Coca-Cola, McDonald’s, Anheuser-Busch (producent Budweisera) i VISA w piątek wieczór zaatakowały niemal jednocześnie. Wezwały Seppa Blattera do odejścia, bo z każdym kolejnym dniem jego panowania w FIFA reputacja światowej federacji coraz bardziej schodzi na psy. Szwajcar odpowiedział, że jego natychmiastowe opuszczenie stanowiska nie poprawi niczego i trwać będzie na nim do zbliżających się wyborów. Oddano strzały, ale na razie tylko ostrzegawcze. Gdy do gry wejdą telewizje, sprawa znacznie przyspieszy.

Pętla wokół Blattera powoli się zaciska

FIFA President, Sepp Blatter, speaks during a press conference in Ulrichen, Switzerland, Saturday, Aug. 9, 2014. Blatter has challenged his critics to "take the risk" and stand for election against him next year. He did not identify potential rivals in the ballot scheduled in May, though he appeared to target UEFA President Michel Platini. (AP Photo/Keystone, Anthony Anex)

Co łączy firmy, które wydały oświadczenia nawołujące do odejścia Blattera? Oprócz sponsorowania FIFA, pochodzenie – to wszystko korporacje amerykańskie, niejako przymuszone do działania przez amerykańskie służby, prowadzą śledztwo w sprawie korupcji w światowej federacji, a od maja rozpoczęły aresztowania. Korporacje muszą się od tego odciąć, nie tylko poprzez majową radość z zapowiedzi Blattera o rezygnacji w lutym przyszłego roku. A to zrobili też inni sponsorzy organizacji, m.in. adidas, który w sobotę przyznał tylko, że reformy w FIFA muszą przebiegać szybko i transparentnie.

To, co działo się maju jest już coraz bardziej odległą historią. Śledztwo w sprawie FIFA weszło już na kolejny etap. Wówczas bezpośrednio oskarżeni przez Amerykanów byli tylko pojedynczy działacze FIFA. Wysoko postawieni, ale nie ci, którzy pojawiają się w błysku fleszy. Teraz do gry weszli śledczy ze Szwajcarii – przejęli dokumenty, przedmioty i dane dotyczące możliwego prania pieniędzy. Pojawiły się też informacje, że Michel Platini przyjął w 2011 roku dwa miliony franków od Blattera. A zarówno Szwajcarzy, jak i Amerykanie zapowiadają, że są może dopiero w połowie śledztwa.

Groźby amerykańskich korporacji nie mają znaczenia, o ile te firmy nie wycofają się ze sponsorowania FIFA. Szwajcar liczy na to, że to tylko puste słowa, ale i tak zaczyna czuć dociskającą się pętlę. Żeby zrozumieć jak ważne jest oświadczenie Coca-Coli, a to właśnie producent napojów jako pierwszy wezwał Blattera do odejścia, trzeba cofnąć się do lat 70. Wtedy zaczęła się współpraca jednej z największych firm na świecie z FIFĄ, a dokładniej projekt rozprzestrzeniania futbolu do najdalszych zakątków globu. Bez marketingowej machiny Coca-Coli sukcesu tego projektu by nie było, a co za tym idzie, nie byłoby też gigantycznego wsparcia dla Blattera w każdych wyborach. Wiadomo przecież, że to głosami futbolowej prowincji Szwajcar wciąż pozostaje na stanowisku.

Czysto teoretycznie FIFA bez sponsorów obejść się może – ci najważniejsi stanowią ledwie 12 proc. jej przychodu. Najwięcej, bo aż 43 proc. – dają jej telewizje. Blatter może spać spokojnie? Nie do końca, telewizje też muszą zarabiać, a zarabiają przede wszystkim na reklamach. A te w przypadku mundialu zdominowała Coca-Cola. Jak powiedział Bloombergowi Tony Ponturo, dawny szef marketingu Asheuser-Busch, producent napojów wydaje dwa-trzy razy więcej pieniędzy na reklamowanie się podczas mundialu poza stadionami niż na sam kontrakt sponsorski. Większość tych pieniędzy idzie do telewizji. Wycofanie się sponsorów na czele z Coca-Colą uderzy więc w FIFA w dwójnasób. Po pierwsze – bezpośrednio, a po drugie – poprzez mniejsze zarobki telewizji, a nikt nie lubi mniej zarabiać.

Jeśli do Coca-Coli i całej reszty dołączy jakaś duża telewizja, to wtedy pętla domykać się będzie coraz bardziej. Może nawet zamknie się już wówczas całkowicie.

JS