Od piłkarskiej umieralni do rycerzy wiosny. Kamienie milowe Zagłębia

redakcja

Autor:redakcja

04 kwietnia 2016, 14:20 • 10 min czytania

Reklama
Od piłkarskiej umieralni do rycerzy wiosny. Kamienie milowe Zagłębia

Nie ma sensu dłużej się przed tym stwierdzeniem wzbraniać – Zagłębie to absolutna rewelacja rundy. Kibice tego klubu mają pełne prawo zapożyczyć i wklejać sobie nawzajem na Facebooku, Twitterze i gdzie jeszcze się da słynne poznańskie #wiosnanasza. Osiem meczów, siedemnaście punktów, a do tego gra, nad którą dla odmiany można wreszcie cmokać z zachwytu, zamiast rwać sobie włosy z głowy. 

Reklama

Nie będziemy oszukiwać, że można się było tego spodziewać. Jesień zakończona klapą u siebie z Górnikiem, niemrawy start w Chorzowie, porażka u siebie z Legią, pokładanie całej nadziei w facecie, którego przeżuł i wypluł średniak ligi belgijskiej. Już w meczu z Wojskowymi można było jednak dostrzec obiecujące symptomy, które w kilka tygodni zmieniły się w styl przez duże „S”. Zagłębie ma przede wszystkim wiele twarzy – pragmatyka, bezlitosnego kata, który chłodną kalkulacją potrafi wygrać mecz jedną bramką, ale i tę bardziej atrakcyjną, którą zobaczył wczoraj na własne oczy Radoslav Latal. To chyba więc właściwy moment na zadanie pytania: jak w miejscu piłkarskiej umieralni zbudowano zespół z prawdziwego zdarzenia?

150718PYK014

23. maja 2014 – Piast spuszcza Zagłębie z Ekstraklasy

„Słońce Malediwów, znany też jako trener Garcia, okazał się bezlitosny dla parodystów z Lubina i zgodnie z planem wyrzucił Zagłębie z ligi. W kraju nie będzie z tego powodu wielkiej smuty. Kibice nie będą lamentować „kurczę, nie będę teraz oglądał Kwieka co tydzień”, wątpimy by w innych miastach pojawili się fani z transparentami „nie ma Ekstraklasy bez Guldana”. Zagłębie zasłużyło na spadek, nie ma nic na swoją obronę, a niektórzy piłkarze z Lubina po takim sezonie powinno zastanowić się nad zawieszeniem butów na kołku. Albo zostać do tego komisyjnie zmuszonym. Przed Stokowcem pracowite lato, szatnię musi nie tyle przewietrzyć, co odchwaścić.”

Reklama

Cmentarzysko. Wysypisko śmieci. Trudno inaczej określać Zagłębie w momencie, w którym z ostatniego miejsca zlatywało z ligi. Spadek i to wszystko, co działo się później w Zagłębiu trzeba jednak traktować w kategoriach katharsis. Odważnie postawiono na Piotra Stokowca – z pewnym ligowym doświadczeniem, ale mimo wszystko wciąż na dorobku.

Na szczęście dla trenera Stokowca, już kilkanaście dni po tym, jak spadek stał się faktem miał się dowiedzieć, że w ogrodnika nie będzie musiał się zabawiać w pojedynkę, bo w Krakowie już dogadywane są naprawdę solidne posiłki. To właśnie wtedy położono podwaliny pod wszystko to, co oglądamy w tym momencie.

18. czerwca 2014 – zatrudnienie Piotra Burlikowskiego

„Teraz sprowadzono dyrektora sportowego – jak udało nam się dowiedzieć, Zagłębie podprowadziło z Cracovii Piotra Burlikowskiego, czyli jedną z niewielu osób w Polsce, która ma duże doświadczenie na tym stanowisku. Krakowski klub chciał Burlikowskiego zatrzymać, lecz tego skusiła wizja bycia kimś troszkę bardziej decyzyjnym, co w Lubinie podobno powinno mieć miejsce.

Reklama

Ale nie o personalia chodzi. Najważniejsze, że Zagłębie w końcu zatrudnia ludzi na stanowiskach, na których nie powinno się mieć wakatów. Tworzona jest struktura. Teraz pytanie, jak długo ta struktura się utrzyma.”

