Tabelka z przychodami co roku wręcz pęcznieje. Od kiedy w gabinetach klubu pojawił się poławiacz pereł, Monchi, na piłkarzach swoich lub wypatrzonych zarobili 270 milionów euro. Szukają, gdzie tylko się da. Od ligi francuskiej – o czym wie już każdy polski kibic – aż po brazylijską Coritibę czy argentyńskie Ferro Carril. Fabryka produkująca piłkarzy Sevilli wkracza chyba jednak w okres wyjątkowy nawet jak na siebie. Za moment z Estadio Sanchez Pizjuan wyniesie się kolejna wybitna generacja z Krychowakiem na czele. Sygnał do podbijania świata dał właśnie Aleix Vidal.

Zwiedził Hiszpanię, aż wrócił na Camp Nou. Kumpel Krychowiaka w Barcelonie.

Aleix

O 8:30 testy medyczne. 13:00 – podpisanie kontraktu. 13:45 oficjalne zdjęcie, a pół godziny później konferencja prasowa. Tak zaplanowano poniedziałek 25-latkowi, który ostatnie dni spędził na zgrupowaniu reprezentacji Hiszpanii w Las Rozas. Wczoraj ok. 17:00 paparazzi złapali go na lotnisku San Pablo, skąd razem ze swoim agentem poleciał do Barcelony. Wybrał klub, w którym – z powodu zakazu transferowego – nie zagra przez najbliższe pół roku, ale takich ofert po prostu się nie odrzuca. Nawet kosztem spędzenia kilku miesięcy na wypożyczeniu lub na samych treningach z nowymi kolegami. Takich ofert nie odrzuca też sama Sevilla – na zawodniku, za którego dała ciut więcej niż Tuluza za Furmana (3,3 mln euro), zarobią ok. sześć razy więcej.

Vidalowi wystarczył rok, by z wyróżniającego się ligowca wskoczyć na półkę zarezerwowaną dla absolutnej elity. Gdy przed kilkunastoma miesiącami Unai Emery wyciągnął go z Almerii, wielu miało wątpliwości po pierwsze, czy nawiąże walkę z Reyesem lub Deulofeu, po drugie – na jakiej pozycji miałby w ogóle grać. W przeszłości zdarzało mu się biegać po lewym skrzydle, ale eksperci podkreślali, że na boku obrony w systemie Sevilli może zbyt często się wyłączać i podejmować niewłaściwe decyzje. Szybko okazało się jednak, że Vidal to stuprocentowy „piłkarz Emery’ego”. Bez nazwiska, ale z żelaznymi płucami, maksymalnym poświęceniem, a przy tym obiecującymi liczbami w ataku. – Ten człowiek reprezentuje nową Sevillę – pisała „Marca” już kilka tygodni po transferze.

Aleix-Vidal-Sevilla-FC

Cztery gole i siedem asyst w La Liga, dwa trafienia i cztery asysty w Europa League. Przy tym zdemolowanie w pojedynkę Fiorentiny – dwie bramki i otwierające podanie. Ten dorobek sprawił, że Luis Enrique – jak czytamy w dzienniku „ABC” – miał wręcz obsesję, by Daniego Alvesa zastąpił właśnie Vidal. Vidal, który jako dziesięciolatek zaliczył La Masię, ale wtedy nie potrafił się przebić w stolicy Katalonii. Potem pobujał się po szkółkach m.in. Realu, Espanyolu, w dorosłej piłce przed Sevillą zwiedził sześć klubów (w tym – co dziś wygląda absurdalnie – wypożyczenie do Panthrakikosu), zjechał całą Hiszpanię łącznie z Majorką, aż w końcu błysnął w Almerii. Tam znalazł stabilizację i trafił do notesu Monchiego.

Sam Monchi może tylko zacierać ręce. Aleix to już piąty piłkarz, którego opchnął w ostatnich latach do Barcelony. Na kwintet Alves, Keita, Adriano, Rakitić, Vidal wydał 12,1 milionów euro. Ile dostał? Ok. 110 baniek. Żaden człowiek w świecie futbolu nie robi takiej fortuny na tych piłkarzach. Oby prędzej czy później przekonał się też o tym Krychowiak.