Dzisiejszy zestaw meczów jakby mniej ekskluzywny, nie tak bombowy jak wczorajszy, ale i tak nie ma usprawiedliwienia dla przegapienia starcia Romy i Barcy na Stadio Olimpico. Poza tym Chelsea spróbuje podkopać karierę Jordiego Cruyffa (a samemu wykopać się z dołka), Arsenal powalczy o nadszarpnięty – delikatnie mówiąc – honor angielskich drużyn. Po absencji powitamy też w elicie dawnych bywalców: Olympique Lyon, Dynamo Kijów, Valencię. Zapraszamy do najobszerniejszej, najbardziej wnikliwej zapowiedzi środy z Ligą Mistrzów jaką znajdziecie.

Szczęsny kontra Barca na Stadio Olimpico

Barcelona's Neymar, left, controls the ball to score the opening goal past Roma goalkeeper Szczesny, right, during the Joan Gamper trophy soccer match between FC Barcelona and AS Roma at the Camp Nou stadium in Barcelona, Spain, Wednesday, Aug. 5, 2015. (AP Photo/Francisco Seco)

***

Luis Enrique wraca do Rzymu i jeśli będzie witany tu kwiatami, to przez fanów Lazio. Za jego rządów (sezon 11-12) Roma była pośmiewiskiem, a derby przegrała dwukrotnie. Taktyka nie działała, szatnia wrzała, on nie potrafił być autorytetem dla takich osobowości jak Totti. Jedna wielka katastrofa.

luis_enrique_pre_juveroma

Teraz przyjeżdża w potrójnej koronie na czele najlepszej drużyny ubiegłego sezonu. Chce się pokazać tym, którzy go żegnali bez żalu, jako odmieniony szkoleniowiec, który zrobił w międzyczasie piętnaście kroków do przodu. Trzeba przyznać, że w nadmierną kurtuazję się nie bawi i na konferencji nie unikał odważnych deklaracji: – Stać się pierwszą drużyną, która dwa razy z rzędu wygrała najbardziej elitarne rozgrywki na świecie, to dla nas fantastyczna motywacja. Jesteśmy faworytami Ligi Mistrzów i wiemy o tym.

Roma do zjedzenia? Cóż, obie bandy spotkały się wcale nie tak dawno na Pucharze Gampera. Barcelona wytarła wtedy Giallorossi podłogę, łatwe 3:0, nie było złudzeń kto ma więcej prochu w arsenale. Od tamtego czasu rzymianie się wzmocnili, przyszedł choćby Dżeko, ale wymowne, że we włoskiej prasie nawiązywano dziś do 1:7 z Bayernem – to pokazuje jakim szacunkiem w Italii darzy się Blaugranę. De Rossi odparł wymijająco, że tamto starcie z monachijczykami było wyjątkowo pechowe, ale zarazem owszem, jakościowo Bayern i Barca to ta sama półka.

O to, by czarny scenariusz się nie spełnił, ma naturalnie zadbać Wojtek Szczęsny. Istotniejszego meczu dawno nie grał – cała Europa będzie dziś patrzeć na Stadio Olimpico, to najbardziej prestiżowe starcie dnia, dobry występ może mu wiele wygrać.

Rudi Garcia przed meczem szył sobie poduszkę powietrzną. Komplementował Barcelonę, nazywając ją najlepszym zespołem świata z najlepszym piłkarzem w swoich szrankach. Podkreślał, że Liga Mistrzów wieczorem się nie kończy, że to dopiero pierwszy z sześciu meczów i na pewno nie decydujący. Wyjmiemy jeszcze żywcem jedną wypowiedź z konferencji: „nie zamierzamy bronić się cały mecz”. A więc generalnie zamierzają się bronić, otwartej przyłbicy nie będzie, postarają się tylko o to, by nie była to defensywa rozpaczliwa.

Oczywiście może to być też zasłona dymna, na co po cichu liczymy. Znacznie bardziej niż jednostronny mecz urządzałoby nas spełnienie się wizji Luisa Enrique, który prorokuje, że Roma zagra podobnie jak Juve w finale i to nam pasuje, bo przecież to był fantastyczny mecz.

Messi Record Gols Champions

Na koniec słowo o rekordach. Messi zagra setny mecz w Lidze Mistrzów, a Totti, który pewnie zacznie na ławie, jest jedno trafienie od 400 goli w barwach Romy.

