Niedawno zaprezentowaliśmy wam szczegóły finansowego porozumienia pomiędzy Ekstraklasą SA a belgijską firmą Double Pass – mogliście je przeczytać TUTAJ. Jako że temat jest gorący, a niektórzy zarzucali nam, iż nie rozumiemy, że za wiedzę trzeba płacić, postanowiliśmy zadzwonić do mieszkającego w Belgii Włodzimierza Lubańskiego, jeszcze nie tak dawno pracownika klubu Lokeren.

Włodzimierz Lubański prosto z Belgii: – Jaka firma? Jak pan mówi? Double Pass?

– Wkrótce współpracę z Ekstraklasą SA chciałaby rozpoczął firma „Double Pass”, odpowiedzialna za sukcesy belgijskiego futbolu w ostatnich latach…
– Przepraszam, jaka firma?

– Double Pass.
– Przykro mi, nie znam.

– Nie rozumiem.
– No po prostu, nie znam tej firmy. Jeszcze raz, jak?

– Double Pass.
– Nic mi to nie mówi.

– Ale przecież ciągle słyszymy, że dzięki tej firmie i w ogóle rewolucji w szkoleniu Belgia doczekała się fantastycznej reprezentacji.
– O firmie nic nie wiem, o rewolucji w szkoleniu zresztą też nie. Proszę pana, sukces belgijskiego futbolu wziął się stąd, że narodziło się kilku bardzo dobrych piłkarzy w podobnym czasie. I z tego, że ci piłkarze w bardzo młodym wieku wyjeżdżali do klubów angielskich, francuskich, holenderskich. Zobaczmy na Hazarda, Vertonghena, Vermaelena – przecież oni przeprowadzali się jako nastolatkowie. Później rozwijali się w innym otoczeniu. A dzisiaj na pewno stanowią inspirację dla młodzieży.

– Po prostu, trafiło się złote pokolenie? Sprowadził pan całą tę belgijską rewolucję do… przypadku?
– Bo to jest zazwyczaj przypadek. My w Polsce też mieliśmy złote pokolenie, a potem go nie mieliśmy. W tym czasie ani nic wielkiego u nas nie powstało, ani nic się nie zawaliło. Przecież ja dobrze widzę, co się dzieje w Belgii – nie ma żadnego specjalnego programu, który przygotowywałby młodych zawodników do kariery. Po prostu każdy klub prowadzi swoją działalność młodzieżową, jest liga rezerw, ligi dla różnych roczników, rywalizacja. Grają między sobą i tyle. A z tego wybiera się najzdolniejszych. To żadna filozofia.

– Ale właśnie my mamy za tę filozofię z Belgii płacić.
– Proszę pana, nie chcę oceniać firmy, o której nigdy w życiu nie słyszałem. Moim zdaniem nie ma żadnej „złotej rady”, którą można byłoby sprzedawać innym krajom. Szkolić trzeba skrupulatnie i dokładnie – i czekać na efekty. Czasami efekty będą mieli Belgowie, czasami Holendrzy, czasami my. Jak to w życiu. Wielkiej filozofii do tego nie dorabiajmy. Chodzi o to, żeby dzieci grały w piłkę i żeby spośród tych dzieci wybierać największe perełki, które otoczy się szczególną opieką.

– Pan jeszcze całkiem niedawno współpracował jako trener z Lokeren. Tam nie doszło do żadnej rewolucji?
– Absolutnie nie. Proszę pana, w Belgii od lat tak samo szkoli się młodzież, każdy klub robi to po swojemu, jeden lepiej, drugi gorzej, zależnie od możliwości i chęci. Nie widzę tutaj ani żadnego ukierunkowanego sposobu szkolenia, ani momentu, w którym miałoby dojść do istotnej zmiany. Po prostu trafiło się kilku młodych graczy, którzy dodatkowo szybko wyjechali z Belgii. I koniec.

Liczba komentarzy: 0
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments