Neville już wie, jak smakuje ligowe zwycięstwo. Czy to przełom?

redakcja

Autor:redakcja

13 lutego 2016, 23:24 • 3 min czytania

Neville już wie, jak smakuje ligowe zwycięstwo. Czy to przełom?

– To pierwszy dzień reszty mojego życia – zapowiadał Gary Neville, gdy ogłaszano go trenerem Valencii. Od tej pory minęły dwa miesiące i śmiało możemy stwierdzić, że był to najsmutniejszy okres w dotychczasowym życiu Anglika. Okres zapoczątkowany sporą nadzieją i setkami pytań, a podsumowany ciągłymi klęskami, upokorzeniami, szyderą i wyrżnięciem o ścianę na każdym polu. Wielu – po dziewięciu ligowych meczach bez zwycięstwa – już dawno straciłoby cierpliwość do Neville’a. Wielu, ale nie właściciel Valencii i jego przyjaciel oraz wspólnik biznesowy, Peter Lim. On w zeszłym tygodniu wysłał przez panią Layhoon Chan jasny przekaz – Neville cieszy się pełnym zaufaniem.

Reklama

Przed dzisiejszym meczem z Espanyolem „Marca” pisała wprost: Solo puede quedar uno. Zostać może tylko jeden. Bo Constantin Galca znalazł się w niemal identycznej sytuacji jak Neville. To po prostu kalka. Obaj trafili do nowego klubu w trakcie sezonu. Obaj trafili pod „rządy” azjatyckie i dostali prosty sygnał: macie wyciągnąć swoje drużyny z kryzysu. Ani jednemu, ani drugiemu się to nie udało, ale to Galca – jeśli wierzyć hiszpańskim mediom – dostał ultimatum. Dziś na Mestalla miał po prostu wygrać. W przeciwnym razie w Espanyolu zaczęłoby śmierdzieć spadkiem. I dalej śmierdzi. I to coraz bardziej.

Dzisiejszy mecz nie przypominał starcia dwóch drużyn z Primera División, które stać na płacenie piłkarzom grubych milionów. Raczej dół tabeli ligi austriackiej. Pierwsza połowa? Poza niesamowitą interwencją wracającego po ośmiu miesiącach Diego Alvesa – dno. Druga? Wtedy już obie drużyny odpięły wrotki i zaczął się pełen chaos. Ale z tego chaosu rodziły się przynajmniej sytuacje bramkowe.

Reklama

Najpierw prowadzenie Espanyolowi dał Oscar Duarte, który w dwóch meczach La Liga uzbierał dwa gole. Samobója z Realem i teraz do właściwej bramki z Valencią. Co zrobił Neville? Błyskawicznie zareagował, zmienił system, przeszedł na grę dwoma napastnikami, wpuścił Negredo i za moment oglądał gola autorstwa właśnie tego pana. A dalej było już czyste szaleństwo. Setki zmarnowali Duarte i Diop, ale i Valencia nie przestawała atakować. Zwycięskiego gola na 2:1 w 76. minucie strzelił wypożyczony przed momentem z Realu Denis Czeryszew, tymczasem kolejnym piłkarzom ze zmęczenia strzelały mięśnie i łapały skurcze. Druga połowa to była po prostu wojna o wyszarpanie trzech punktów. A raczej sześciu, bo tak należało określić to starcie.

Neville wreszcie więc urwał się ze stryczka. Gra Valencii absolutnie dziś nie powalała, ale w przeciwieństwie do kadencji poprzedniego trenera, Nuno Espirito Santo, dziś nie odnosiło się wrażenia, że piłkarze uwzięli się na zwolnienie trenera. I kto wie, czy to nie będzie punkt zwrotny. Bo tak na logikę – czy drużyna, która latem wydała 137 milionów euro, może wiecznie przegrywać?

Najnowsze

Reklama

La Liga

La Liga

Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski

Jakub Radomski
55
Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski
La Liga

Zdążył się już pożegnać. Real zablokował jego transfer

Braian Wilma
0
Zdążył się już pożegnać. Real zablokował jego transfer
Reklama
Reklama