***

Jak gra ostatnio Chelsea – wszyscy wiemy. Nie mieści się w głowie, że ta żelazna defensywa dziś wpuszcza najwięcej goli w całej Premier League, Fabregas gra totalną padakę, nie funkcjonuje żadna formacja. Mourinho zmuszony jest żonglować składem, bo kolejni żołnierze zawodzą, strzelają ślepakami. Mecz z Izraelczykami może się przydać, jeśli oczywiście spełni się scenariusz, wedle którego „The Blues” odblokują się, postrzelają, złapią luz.

Screen Shot 09-16-15 at 11.23 AM

Maccabi nie należy jednak lekceważyć, to całkiem ciekawa, zdeterminowana ekipa. Owszem, piłkarsko pozbawieni są wielkich nazwisk. Za największe może uchodzić Tal Ben Haim, defensor z przeszłością… w Chelsea: – Stamford Bridge to dla mnie rana, która nigdy się nie zagoi. Widzę, jacy piłkarze tam grali i myślę, że mogłem spędzić tam sześć, siedem lat. Od małego pracowałem ciężko, żeby kiedyś trafić do wielkiego klubu, takiego jak Chelsea, poświęcałem w życiu wiele by to się spełniło, a tymczasem przygoda trwała raptem rok.

Uważniej polecamy wam jednak oglądać kapitana, Erana Zahaviego. 80 goli w 108 meczach, człowiek orkiestra, na którym opiera się cała ofensywa najbardziej utytułowanego klubu Izraela. Bardzo jesteśmy ciekawi, ile będzie wart na tle takiego rywala jak Chelsea – kto wie, może jeszcze sięgnie po niego ktoś z topowej ligi. Na Basel okazał się kozakiem.

Zahavi Zahavim, ale powszechnie mówi się, że największe gwiazdy Maccabi rozsiadają się w klubowych gabinetach. Trenerem jest Slavisa Jokanović (też były gracz Chelsea, acz w nieco bardziej zamierzchłych czasach), który w zeszłym sezonie wprowadził Watford do Premier League – nieliche osiągnięcie. Dyrektorem sportowym jest natomiast Jordi Cruyff, który poukładał klub po dekadzie posuchy, a jego rządy to pasmo sukcesów, zarówno boiskowych jak i ekonomicznych. Trzy mistrzostwa z rzędu mówią same za siebie, tak samo jak transfer Predraga Rajkovicia za trzy miliony euro.

cruyff2

Można śmiało założyć, że prezesi Maccabi bardziej niż utraty Zahaviego, boją się utraty Jordiego Cruyffa.

***

Po tym co Angole pokazali wczoraj (a właściwie: wiele razy ostatnio), żadnego meczu z ich udziałem nie uznamy z góry za łatwego do przewidzenia. City i United też miały argumenty po swojej stronie, a co się później stało – wszyscy wiemy.

Na papierze oczywiście Arsenal nie ma jak przegrać z Dinamem, nie ma po prostu z kim. Chorwaci to etatowy chłopiec do bicia faz grupowych Ligi Mistrzów. Przegrali jedenaście z ostatnich dwunastu meczów w elicie, za wysokie progi.

Screen Shot 09-16-15 at 11.29 AM Screen Shot 09-16-15 at 11.30 AMDwa poprzednie występy Dinama w LM. Katastrofa. Źródło: Wikipedia

Przed meczem odbyło się klasyczne Mamić Show (dla niezorientowanych – Zoran Mamić to kontrowersyjny właściciel Dinama). Najpierw Zoran powiedział, że ostatni mecz Arsenalu ze Stoke był po prostu bajeczny, a „The Gunners” grali tak pięknie, tak fascynująco, tak znakomicie, że – uwaga, cytat – „powinni wygrać 10:0!”.

Choć Arsenal powinien zbić Stoke dwucyfrówką, to oczywiście Mamić zapewnił zarazem, że Dinamo się nie boi i będzie atakować. Nie przegrali jeszcze żadnego meczu w 2015, łącznie mają passę 41 meczów bez porażki i dzisiaj mają wyjść tą samą ofensywną taktyką, którą szlifowali przez kilkadziesiąt spotkań. Zobaczymy jak to będzie wyglądać w praktyce, bo coś nam się nie chce wierzyć, że Chorwaci zagrają tak otwarcie, ale kto ich tam wie.