Bez żadnej przesady – to właśnie przeprowadzony w gabinetach, a nie na zielonej murawie transfer okazał się być katalizatorem wszystkich późniejszych zmian. Okazało się, że Burlikowski nie został drugim Pawłem Wojtalą, któremu pokazano drzwi, gdy tylko chciał stworzyć coś autorskiego. Ba, na ten moment wydaje się idealnie godzić interesy klubowych decydentów, potężnego sponsora w postaci KGHM, a także samych zawodników.

Efekty pracy Burlikowskiego są jak najbardziej wymierne, dość spojrzeć na przeprowadzane pod jego okiem, a więc siłą rzeczy sygnowane jego nazwiskiem transfery:

2014/2015: Todorovski, Dąbrowski (wypożyczenie), Tosik, Stolarski (wypożyczenie)

Reklama

2015/2016: Starzyński, Dąbrowski (transfer definitywny), Janus, Polacek, Vlasko, Zbozień, Luis Carlos

Starzyński? Wiosną czołowa postać ligi, co nie uszło uwadze Adama Nawałki. Todorovski i Dąbrowski? Doświadczona dwójka, dzięki której wiosną w pierwszej lidze obrony Zagłębia nie potrafił sforsować prawie nikt i która po przeskoku do Ekstraklasy nadal gra na bardzo wysokim poziomie. Janus? Król drugiej linii jesienią, teraz jakby przygasł i dostaje mniej szans, ale swoją wartość udowodnił nie raz i nie dwa. Polacek? Naszym zdaniem jeden z najlepszych w tym momencie bramkarzy w lidze.

Jasne, nie sprawdził się – co jest dla nas ogromną zagadką – choćby Luis Carlos, który miał dać jeszcze więcej jakości w ataku. Pewnie, wiecznie kontuzjowany jest Vlasko, po którym spodziewano się cudów, a już Tosika najchętniej zrzucilibyśmy do ligi, z której nie ma absolutnie żadnych transmisji. Ale skuteczność Burlikowskiego i tak musi budzić podziw. Połowa zawodników, których transfery pilotował to obecnie kluczowe elementy układanki Piotra Stokowca.

160323PYK021

Reklama

3. lipca 2015 – Viva la revolución

Od 1 lipca Piotr Burlikowski sprawuje obowiązki dyrektora sportowego Zagłębia Lubin. Z jakim nastawieniem przychodzi pan do pracy w miedziowym klubie?

Piotr Burlikowski: – Przychodzę pełen wiary, że Zagłębie wróci na należne mu miejsce, czyli do ekstraklasy. Naszym wspólnym celem jest też realizacja założeń i wizji rozwoju klubu, opartej na ścisłej współpracy pierwszej drużyny z akademii piłkarską.

 To główne cele, które przed nowym dyrektorem postawił zarząd?

Reklama

– O awansie nikt nie musiał nawet wspominać, bo Zagłębie Lubin to klub, który po prostu zasługuje na grę na poziomie ekstraklasy. To, że pierwsza drużyna ma korzystać z utalentowanych wychowanków także było dla mnie oczywiste. W rozmowie z prezesem Dębickim potwierdziliśmy tylko te założenia. To bardzo ważne, że lubińska akademia świetnie się rozwija i przygotowuje solidne fundamenty na przyszłość, pod dobrą i skuteczną grę w ekstraklasie.

Ci młodzi piłkarze, którzy ostatnio dołączyli do pierwszej drużyny, są gotowi do walki o powrót zespołu do ekstraklasy.

– Odbyłem kilka rozmów z trenerem Stokowcem, mamy podobną wizję wprowadzania młodych zawodników do kadry pierwszej drużyny. Nasz szkoleniowiec udowodnił, że potrafi przygotowywać młodych piłkarzy do gry na najwyższym poziomie. Cała polska piłka musi stawiać na młodych zawodników, zmieniły się realia. Ważne, że klub obrał taki kierunek rozwoju już kilka lat temu, a moją rolą jest być częścią tego dużego projektu i zagwarantować jego skuteczną kontynuację.

(…)

Reklama

Więc jak będzie z potencjalnymi transferami?

– O szczegółach będziemy informowali tylko wówczas, gdy wszystkie formalności zostaną dopięte. Mogę tylko obiecać, że do pierwszej drużyny trafią zawodnicy, którzy zasługują na grę w Zagłębiu. Gra w miedziowych barwach ma być dla nich zaszczytem i każdy ma doceniać to, że gra w Lubinie.

