Do tej pory mieliśmy w miarę stabilny pogląd na to, jak powinien zachować się człowiek przegrany. Wiecie, gość, który odpadł jako pierwszy na imprezie rano raczej nie powinien pouczać, czym wybić klina. Jak dojeżdżasz na metę wyścigu rowerowego jako ostatni, raczej nie zarzucasz wszystkim oponentom stosowanie dopingu. Jeśli jesteś zawodnikiem „czerwonej latarni” pierwszej ligi i przegrywasz właśnie osiemnasty mecz w sezonie… Cóż, wtulasz usta w pięść i modlisz się po cichu, żeby cię kibice nie roznieśli.

Bernhardt tłumaczy istotę futbolu. Magia na sztucznej murawie.

ZABKI 18.03.2014 MECZ 19. KOLEJKA I LIGA SEZON 2014/15 --- POLISH FIRST LEAGUE FOOTBALL MATCH: DOLCAN ZABKI - WIDZEW LODZ 2:1 DAMIAN JAKUBIK EDGAR BERNHARDT FOT. PIOTR KUCZA/NEWSPIX.PL --- Newspix.pl

Niestety, okazuje się, że widzewska propaganda sukcesu rozpoczęta zapowiedziami Sylwestra Cacka o rychłym powrocie do Ekstraklasy, udzieliła się również piłkarzom. Odnosimy jednak wrażenie, że mając na koncie okrągłe dwadzieścia punktów i poprawiając wyniki z fatalnych na słabe, jeszcze nie zyskuje się prawa do buty i dumy. Niestety Edgar Bernhardt ma nieco inne zdanie na ten temat. Mimo gry dla najsłabszego klubu pierwszej ligi, dzielny Edgar jest pewny, że na sztucznej murawie Widzew pokazałby prawdziwą klasę.

W wywiadzie dla łódzkiego sport.pl Bernhardt jedzie po bandzie.

Graliśmy z drużyną, która grała fizyczny futbol. To boisko… Jestem przekonany, że gdybyśmy grali w Byczynie na sztucznej murawie, to rywale tylko biegaliby za piłką. A tutaj w Bytowie oni grali górną piłkę i za nią biegli. To nie jest nasz styl. No i te stałe fragmenty gry, o których już wspominałem. Kto wygra w pojedynku Kliczko – Pacquiao? Piłkarze Bytovii są od nas dwie głowy wyżsi.

Ha. To nie jest styl Widzewa. Najgorszy zespół pierwszej ligi jest zbyt dobry na kopanie się po kartofliskach. Z Barceloną, albo Bayernem – to tak, okej, możemy pograć w piłkę i z pewnością nie będziemy odstawali. Ale z Bytovią, bezpośrednim rywalem w walce o utrzymanie? Niech się wieśniaki cieszą, że łódzka tiki-taka raczyła odwiedzić ich klepisko i pojawić się na murawie.

Dalej jest jeszcze lepiej:

– Nie chodzi o styl gry. Przecież gdy gramy u siebie, to nam wychodzi.

Z Wigrami Suwałki ostatnio tylko zremisowaliście.

– Dwie bramki zdobyliśmy dla siebie, dwie dla rywali. Taka jest prawda. To nie wina trenera, że wymyślił dla nas taki styl gry, tylko nasza, że popełniliśmy indywidualne błędy. Nie musimy zmieniać stylu, tylko przestać je robić. Pierwsza liga jest specyficzna. Nie wiem, jak mam to panu wytłumaczyć… Gdyby sam pan grał, toby pan zrozumiał.

No, teraz trochę nam się rozjaśniło. Gdybyśmy grali w piłkę, to byśmy zrozumieli, że jaśnie wielmożny kaganek futbolu totalnego, jaki niesie po Polsce Widzew wymaga poświęceń. Czasem trzeba przegrać. Czasem trzeba przegrać osiemnaście spotkań w sezonie. Wszystko jednak po to, by potem na sztucznej murawie rozgromić Wigry Suwałki 2:2.

Puenta? Edgar napisał ją za nas.

Gdyby piłkarze Bytovii przyjechali do nas na trening, to nie umieliby zrobić wielu rzeczy, które my robimy.

Ale niestety, ci głupcy zamiast jeździć na treningi Widzewa i uczyć się futbolu, po prostu „wzięli i wygrali”. Naszym zdaniem było to dość bezczelne – pokonywać Widzew, który na treningach i na sztucznej murawie wykręca akcje, jakich Bytów na oczy nie widział. Mamy nadzieję, że pozostali ligowi rywale to uwzględnią.

Fot. FotoPyK