Skoro Dinamo, to zawsze też młode talenty, które jutro mogą robić dym w wielkim klubie. Polecamy wam trzy nazwiska: Henriquez, Hodzić i Pjaca.

***
Bayern, samozwańczy mistrz otwarć Ligi Mistrzów. Wyobraźcie sobie, że jedenaście razy z rzędu monachijczycy wygrywali swoje pierwsze mecze w Champions League, a ostatnio polegli w prehistorycznych czasach, gdy hat-trickiem dla Deportivo pogrążył ich Makaay, tym samym „sprzedając się” do Bawarii.

Olympiakos skazany na pożarcie? Hola hola, spokojnie, to opinia godna wielce niezorientowanych. Grecy u siebie to naprawdę groźna banda, wielce niedoceniana. Zdawaliście sobie sprawę, że z ostatnich sześciu meczów Champions League na własnym stadionie Olympiakos wygrał wszystkie? Nie róbmy sobie z nich jaj, naprawdę. To nie ogórki.

To nie ogórki, w dodatku Bayern przywozi kadrę trapioną przez plagę kontuzji. To nie ogórki, a Bayern na wyjeździe w Lidze Mistrzów ostatni raz wygrał zeszłego roku w Rzymie. To nie ogórki, a maszynie Pepa w ten weekend piachu w tryby potrafił wrzucić Augsburg, który przegrał tylko przez kuriozalny błąd sędziego.

ÕÐÏÃÑÁÖÇ ÔÏÕ ÅÓÔÅÌÐÁÍ ÊÁÌÐÉÁÓÏ ÌÅ ÔÇÍ ÏÌÁÄÁ ÔÏÕ ÏËÕÌÐÉÁÊÏÕ *** ÐÁÅ ÏËÕÌÐÉÁÊÏÓ ***
Naprawdę im bliżej się przyglądamy temu pojedynkowi, tym bardziej wydaje nam się, że będzie to zacięte starcie.

Pod lupę chętnie wzięlibyśmy Estebana Cambiasso. Ten facet wie, jak to jest zbić Bayern w CL – zrobił to w barwach Interu i to w samym finale.

***

Valencia wraca do Ligi Mistrzów po dwuletniej absencji i nie ukrywamy: witamy ją fanfarami. Należymy do pokolenia, które jeszcze pamięta jak „Nietoperze” dwa razy z rzędu grały w finale Champions League, więc dla nas to marka, która powinna mieć abonament na balowanie w elicie. Jasne, nie wprowadzają może nikogo takiego jak Aimar za swoich najlepszych czasów, ale Feghouli, Parejo, Fuego czy Alcacer to gracze, na których naprawdę da się zawiesić oko.

andre-villas-boas-zenit-st-petersburg-avb-villas-boas_3183703

Statystyki są zabójcze dla Zenitu. Dziewięc razy grali z Hiszpanami, nie wygrali nigdy, Valencia z kolei nigdy nie przegrała z Rosjanami. Zenit dodatkowo słabiutko wypada na wyjazdach w Lidze Mistrzów – raptem jedno zwycięstwo na obcym terenie w sześciu ostatnich próbach. Niby passy są po to, żeby je przełamywać, ale coś jest na rzeczy, te tendencje nie wzięły się z powietrza.

Dodajmy też, że Zenit bywał w lepszej formie. W lidze już tracą sześć oczek do CSKA, choć rozegrano raptem siedem kolejek. Dla porównania rok temu o tej porze mieli 100% skuteczność, byli kombajnem na punkty. W ten weekend w bezpośrednim starciu Zenitu i CSKA padł remis 2:2.

nuno_esp_santo

Warto zauważyć, że panowie Villas-Boas i Nuno Espirito Santo całkiem nieźle się znają. Łączy ich Jose Mourinho i jego zwycięskie Porto, bo jeden w tamtych czasach był asystentem trenera, a drugi rezerwowym golkiperem.

***

Pytanie numer jeden w kontekście Dynama Kijów: czy zagra Teodorczyk? Otóż kto się obija i nie śledzi uważnie naszych raportów stranieri, tego informujemy: Łukasz jest kontuzjowany i granie ma póki co z głowy.