(wywiad dla Zaglebie.com)

Wietrzenie się udało, pierwszy wiatr odnowy porwał Rodicia, Curto, Bertilssona, Abwo, Rymaniaka, Bilka, Dzinicia, Widanowa i Banasia, schowany gdzieś w kącie Godal uchował się już tylko przez rok. Powietrze momentalnie zrobiło się czystsze, po Lubin Shore nie pozostał już żaden ślad.

Reklama

Zamiast zaciągu z zagranicy, chłopaki z akademii. Niektórzy aż tak związani z barwami, że w roli kibiców jeżdżący na wyjazdy z Miedziowymi, jak choćby Konrad Forenc. Pacjent został uzdrowiony, a proporcje – kompletnie odwrócone. Spadając z ligi Zagłębie grało trzynastu stranierich i dziewięciu wychowanków, w większości zaliczających króciutkie, kilkuminutowe epizody. Przed tym sezonem w kadrze znalazło się aż piętnastu graczy, którzy związani byli z klubem od wieku juniora i tylko sześć wzmocnień spoza kraju. No właśnie, słowo klucz: wzmocnień. Każdy z nich odgrywa przecież w tym sezonie znaczącą rolę i nie mamy poczucia, by wyższym kontraktem blokował miejsce kolejnemu dzieciakowi z akademii.

4. kwietnia 2015 – Autostrada do Ekstraklasy

„Chyba najwyższy czas to napisać: w nowym sezonie Ekstraklasy co dwa tygodnie gościć będziemy w Lubinie. Dziś Zagłębie z łatwością przejechało się po zespole górnej połówki tabeli (4-1) i coraz wyraźniej widać, że pod względem sportowym przerasta pierwszą ligę o głowę. Owszem, drużynie Piotra Stokowca zdarzają się jeszcze wpadki – jak tydzień temu, bezbramkowy remis z Pogonią Siedlce – ale nie wyobrażamy sobie, że ekipa z takim potencjałem może mieć problemy z regularnym punktowaniem.”

(Weszlo.com)

Reklama

Choć do awansu droga była jeszcze długa, to w przeciwieństwie do większości dziurawych polskich imitacji autostrad, Zagłębie wjechało na tę wylaną świeżutkim, nie popękanym jeszcze asfaltem. Widać było w Lubinie spokój, choć przecież budżet obcięto o dwie trzecie, a najgłośniejsze nazwiska byłych ligowych gwiazd już dawno zdobiły koszulki w kolorze innym niż pomarańczowy.

Miedziowi, podobnie jak i teraz, w pierwszej lidze okazali się być prawdziwymi wiosennymi dominatorami. Dwa stracone gole przez całą rundę? Wynik na którego powtórzenie po ledwie pięciu kolejkach nie ma już szans przeważająca większość pierwszoligowców.

160221PYK0040

19. sierpnia 2015 – Jedyna słuszna decyzja

Reklama

Pisaliśmy o tym parę tygodni wcześniej, podsumowując wygraną pierwszoligową kampanię Zagłębia:

„Rozgrywający „Miedziowych” do spółki z Papadopulosem i Woźniakiem był najskuteczniejszym piłkarzem Zagłębia. Kwiekowi jednak daleko od formy, która pozwoliłaby prowadzić Zagłębie do zwycięstw w ekstraklasie. Wydaje się, że latem działacze będą rozglądać się za wzmocnieniami na jego pozycję.”

Podobną diagnozę postawił Piotr Stokowiec, który nie widział dla Kwieka przyszłości w Lubinie. Nie pomyliliśmy się my, nie pomylił się również i on. Kwiek w Górniku jest cieniem zawodnika, którego pamiętamy z… Górnika. Tylko że kilka lat wcześniej. W jego miejsce wskoczył natomiast Rakowski i spójrzmy jak obaj prezentowali się jesienią:

Kwiek w Górniku: 3 gole, 0 asyst, 1,1 kluczowego podania na mecz, 41 podań na mecz (77%), 3,8 odbiorów na mecz (53%)

Reklama

Rakowski w Zagłębiu: 2 gole, 1 asysta, 1,1 kluczowego podania na mecz, 42 podania na mecz (82%), 3,6 odbiorów na mecz (45%)

(za: InStat)

Wizualnie również żadnego drastycznego spadku jakości w środku pola nie było, sprytna podmianka skończyła się tym, że zamiast mającego już trzydziesty trzeci krzyżyk na karku Kwieka, wskoczył o osiem lat młodszy wychowanek, jeszcze podkręcając ich liczbę w pierwszym składzie.

25. listopada 2015 – Wycieczka do fabryki talentów 

Reklama

W Lubinie powstał akademia na miarę najlepszych europejskich standardów. Stworzono ujednolicony system szkolenia, który zaczyna przynosić efekty. Jarosław Kubicki jest dzisiaj podstawowym zawodnikiem drugiej linii zespołu Piotra Stokowca, Krzysztof Piątek i Jarosław Jach są podstawowymi zawodnikami reprezentacji U-21 Marcina Dorny i przy właściwym rozwoju będą nimi za dwa lata w trakcie mistrzostw Europy w naszym kraju.

Jednego możemy być pewni: kolejni piłkarze nadchodzą. Produkcja tak naprawdę dopiero ruszyła.

Właśnie pod koniec listopada na naszych łamach Bartosz Marchewka odsłonił kulisy miejsca, które docelowo z każdym rokiem ma zapewniać Miedziowym stały dopływ świeżej krwi. Napisać, że szkółka robi wrażenie, to nic nie napisać. W Lubinie powiało Europą, a niedawno w wywiadzie dla Przeglądu Sportowego Piotr Burlikowski mówił, że skauci z Bundesligi traktują to miejsce tak, jakby mieli w nim wykupiony jakiś karnet.

Nam wydaje się jednak, że w tym samym czasie Zagłębie również załatwiło sobie warty każdej wydanej złotówki abonament. Na dopływ kolejnych Piątków, Rakowskich czy Kubickich.

Reklama

160221PYK073

18. marca 2016 – Lubińskie Figo fago

Czyli krótko mówiąc – Piotr Burlikowski w swoim najlepszym wydaniu raz jeszcze.

Mówimy przecież o piłkarzu, który:

Reklama

– w trzy mecze po przyjściu do nowego klubu z zawodnika pierwszego składu zdążył przesiąść się na ławkę i ostatecznie na trybuny

– w trzecim spotkaniu wszedł w 83. minucie, by po czterech kolejnych mieć na koncie dwie żółte kartki

– wychodził w pierwszym składzie pięć razy na 23 możliwe

– uzbierał 342 minuty przez całą rundę

Reklama

– od końcówki października do drugiej połowy stycznia, gdy rozegrano 10 spotkań, ani razu nie zameldował się na murawie

To wszystko liczby Filipa Starzyńskiego z jesieni. Spędził ją nie w Anglii, Niemczech czy Hiszpanii, ale w Belgii. I to też nie w Anderlechcie – tylko w Lokeren, ósmym zespole poprzedniego sezonu i jedenastym obecnego.

Nie posiadaliśmy się ze zdziwienia, gdy najpierw Starzyński w Zagłębiu usadził poprawnego Rakowskiego, zamiótł pod dywan większość ligowych rozgrywających, pokazując im gdzie powinni grzecznie i bez gadania stanąć w swoim szeregu. A później, niejako pieczętując powrót Filipa do żywych, Adam Nawałka wręczył mu dziką kartę – inaczej tego bodaj najbardziej zaskakującego powołania na ostatnie zgrupowanie przed Euro nazwać przecież nie można. Wiedzieliśmy, że chłopak ma potencjał i że coś tam strzeli, coś poda i coś dorzuci. Ale zawsze miał też manierę pokazywania pełni możliwości przez średnio dziesięć minut w meczu, przez pozostałych osiemdziesiąt człapiąc gdzieś środkiem pola.

I co? I Figo zabawił się z Finlandią, wrócił do Lubina, zabawił się raz jeszcze – tym razem z Piastem. Chyba nikt już nie będzie wyszczerzał oczu, gdy jego nazwisko znajdzie się na bilecie do Francji, jeżeli takie show dawać będzie w każdym kolejnym meczu. Trudno teraz wyobrazić sobie Zagłębie bez niego, trudno też wierzyć, że wiosną Miedziowi biliby się o miejsca na podium, a nie jedynie o utrzymanie w ósemce.

Reklama

Bo że będzie się o puchary biło do końca – wczoraj rozwiało co do tego wszystkie wątpliwości. Zobaczmy, jak teraz wyglądałaby tabela po podziale punktów:

1. Legia – 30 pkt

2. Piast – 28 pkt

3. Cracovia – 23 pkt

Reklama

4. Pogoń – 23 pkt

5. Zagłębie – 22 pkt

6. Lech 20 pkt

Ktoś ma w tym momencie w sobie tyle odwagi, by skreślić bandę Stokowca w boju o pudło? My absolutnie nie.

Reklama

Fot. FotoPyk

Najnowsze

Reklama