Blitzkrieg. Tylko tak można określić obecne okienko transferowe w wykonaniu Chińczyków. To jest wojna błyskawiczna, bez brania jeńców, bez jakiegoś oglądania się za siebie. Ot, wpadają, wybierają, zabierają. Najpierw wyglądało to raczej zabawnie, niż groźnie. Ot, wyciągnęli jakiegoś Radovicia, gdzie indziej Misimovicia czy Mączyńskiego. Następnie zaczęli skupować tych z wielkimi nazwiskami, ale u zmierzchu swojej kariery. Chiny stały się nowym Katarem, nowym MLS. Ale to nie wystarczyło dumnemu narodowi z dalekiego wschodu. W tym okienku ściągnęli m.in. Ramiresa, Gervinho, Jacksona Martineza i wreszcie dziś Alexa Teixeirę. Gościa, który w ubiegłym roku wyglądał jak maszyna.

Jak co kilkanaście godzin… Chiny wykupują Europę

38 goli w dwanaście miesięcy. Dwa strzelone Realowi, do tego Superpuchar Ukrainy, w którym Teixeira i spółka ograli Dynamo Kijów. Perspektywa gry w europejskich pucharach wiosną, w barwach Szachtara. 26 lat, wciąż mnóstwo zdobytych bramek przed nim. Ale to co najbardziej przemawia do wyobraźni – bardzo konkretne oferty z Anglii, między innymi z Chelsea (jakiś czas temu) i Liverpoolu (obecnie). I dziś Jiangsu Suning, zespół z ligi chińskiej, zaklepało sobie faceta na cztery lata, wydając na to pięćdziesiąt milionów euro. To już nie jest zgarnianie emerytów, to już nie jest licytacja dotycząca gwiazd Ekstraklasy czy ligi litewskiej. To obrabowanie Europy z jednego z najbardziej gorących towarów na rynku transferowym. Jeszcze pół roku temu prasa rozpisywała się: to będzie droga Douglasa Costy, jeśli tylko opuści Szachtar, podbije serca kibiców, gdziekolwiek trafi. Dziś już wiemy – stanie się to z dala od naszych oczu, daleko od Ligi Mistrzów.

– Obserwowali mnie wysłannicy z Anglii, ale moja klauzula jest zbyt wysoka. Nikt nie chce tyle zapłacić. Ale nie przeszkadza mi to. Ja również postanowiłem, że jeszcze zostanę. Najważniejsze jest dla mnie zdobywanie doświadczenia w profesjonalnej piłce – tłumaczył w 2009 roku, podczas mistrzostw świata U-20 w Egipcie. Już wtedy był postrzegany jako gigantyczny talent, a ostatnimi sezonami, szczególnie całym 2015 rokiem, potwierdził jedynie, że jest gotowy na podbój silniejszych lig. Douglas Costa przetarł szlak, jego kumpel z Szachtara, który momentami wcale nie był od Teixeiry lepszy czy bardziej przydatny dla drużyny, dziś czaruje w Bayernie.

Teixeira miał potencjał, by to powtórzyć oraz rozwiązać definitywnie problem Brazylii ze strzelaniem goli, gdy potrójnie kryty jest Neymar. Wybrał nieco inaczej.

Media preview

Co najbardziej przeraża? Chyba fakt, że Jiangsu Suning, nowy klub Teixeiry, w ubiegłym sezonie zajął… dziewiąte miejsce. Teraz pod wodzą Dana Petrescu biegać będą Ramires i Teixeira, ale znów ciężko wyrokować, czy milionerom z tego klubu uda się choćby zbliżyć do Guangzhou z Martinezem na czele czy Szanghaj SIPG ze Svenem Goranem Erikssonem, Asamoah Gyanem i Elkesonem…

Swoją drogą – zauważyliście, jak nam te Chiny spowszedniały? O siedmiu milionach euro za Ersana Guluma z Besiktasu zapłaconych przez Hebei China Fortune nikt nawet nie wspomina, podobnie o pięciu bańkach z Fredy’ego Montero ze Sportingu Lizbona. Łącznie w tym okienku chińskie kluby wydały przeszło 200 milionów euro, a mówimy tutaj tylko o transferach, których kwoty widnieją na Transfermarkcie.

Szaleństwo. Dominacja. Potężne inwestycje. Wiemy, że przypominaliśmy już tę sentencję na Weszło kilka razy, ale jakże prawdziwe wydają się dziś słowa przypisywane Napoleonowi. „Zostawcie Chiny, niech śpią, bo kiedy się przebudzą cały świat zadrży”. Okienko trwa do 26 lutego. Ile jeszcze zdążą przepuścić w europejskich supermarketach? Wolimy nie prorokować, bo jakąkolwiek kwotę rzucimy – nie zdziwi nas, jeśli tamtejsi multimilionerzy ją przebiją.

Liczba komentarzy: 0
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments