Kartka na czasie, idealna patrząc na ostatnie wydarzenia wokół FIFA. Równo siedemnaście lat temu, 8 czerwca 1998 roku, na czele tej organizacji stanął Sepp Blatter. Zastąpił leciwego, ustępującego João Havelange, pokonując jedynego bezpośredniego rywala, czyli Lennarta Johanssona ze Szwecji. Już wtedy, od samego początku, jego elekcja wywoływała niemałe kontrowersje.

Jak Blatter zdobył fotel prezydenta FIFA? Kupił go!

Zaledwie kilka dni po wyborze pojawiły się plotki i pogłoski oskarżające go o korupcję. Niezły początek, trzeba przyznać. Wybory wygrał zbierając 110 głosów, przeciwko 81 głosom na Szweda. Jego bezpośredni rywal od razu oskarżył go jednak o ich kupowanie. Blatter, w zamian za wsparcie, miał wręczać łapówki.

Sprawa ucichła, ale zaledwie na kilka miesięcy. Puszkę Pandory otworzył ponownie brytyjski pisarz David Yallop, wydając książkę pt. „O tym jak ukradli grę”. Ujawniała ona szczegóły wyboru Blattera, rzecz jasna oskarżając go o korupcję, a także ujawniła dokładne liczby zielonych banknotów, które przekazał swoim późniejszym wyborcom. Jego zdaniem na konta dwudziestu delegatów łącznie trafiło ponad milion dolarów, za to, żeby przenieśli głosy z Johanssona na Blattera.


Sepp Blatter i João Havelange, 1982

Szwajcar walczył z publikacją, ale raczej z marnym skutkiem. Udało się zablokować jej sprzedaż jedynie w ojczyźnie. Nie udało się natomiast między innymi w Holandii, Niemczech, Austrii czy Brazylii. Prowadzący sprawę holenderski sędzia wezwał FIFA do przeprowadzenie wewnętrznego śledztwa, na co Blatter odpowiedział: – Po co miałbym to robić? Nie mogę wszczynać dochodzenia przeciwko samemu sobie. Wybory już się zakończyły.

Pogłoski o korupcji powróciły także w 2002 roku, kiedy ubiegał się o kolejną reelekcję, ale z każdych zarzutów był oczyszczany.