Mecz przegrany, styl pozostawiał wiele do życzenia, ale zaliczka z pierwszego spotkania wystarczyła, by świętować zdobycie Pucharu Polski. Czasu na zabawę było jednak znacznie mniej niż w tym roku – już trzy dni po rewanżu ze Śląskiem piłkarzy Legii czekał trudny wyjazd do Białegostoku. W klubie nerwówka związana z finiszem ligi, Jan Urban sugeruje w mediach, że terminarz jest co najmniej niefortunny, a gwiazdy zespołu, Danijel Ljuboja i Miroslav Radović… balują do rana w klubie Enklawa. Na ich nieszczęście pierwszy sukces w roli prezesa oblewa tam również Bogusław Leśnodorski.

Duży kac po Enklawie. Koniec Danijela Ljuboi w Legii

Pięć kolejek do końcu sezonu. W tabeli dwa punkty przewagi nad głównym rywalem z Poznania, a w terminarzu trzy wyjazdy (Białystok, Chorzów, Łódź) i mecze z Lechem oraz Śląskiem przy Łazienkowskiej. Już rok wcześniej piłkarze stołecznego klubu pokazali, jak we frajerski sposób można stracić tytuł na ostatniej prostej…

Zarówno Ljuboja, jak i Radović wiosną nie dawali drużynie tyle, ile od nich oczekiwano. Pełna zgoda, podpisujemy się pod tym stwierdzeniem. Jednak decyzja dotycząca ich dalszych losów do najłatwiejszych należeć nie mogła. Nie dało się sprawy zamieść pod dywan, trzeba było wysłać w piłkarską Polskę jasny sygnał o pełnej mobilizacji.

Obaj za bardzo nie wyrazili skruchy, Ljuboja poczuł się wręcz oburzony, że klub nie docenia jego jakże ogromnych zasług i pieniędzy, które rzekomo przyniósł swoją błyskotliwą grą. Kto wie – gdyby poprosił o szansę, gdyby powiedział, że chce udowodnić na boisku swoją wartość, gdyby w rozmowie pojawiła się chociaż nutka pokory, to być może miałby okazję jeszcze w Legii zagrać. A skoro tak się nie stało, 10. maja 2013 roku została podjęta decyzja o odsunięciu byłego piłkarza PSG od składu stołecznego klubu. W przypadku jego rodaka skończyło się „tylko” na drakońskiej karze finansowej.

Tak zakończyła się piłkarska przygoda Ljuboi z polską Ekstraklasą. Ostatecznie dostał jeszcze 19 minut w kończącym sezon meczu ze Śląskiem, by pożegnać się z kibicami, ale generalnie odchodził – podobnie jak z innych klubów – w nie najlepszych stosunkach. Dwa lata. Jak podsumować ten okres? Liczbami? 56 spotkań, 23 gole. Nieźle. Trofeami? Puchar Polski (tego z sezonu 2012/13 nie można mu zaliczyć, bo nie rozegrał nawet minuty) i wygranie ligi. Nieźle. A może obrazkami?

Super. Z całą pewnością był to jeden z bardzo niewielu piłkarzy Ekstraklasy w XXI wieku, dla którego warto było ruszyć dupę i przyjść na stadion. Z drugiej strony, życie pokazało, że decyzja o jego odsunięciu była właściwa. Również ze względu na Miroslava Radovicia.