Zanim jednak podejmiecie nieodwołalną decyzję, że w takim układzie ten mecz interesuje was tyle co zeszłoroczny śnieg, to posłuchajcie: Dynamo wraca do Ligi Mistrzów po sześciu latach przerwy. Spinka na dobry rezultat jest wyjątkowa, bo tyle lat musieli zazdrościć Szachtarowi. Banda Rebrowa wchodzi do elity jako mistrz Ukrainy, mistrz niepokonany przez cały sezon, mistrz z krajowym pucharem na dokładkę, a także w tym sezonie rozjeżdżający rywali z Dnipro na wyjeździe włącznie.

Rebrow naprawdę poukładał świetnie ten zespół, będą wymagającym i trudnym rywalem dla każdego. Ciekawi jesteśmy czy Serhij wystawi na bramce nieśmiertelnego Szowkowskija, który grał jeszcze w tych prehistorycznych czasach, kiedy Dynamo było o krok od finału Champions League.

Screen Shot 09-16-15 at 01.02 PMKariera Szowkowskija w liczbach. Niektórych kolegów nie było na świecie, gdy on już grał dla Dynama. Źródło: Wikipedia

Porto w tym roku zostało wyjątkowo rozstrzelane podczas okienka transferowego. Niby dla nich to norma, zawsze mają ruch w interesie i są specjalistami od wyszukiwania kolejnych perełek, ale tego lata przeżyli prawdziwy exodus. Szczerze wątpimy, by zastępcy od razu wskoczyli na tak wysoki poziom, dlatego „Smoki” są dla nas wielką niewiadomą, ale ciekawi będziemy ich cholernie choćby ze względu na Casillasa.

***

Na pierwszy rzut oka bodaj najbardziej jednostronnie wyglądająca środowa para. Bayer musi rozbić BATE i tyle w temacie, bez ceregieli. Z drugiej strony, gospodarze mają coś do udowodnienia. Niby w hicie eliminacji wyrzucili Lazio, ale w lidze zawodzą, strzelając bardzo mało – w czterech kolejkach trzy gole, a więc słabiutko. Czas się odblokować, nastrzelać Białorusinom worek bramek, taki jest cel.

FC BATE Borisov v FC Bayern Muenchen - UEFA Champions League

W BATE jest jeden człowiek, który będzie chciał się wszystkim w Niemczech przypomnieć. To oczywiście Aleksandar Hleb, który swoją niezwykłą karierę spina właśnie piękną klamrą. Ciekawi nas czy dopisze jeszcze jakiś interesujący rozdział.

***

Lyon wraca do Champions League po ładnych kilku latach. Pamiętacie jeszcze ich regularne boje z Realem, kiedy to wpadali na siebie z „Królewskimi” niemal rokrocznie? No właśnie. Stali bywalcy, którzy potem przez zawirowania finansowe zostali wykluczeni z najbardziej elitarnych rozdań. Teraz ta uznana marka w glorii wicemistrza Francji znowu spróbuje namieszać i umówmy się: grupę mają taką, że może im się udać. A potem na pewno znowu Real, by tradycji stało się zadość.

9qwldv

Żarty żartami, ale kogo właściwie Lyon wcisnął na wielką scenę? A powitajcie choćby fantastycznie uzdolnionego Lacazette, jednego z najlepszych ofensywnych graczy Ligue 1. Przywitajcie się z Valbueną, miniaturowym geniuszem stałych fragmentów gry, podań, strzałów – wszystkiego, gdzie liczy się nieszablonowy pomysł, technika i precyzja. W tyłach są natomiast choćby Gonalons i Umtiti, którym najuważniej będą się przyglądać skauci bogatszych klubów.

Pierwszy test – Gent. Belgowie to też barwny przypadek, bo debiut w Lidze Mistrzów jest okrasą dla debiutanckiego mistrzostwa kraju, pierwszego w 115-letniej historii klubu. Gent wygrał ligę, bo był defensywnym monolitem, a więc fajerwerków po nich się nie spodziewamy. Szkoleniowiec Lyonu, Fournier, też odrobił lekcje i najwyraźniej zdaje sobie sprawę, jak bardzo niewygodny rywal podejmie go wieczorem, bo stwierdził nawet, że remis zupełnie go urządza.

Liczba komentarzy: 3
Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments