Milowy krok Lechii w kierunku pucharów…

Piotr Tomasik

20 maja 2015, 19:40 • 2 min czytania

Reklama
Milowy krok Lechii w kierunku pucharów…

Nie trzeba mieć zdolności dedukcyjnych Sherlocka Holmesa, by dojść do wniosku, że najważniejszym celem Górnika Zabrze w końcówce tego sezonu NIE JEST zdobycie jak największej liczby punktów i walka o europejskie puchary. Oczywiście Robert Warzycha stwarza odpowiednie pozory, ale po ruchach personalnych wyraźnie widać, że przygotowuje już grunt pod kolejny sezon. Brak presji wyniku wychodzi piłkarzom z Zabrza na dobre, widać luz w ich poczynaniach. Jednak w starciu z drużyną, która ewidentnie ma ochotę jeszcze coś w tym sezonie ugrać, sam luz to trochę za mało.

Reklama

A Lechia ewidentnie ma ochotę jeszcze namieszać. Pokazała to w Szczecinie, pokazała to na własnym stadionie przeciwko Wiśle, pokazała to dziś w Zabrzu. Mecz ten wygrała przede wszystkim dzięki determinacji i ambicji całej drużyny, podczas gdy po stronie przeciwników możne było zauważyć te cechy u trzech, może czterech piłkarzy, wśród których najwięcej serca na boisku zostawił najstarszy Radosław Sobolewski.

W pierwszej części gry bramek się nie doczekaliśmy, ale rozgrzały nas nieco trzy setki. Antonio Colak – choć miał całe kilometry wolnej przestrzeni w polu karnym – w idealnej sytuacji nie trafił w piłkę. Łukasz Madej w podobnym położeniu w piłkę trafił, ale nie trafił za to w światło bramki. Z kolei Maciej Makuszewski trafił zarówno w piłkę, jak i w światło bramki, lecz – jakby tego było mało – również w Grzegorza Kasprzika.

Po przerwie nie dość, że nie było bramek, to jeszcze piłkarze obu drużyn przestali stwarzać dogodne sytuacje. Musieliśmy zadowolić się niecelną bombą z 35 metrów Radosława Sobolewskiego i sprytną próbą lobowania Kasprzika z własnej połówki. Autor – Sebastian Mila. Lipnie.

Na szczęście w porę przytomnością umysłu wykazał się Jerzy Brzęczek – ściągnął z boiska bezproduktywnego Colaka, a w jego miejsce wprowadził Kevina Friesenbichlera. A Austriak już w pierwszym kontakcie z piłką doszedł do sytuacji strzeleckiej, a w jednym z kolejnych idealnie obsłużył Sebastiana Milę. Czy gol dla Lechii dwanaście minut przed końcem coś zmienił? Chyba nieszczególnie. Nie zauważyliśmy jakiegoś wielkiego wkurzenia u gospodarzy. Ot, stało się. Co prawda z boiska wyleciał Gergel, ale do tego powinno dojść jeszcze przy stanie 0-0.

Reklama

Lechia chciała wygrać i dopięła swego, za to ukłony. Szczerze mówiąc, nie pogniewalibyśmy się na puchary w Gdańsku. Początki były trudne, lecz dziś na każdym kroku da się zauważyć tam poważne podejście do sprawy.

i1Mt0Mo

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Reklama
Bundesliga

Kibic Schalke wróci do domu? Wymarzony transfer na ostatniej prostej

Kacper Korpak
0
Kibic Schalke wróci do domu? Wymarzony transfer na ostatniej prostej

Ekstraklasa

Reklama