Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Deklasacja po włosku. Italia pozamiatała w Szczecinie

Piotr Tomasik

Autor:Piotr Tomasik

23 marca 2016, 19:43 • 2 min czytania 0 komentarzy

Konsekwencja. Słowo-klucz w kontekście kończącego Turniej Czterech Narodów meczu kadry U-20 z Włochami. Polacy konsekwentnie w pierwszej i w drugiej połowie zaczynali natychmiast nacierając na swoich rówieśników z Półwyspu Apenińskiego, by dać się usadzić bramką zarówno w pierwszym kwadransie pierwszej, jak i drugiej połowy.

Deklasacja po włosku. Italia pozamiatała w Szczecinie

Nie można było Polakom zarzucić, że wygrać tego meczu nie chcieli. Chcieli, szczególnie że dla wielu z nich to ostatni mecz w kadrze U-20, ale presja ewidentnie spętała im nogi. Puściła dopiero wtedy, gdy w zasadzie było już pozamiatane. Więcej dokładności w rozegraniu widzieliśmy na filmikach z „Ósmej Ligi Mistrzów” Radka Rzeźnikiewicza, obrona była chwilami rozchwiana jak osobowość schizofrenika, ba – dupy dał nawet Niepsuj, który już z definicji miał przecież niczego nie psuć.

Zły schemat powtarzał się w obu połowach. Najpierw zdecydowany atak, któremu brakowało kropki nad „i”, później strata bramki, oszołomienie mieszające się z rezygnacją i chaotyczne próby odzyskania inicjatywy. Tak naprawdę jedyna różnica między obiema częściami spotkania to fakt, że Włochom w drugiej połowie z tego chaosu zrodziła się trzecia, ostatecznie pieczętująca ich zwycięstwo w turnieju bramka, podczas gdy my od pierwszej do dziewięćdziesiątej minuty waliliśmy głową w niebieski mur. Dzięki Bogu sędzia postanowił nie katować nas doliczonym czasem gdy w drugiej połowie.

Goście pokazali w tym meczu przede wszystkim, że pomimo młodego wieku potrafią być pragmatyczni do bólu. Już przy pierwszym golu pokazali, jaka jest różnica między nimi, a nami. Identyczną sytuację do tej bramkowej, w której prowadzenie Italii po świetnej indywidualnej akcji Piu dał Andrea Palazzi miał przecież kilkanaście minut wcześniej Dawid Kort. Podczas gdy Polak postanowił zabawić się w polowanie na wracające z ciepłych krajów ptaki, snajper Interu wypożyczony w tym sezonie do Livorno ze stoickim spokojem umieścił piłkę w siatce. Różnicę klas było od tego momentu widać w praktycznie każdej akcji.

Czysto piłkarskie pozytywy? W plątaninie niedokładnych podań i strzałów z nieprzygotowanych pozycji trudno było o takowe. Show skradło ofensywne trio Palazzi-Piu-Morosini, które pozostałych zawodników biegających po boisku już teraz przewyższa o dwa-trzy stopnie wtajemniczenia i którego kariery warto w przyszłości bacznie obserwować.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Nie ma się co czarować – Włosi wygrali ten mecz, a dzięki temu cały turniej, bo emanowali znacznie wyższą kulturą piłkarską. Polacy jeździli na dupach, byle tylko nie było widać, że oto gra reprezentacja 1. ligi (w kadrze było aż 12 zawodników z zaplecza Ekstraklasy) z reprezentacją Serie B.

Cóż, było widać.

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...