Zamiast bomb – niewypały. Pięć kitów letniego okna transferowego

redakcja

Autor:redakcja

11 listopada 2015, 20:49 • 5 min czytania

Reklama
Zamiast bomb – niewypały. Pięć kitów letniego okna transferowego

Mieli wnieść na nasze krajowe podwórko powiew świeżości. Kreowani byli na ważne ogniwa swoich drużyn, a nawet – na gwiazdy całej ligi. Krótko mówiąc: przyjechali, by pozamiatać. Jak wyszło? Przewrotnie. Jeden z nich wrócił z zagranicznych wojaży, pozostali dopiero poznali smak polskiej piłki. Łączy ich jedno: zawiedli na całej linii. Życie brutalnie zweryfikowało ich pierwotne założenia i plany. Bomby, które zamieniły się w niewypały. Zamiast wybuchu, jest tylko lekkie pierdnięcie i uśmiech politowania. Oto oni – pięciu zawodników, którzy w letnim oknie transferowym dołączyli do Ekstraklasy i zamiast podnieść jej poziom, jeszcze go obniżyli.

Reklama

Denis Thomalla (Lech Poznań)

thom

– Ma ogromny potencjał i w związku z tym pewnie nie będzie chciał kończyć kariery w Lechu – wychwalał Niemca po podpisaniu kontraktu wiceprezes Kolejorza Piotr Rutkowski. Szczerze? Jeśli teraz miałby zmieniać klub, to bliżej byłoby mu do Dolcanu Ząbki niż niezłej zachodniej ligi. Facet zadziwia swoją nieporadnością i indolencją strzelecką. Na murawie wygląda jak zagubione dziecko we mgle. A przecież gdy przychodził do Ekstraklasy, miał za sobą niezły sezon w Austrii, czyli – wydawałoby się – w nie najgorszej lidze. Zdobył tam dziesięć goli, za to w naszej lidze wciąż ma całkowicie wyzerowany licznik. Na naszych boiskach strzelił dokładnie tyle samo bramek co pan Janusz z Żyrardowa. Null. Jeśli rzeczywiście Thomalla jakiś potencjał jednak posiada, to potrafi znakomicie go maskować.

Nie chcemy pastwić się nad władzami Lecha, ale… gdy myślimy o tym piłkarzu, przypomina nam się Nemanja Nikolić. Węgier nie pasował do koncepcji Kolejorza, natomiast Niemiec – zdaniem Rutkowskiego – miał wpasować się idealnie. Jaki jest efekt – wszyscy widzimy. Jeśli Nikolić jest dla Lecha kimś w rodzaju Lewandowskiego, to Thomallę – przynajmniej na razie – spokojnie możemy określić mianem kolejnego Arruabarreny.

Reklama

Jan Vlasko (Zagłębie Lubin)

Wiemy, że to tylko Zagłębie – nikt wielkich oczekiwań względem tego klubu nie miał – ale gdy podpisywał z lubinianami kontrakt, przyklejono mu łatkę gwiazdora ligi słowackiej. Nieprzypadkowo. Jest ofensywnym pomocnikiem, a w poprzednim sezonie potrafił sieknąć 11 goli. Trzeba przyznać – przyzwoicie. Jego dorobek w Polsce? Jedna mała asystka. Mówiono o nim: „to może być nowy Semir Stilić”, a dziś Vlasko ma problemy, by wywalczyć miejsce w podstawowym składzie beniaminka (tylko dwa mecze od pierwszej minuty, a jeden w pełnym wymiarze czasowym). W dodatku bardzo dużo czasu spędza w gabinetach lekarskich. Jak na razie – mizeria. Jasne, argumentować można to w ten sposób, że – mimo wszystkich niedoskonałości – nasza ekstraklasa jest jednak mocniejsza. Ale nie przesadzajmy, różnica nie jest taka duża, co udowadniali już inni zawodnicy, którzy imigrowali zza naszej południowej granicy.

Aleksandar Prijović (Legia Warszawa)

1

Reklama

Prawdziwek. Lubimy takich. Daje nam pożywkę do bezgranicznej szydery, którą tak uwielbiamy. Pamiętacie wywiad dla Przeglądu Sportowego? Jak opowiadał, że w swoim debiucie zdobył 113 bramek, a działacze Derby County zamknęli go w klubowym kiblu, byle tylko nie uciekł do Arsenalu? Że koledzy z drużyny ze zdumieniem dopytywali się go: „Alex, jak to możliwe, że nie grasz, skoro jesteś taki wspaniały?”. No i że w ogóle jest najlepszy, a Ibrahimović, do którego stara się upodobnić, może za nim jedynie ręcznik nosić. Ile w jego paplaninie było prawdy, a ile megalomanii i narcyzmu – brutalnie zweryfikowało boisko. I Stanisław Czerczesow, który – nie da się ukryć – leserów nie lubi wyjątkowo.

Zapytacie: „co on tu robi, skoro sami pisaliście, że ma ogórkowe CV”? Ano ma. Ale Legia nie po to zapłaciła za niego ponad pół bańki, żeby zobaczyć jednego ligowego gola w jego wykonaniu. Poza tym – jak niesie wieść gminna – Prijoviciowi w pewnym momencie włączył się Orlando Sa (Portugalczyk miał przynajmniej argumenty w postaci liczb) i na jakiś czas wylądował w rezerwach. Wrócił, ale tylko na ławkę i mało wskazuje na to, by mógł się od niej odkleić.

Sławomir Peszko (Lechia Gdańsk)

 Peszko

Reklama

Gdy wracał do Ekstraklasy, miał pokazać, jak się gra w Bundeslidze, a stał się NAJGORSZYM skrzydłowym ligi. Prawdę mówiąc – nie spodziewaliśmy, że będzie aż tak skandalicznie słaby. W Niemczech przed odejściem radził sobie mocno przeciętnie, ale to jednak Niemcy. Inny poziom, inny piłkarski świat. Gdy przychodzisz z Bundesligi do Ekstraklasy, musisz spodziewać się, że oczekiwania wobec ciebie będą spore. A tymczasem – Sławek prezentuje się tak dupowato, że brakuje nam już przymiotników na określenie jego gry. Dość go ma nawet Thomas von Heesen, który – co trenerom bardzo rzadko się zdarza – publicznie zasugerował, że więcej jego drużynie pierwszy lepszy junior. Inne zdanie na ten temat cały czas ma Adam Nawałka, który uparcie – niewykluczone, że z przyzwyczajenia – wysyła mu powołania.

Milos Krasić (Lechia Gdańsk)

Zostawiliśmy go na deser. Cokolwiek by o nim mówić, jednego nie możemy mu zarzucić: że – tak jak Prijović – ma ogórkowe CV. Kiedyś to był Pan Piłkarz. Wymiatał w CSKA, przez pewien czas wymiatał także w Juventusie. Gdyby chociaż w połowie prezentował umiejętności z tamtych czasów – zjadłby tę ligę na śniadanie. Ale zamiast łatwo strawionego dania, są wzdęcia i odruchy wymiotne. Miał być następcą Nedveda (i jeśli chodzi o wygląd – jest), a skończył gnijąc w rezerwach Fenerbahce. Co się stało, że zaliczył tak dramatyczny zjazd? Krążą na ten temat różne opowieści. Nie wnikamy w szczegóły. Nas interesuje to, co Milos pokazuje na boisku. A gra totalną padakę. Zupełnie zatracił swoje największe atuty. W pamięci mamy pucharowy mecz z Legią, gdy przegrywał pojedynki biegowe z Igorem Lewczukiem. Nie z Michałem Kucharczykiem, co byłoby jeszcze wytłumaczalne, tylko właśnie Lewczukiem. On. Gość, który od zawsze bazował na swoim przygotowaniu motorycznym. Przykro się patrzy na taki upadek.

Kamil Kaliszuk 

Reklama

fot. FotoPyk

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama