I znowu ten Stępiński! Choć dziś pozostaje ogromny niesmak…

redakcja

Autor:redakcja

23 października 2015, 19:11 • 2 min czytania

I znowu ten Stępiński! Choć dziś pozostaje ogromny niesmak…

Była wiosna 2013 roku. Mariusz Stępiński zbliżał się do osiemnastki, grywał nawet w koszulce bez reklamy piwa, a w mediach toczyła się debata co z jego przyszłością. Czy powinien trafić do Legii, czy ruszać za granicę, czy może zostać w Widzewie. Postawił – jak pamiętamy – na Niemcy, gdzie nie wykręcił nawet minuty w dorosłym zespole. Czasy transferu Stępińskiego brzmią jak poprzednia epoka, ale trzeba stwierdzić wprost: w takiej formie jak dziś Mariusz nie był nawet przed wyjazdem. Mało tego – on do obecnej dyspozycji nawet się wtedy nie zbliżył. Wówczas strzelał co 254 minuty, a teraz? A teraz ładuje co 107. Chyba można pokusić się o stwierdzenie, że gdyby nie skuteczność 20-latka, Grodzicki i spółka wycieraliby dupami dno tabeli.

Reklama

U Stępińskiego podoba nam się jedno – co ma, to strzela. Bez kombinowania, zaplątywania się w dryblingi czy pójścia na ciało w ciało z obrońcą. Tak jak dziś przy jedynej bramce. Przyjął, poczekał na zachowanie Zielińskiego, zorientował się, że nic mu nie grozi, spojrzał na bramkę i pyk, delikatnie a’la Thierry Henry od słupka. Precyzja i wykończenie godne napastników najwyższej klasy. I moglibyśmy się tak dziś rozpływać nad Stępińskim, gdyby nie jeden fakt. Fakt bardzo przykry. Mariusz to bowiem JEDYNY (wg Ekstrastats) napastnik ligi, który już obejrzał dwie żółte kartki za symulowanie, a i padolino przy kontakcie z Zielińskim – choć minimalny kontakt pewnie był – pierwsza klasa. To wszystko – bądźmy szczerzy – raczej uniemożliwia traktowanie tego chłopaka z sympatią. Stąd apel do ciebie, kolego: zajmij się w końcu grą, bo wychodzi ci to więcej niż dobrze, a te symulki odpuść, bo za moment strach będzie przy tobie portfel zostawić. To oszustwo niegodne porządnego snajpera, jakim niewątpliwie się stajesz. Z góry dziękujemy.

Poza tym Lipski zmarnował karnego, Grodzicki dostał kolejną czerwoną i na tym w zasadzie moglibyśmy zakończyć relację z tego meczu, bo na Śląsk aż szkoda marnować klawiaturę. Gecov, Danielewicz, Zieliński, Kiełb, Biliński… Istnieje dobre określenie definiujące, co pokazują ci ludzie. Hobby football. Albo – jak mawiają Anglicy – Sunday League. Gra zespołu Pawłowskiego jest dziś bardziej depresyjna niż noce polarne w Skandynawii i trudno się dziwić, że pies z kulawą nogą nie chce chodzić ich oglądać. Pięć spotkań bez zwycięstwa. Dwa strzelone gole w pięciu meczach. Trener chciał dziś wstrząsnąć tą zgrają, nie zabrał do Chorzowa ani Grajciara, ani Kokoszki, zostawił na ławce Kiełba i Bilińskiego, ale rotacje nic nie dały. Śląsk wciąż dzierży miano najbardziej bezpłciowej drużyny na planecie. I tak pozostanie przynajmniej do najbliższego weekendu.

Reklama

2i7QtpB

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Ekstraklasa

Piłkarze Legii czują się zaszczuci. Nie chcą kibiców na wyjazdach

Mikołaj Duda
21
Piłkarze Legii czują się zaszczuci. Nie chcą kibiców na wyjazdach
Reklama

Weszło

Reklama
Reklama