W Teatrze Marzeń nie obejrzeliśmy dziś spektaklu. Piłkarze Manchesteru United i PSV Eindhoven zafundowali nam tylko przedstawienie i to co najwyżej średnich lotów, znacznie odstające poziomem od progów Ligi Mistrzów. Oj, nie tak miał wyglądać powrót Czerwonych Diabłów na europejskie salony, nie tak… Podopieczni Louisa van Gaala mocno pokomplikowali sobie sytuację w grupie. Na własne życzenie.

Jak skomplikować sobie życie w jeden wieczór? Pokazuje Manchester United

Miało być klepnięcie awansu do fazy pucharowej i przy okazji godne uczczenie dziesiątej rocznicy śmierci George’a Besta. By osiągnąć pierwszy z tych celów, wystarczyło wygrać na własnym stadionie z trzecią drużyną Eredivisie. W przypadku drugiego chodziło o efektowną grę, choćby namiastkę fantazji, z której słynął napastnik rodem z Irlandii Północnej. Zabrakło zarówno wyniku, jak i stylu. Znając Besta, wyszydziłby on tę dzisiejszą ekipę z Old Trafford bezlitośnie.

Do pewnego momentu gra Czerwonych Diabłów mogła się nawet podobać. Konsekwencja w obronie, szybkie wymiany piłek, swobodne przenoszenie ciężaru gry. OK, to rozrywka dla koneserów, ale jednak wypadało pochwalić organizację. Całkowicie zawiódł jednak kwartet ofensywny, do tego ogródka trzeba wrzucić nie kamyczek, a głaz wielkości futbolówki:

Memphis Depay przed meczem powiedział, że normalnie będzie celebrował gola strzelonego byłym kolegom – cóż, założenie, że go zdobędzie było skrajnie optymistyczne, dawno nie widzieliśmy tak chaotycznego występu;

Jesse Lingard to ciekawy chłopak, szum wokół jego osoby jest uzasadniony, ale młokosowi van Gaal powinien po tym spotkaniu zaproponować wizytę u psychologa, by popracować na koncentracją;

Anthony Martial ginął w tłoku jak przypadkowy przechodzień, stać go było ledwie na dwa zrywy;

a Wayne Rooney więcej dawał drużynie w rozegraniu i w walce o odzyskanie piłki niż pod bramką, zagrał typowego defensywnego napastnika.

Podsumowując, bieda z nędzą. To i tak cud, że gospodarze oddali siedem celnych strzałów, a sytuacji wykreowali sobie aż trzynaście. Najlepszą zmarnował w drugiej połowie Lingard.

PSV wywiozło z Manchesteru to, po co przyjechało. Remis 0-0 i lepszy bilans bezpośrednich spotkań. Podopiecznym Cocu trzeba oddać, że zagrali przyzwoity jak na swoje możliwości mecz. W dodatku w drugiej części gry, gdy atakować musiał Manchester, to Holendrzy śmielej ruszyli na bramkę de Gei.

W pierwszym meczu tej grupy Wolfsburg ograł na wyjeździe CSKA Moskwa. W tabeli – biorąc pod uwagę terminarz ostatniej kolejki – jest wesoło: Wolfsburg ma 9 punktów, Manchester United – 8, PSV – 7, CSKA – 4. Holendrzy grają u siebie z Rosjanami, a Czerwone Diabły jadą do Niemiec.

Po dzisiejszym spotkaniu nie postawilibyśmy nawet funta, że wiosną tę ekipę z Manchesteru oglądać będziemy w Champions League. Na to, że angielską  drużynę czeka kolejny eurowpierdol, już tak.

Liczba komentarzy: 6
Subscribe
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments