Niedzielny szlagier w Ekstraklasie okazał się meczem obustronnych pomyłek. Mylili się wszyscy – i gospodarze, i goście, a do tego jeszcze sędzia. Lechia przegrała zasłużenie, o drugiego gola wręcz sama poprosiła. Długo nic nie wskazywało na to, że będzie to horror do szóstej minuty doliczonego czasu.

Mylili się wszyscy, ale Lech najrzadziej. Skorża przeskakuje wysoką przeszkodę

WARSZAWA 09.05.2015 MECZ 31. KOLEJKA T-MOBILE EKSTRAKLASA SEZON 2014/15 --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH IN WARSAW: LEGIA WARSZAWA - LECH POZNAN 1:2 LUKASZ TRALKA PILKARZE LECHA KAROL LINETTY FOT. PIOTR KUCZA/NEWSPIX.PL --- Newspix.pl

O wyniku pierwszej połowy decydowały detale. Jeszcze inne MOGŁY decydować, ale Szymon Marciniak postanowił nie iść w ślady sędziego Gila i pozostał na drugim planie.

Detal numer jeden – Rudinilson. Kolejny raz potwierdza się, że Wojtkowiak i Wawrzyniak są dla Lechii wręcz na wagę złota, a kiedy któregoś brakuje, momentalnie zaczynają się problemy. Wymuszony zastępca tego ostatniego był dziś zdecydowanie najbardziej niepewnym punktem defensywy. To jego odpuszczone krycie przesądziło o tym, że Hamalainen w 30. minucie trafił z bliska na 1:0 i to jego ustawienie sprawiło jednocześnie, że Fin nie był na spalonym.

Do 30. minuty na boisku dominował chaos. Trzeci kwadrans należał już do… Szymona Marciniaka, który najpierw mógł ukarać Lechię – ale nie zrobił tego, a po chwili skrzywdzić Lecha, jednak i na to się nie zdecydował. Tuż po pierwszym golu nie odgwizdał przewinienia Gersona we własnym polu karnym. Wejście wyglądało na podręcznikowe – twarde, w piłkę, idealne – ale jak pokazały powtórki: wyraźnie przez nogi atakującego Sadajewa. Trudno się nad Marciniakiem pastwić, sytuacja nie była łatwa do wychwycenia, na granicy, ale gdyby zareagował, to by się obronił.

Chwilę później oszczędził również Lecha.

O swoim drugim „ja” przypomniał sobie Sadajew i w 40. minucie mógł być już w drodze do szatni. Mając na koncie żółtą kartkę, po gwizdku z premedytacją wykopał piłkę w trybuny. Hamalainen, widząc to, aż złapał się za głowę, szybko ruszył z reprymendą, ale sędzia znów nie chciał tak rozstrzygać tego meczu.

Generalnie, Marciniak miał dziś słabszy dzień – wcześniej pomylił się odgwizdując rzekomy faul Pawłowskiego tuż przed polem karnym, a po przerwie nie dał kartki Kędziorze, który korkami przerysował szyję (!) Linettego.

Lechia stanęła przed szansą, by w ostatnich tygodniach ligi współdecydować o losach mistrzostwa – gra po kolei z wszystkimi kandydatami do tytułu. Ale jeśli przy okazji sama zamierza wskoczyć do pucharów, musi jednak wspiąć się na wyższy poziom. Przez cały dzisiejszy mecz próbowała GRAĆ W PIŁKĘ, ale była w tym zdecydowanie zbyt przewidywalna – to po pierwsze. Po drugie i ważniejsze – nie da się wygrać meczu z Lechem, kiedy dwóch obrońców popełnia elementarne, szkolne błędy, kończące się golami. Tym, po którym Pawłowski trafił na 2:0, Janicki znacznie przebił Rudinilsona. Na nic to, że przez 72 minuty grał bezbłędnie, kiedy w 73. minucie po prostu oddał piłkę rywalowi, będąc ostatnim obrońcą.

W przekroju całego spotkania, Lechia miała za mało atutów w ofensywie i zbyt wielu partaczy w tyłach. W końcówce… Zabrakło jej już głównie szczęścia.

Szczególnie trudno ocenić za nią Gostomskiego, który chwilę wcześniej zastąpił Buricia w bramce Lecha. Z jednej strony – to jego niepewna interwencja sprawiła, że Formella musiał z premedytacją zagrywać ręką w polu karnym, wylecieć z boiska i że Lechia w efekcie przegrywała już tylko jednym golem. Chcieliśmy napisać, że w ciągu paru minut Gostomski ugruntował swoją pozycję… Pozycję rezerwowego. Ale czy wypada, kiedy sekundy później ratował Lecha interwencją życia?

Koniec końców, okazało się to tylko niepotrzebną [z perspektywy Lecha] nerwówką, z której nic więcej nie wynikło. Arcyważne punkty, zdobyte na trudnym terenie, w komplecie jadą do Poznania.

EKrrlUV

Liczba komentarzy: 1
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments