Miał wpaść na chwilę, a został najskuteczniejszym obcokrajowcem

Piotr Tomasik

23 lutego 2016, 11:34 • 3 min czytania

Reklama
Miał wpaść na chwilę, a został najskuteczniejszym obcokrajowcem

Gdyby w tamtych czasach istniało Weszło, pisalibyśmy o tym transferze z dużą rezerwą. Kto wie, być może padłoby nawet słówko „szrot”, bowiem chodziło o 30-letniego Brazylijczyka, który w swojej karierze tułał się pomiędzy Brazylią, Rosją i Japonią, a o ten najpoważniejszy futbol jedynie się otarł, w dodatku jako bardzo młody chłopak. Nie miał najlepszego CV spośród zastępu Canarinhos, których do Polski sprowadził Antoni Ptak. Ale to właśnie on zapisał się w historii naszej ligi. Dziś mija 11 lat od momentu przyjazdu Ediego Andradiny do Polski. 

Przeżył tu drugą młodość. Nawet jeśli miał problemy z aklimatyzacją, to na boisku nie dało się tego dostrzec. Wiosną wystąpił w 10 spotkaniach w barwach Pogoni, strzelił 5 goli. To była obietnica naprawdę przyzwoitego grania, która została dotrzymana. Kolejny sezon? 30 spotkań, 10 goli i 5 asyst. I tak moglibyśmy wyliczać aż do końca jego kariery, bo nigdy poniżej przyzwoitego poziomu nie schodził (nieprzypadkowo zainteresowanie piłkarzem, który teoretycznie najlepsze lata miał za sobą wykazywały Wisła i Legia).

Nawet wtedy gdy zaczynało się mówić, że jest już za stary lub za gruby (zawsze miał problem z wagą), szybko potrafił sprawić, że wszyscy powtarzali tylko: jest jak wino – im starszy, tym lepszy. Pamiętacie pewnie te obrazki – 38-latek z brzuszkiem pokazywał młodym chłopakom, co to znaczy być Panem Piłkarzem. Głównie na boisku, ale również poza nim.

Reklama

Jego licznik zatrzymał się na 186 meczach w Ekstraklasie i 45 bramkach (do tego 42 asysty) w barwach Pogoni Szczecin i Korony Kielce. Jeśli chodzi liczbę występów jest na dziewiątym miejscu w klasyfikacji wszech czasów. Klasyfikacja strzelców – tu zdążył dotrzeć na sam szczyt. Przebił dokonania Stanko Svitlicy. Dopiero w kwietniu 2014 roku jego dokonania przebił Miroslav Radović. Jednak nie można zapominać, że Edi pomógł także swoim drużynom na pierwszoligowym froncie. Wywalczył dwa awanse do elity, był jednym z ich głównych architektów. Łącznie rozegrał 62 mecze na zapleczu, w których strzelił 21 goli i zaliczył 24 asysty.

***

Fragment wywiadu dla Weszło z sierpnia poprzedniego roku (całość TUTAJ).

Powiedziałeś kiedyś, że gdyby było to możliwe, chciałbyś trafić szybciej do Polski.

Reklama

Bo strzeliłbym dużo więcej goli. Kocham ten kraj. Grałem tu przez osiem lat, a trafiłem w wieku 30! Mógłbym pokazać synom jeszcze piękniejszą historię.

I tak była piękna.

Była, dlatego będę tu mieszkał do końca życia.

Nie brakuje ci Brazylii?

Reklama

Nie. Mam dość gorąca, a nauczyłem się lubić wódkę i whisky! Kiedy tu przyjeżdżałem, piłem tylko colę i wodę, a dziś piję wszystko!

Śmiejesz się, ale pytam zupełnie serio – nie brakuje ci życia w kraju, w którym ludzie są zdecydowanie bardziej otwarci i pogodni?

Przez pierwszych pięć lat poza ojczyzną przez cały rok myślałem tylko o tym, żeby wrócić na wakacje. Potem zacząłem patrzeć na Brazylię z innej perspektywy. Zacząłem porównywać z Europą. Kiedy teraz jeżdżę do synów, to od razu myślę o domu w Polsce.

***

Reklama

Historia Ediego, który dziś pracuje w Pogoni Szczecin i robi papiery trenerskie, na pewno pokazuje, że jeśli chodzi o obcokrajowców ściąganych do Ekstraklasy, nie ma reguły. Ale uczy też, że w osiągnięciu sukcesu pomaga próba polubienia naszego kraju. W tym przypadku bardzo udana.

Najnowsze

Weszło