie, które już ma gorszych zawodników od Partizana, będzie się skutecznie broniło, a wywalczy faul niedaleko „szesnastki”.

Wtedy może zrobić różnicę. Może, bo na pewno potrafi.

Fot. FotoPyk

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...