Reklama

Ailton. Kulisty piorun i król Bremy

Piotr Tomasik

Autor:Piotr Tomasik

01 maja 2015, 13:55 • 9 min czytania 0 komentarzy

To absolutny fenomen. Z jednej strony zawodnicy, którzy pilnie przestrzegają swojego menu, stale są na gorącej linii z prywatnym dietetykiem, na treningi przyjeżdżają pierwsi, a wyjeżdżają ostatni. Wszystko po to aby dopracować swoją formę w jak największych detalach, być szybszym, zwrotniejszym, przytomniej reagować na wydarzenia boiskowe. A po drugiej stronie muru takie ananasy jak Ronaldo, Adriano czy bohater dzisiejszego tekstu, Ailton, którzy mimo iż jedzone przed snem hamburgery przepijał colą, na boisku prezentowali przyspieszenie godne bolidów Formuły 1. Do dziś wspominany z sentymentem „Kugelblitz” to dla bremeńskich kibiców symbol złotych czasów tego klubu. Opasłych w sukcesy i prestiż zupełnie tak jak napastnik z Paraiby.

Ailton. Kulisty piorun i król Bremy

Kiedy jesienią Ailton na Weserstadion rozgrywał swój mecz pożegnalny, trybuny zapełniły się do ostatniego miejsca. 40 tysięcy fanów zjawiło się, by jeszcze raz oklaskiwać „króla Bremy”, jak na początku XXI wieku nazywany był zawodnik. Na murawie pojawili się przyjaciele gracza z czasów kariery piłkarskiej, a na ławce trenerskiej Thomas Schaaf – drugi ojciec sympatycznego grubaska, który ulepił z niego króla strzelców Bundesligi. Nie zabrakło łez, owacji na stojąco i wzruszeń.

Okrąglutki jeszcze bardziej niż za czasów piłkarskiej kariery „Kugelblitz” (niem. kulisty piorun) znów zaczarował rozemocjonowanych kibiców swoją lewą nogą. I nawet mimo pokaźnego brzucha wystającego znad spodenek potrafił przyspieszyć i w pełnym biegu zakręcić piłką przy długim słupku. Obok niego zagrali Torsten Frings, Naldo, Tim Wiese czy ten, który tak wiele razy w ciągu piłkarskiej kariery obsługiwał go precyzyjnymi podaniami – Johan Micoud. Przez kilka chwil na murawie w linii ataku z ojcem znalazła się nawet córka Ailtona, Marta. Dla kibiców zgromadzonych tego popołudnia na stadionie był to swoisty powrót do przeszłości.

Jestem bardzo sentymentalnym człowiekiem, podczas tego meczu czułem się jakbym fruwał nad ziemią. Kibice byli wspaniali, ten klub jest wspaniały, kocham to miejsce i na zawsze będę miał je w sercu – szlochał w pomeczowym wywiadzie.

Ailton nad Wezerę trafił jako 25-latek w 1998 roku. Ale wokół gościa, który wyróżniał się zaokrągloną posturą jakby połknął arbuza, oczekiwanie było niskie. Głównie za sprawą jego liczb: tylko raz strzelił 20 goli, przeważnie wyrabiał niedużą normę strzelecką. I pierwszy sezon zdawał się potwierdzać obawy fanów. Werder zgarnął co prawda Puchar Niemiec po zwycięskim 2:1 finale z Bayernem, lecz Brazylijczyk na murawie spędził łącznie ledwo 452 minuty, w trakcie których zanotował dwa trafienia. Ailton za tak mierne rezultaty obwiniał Felixa Magatha.

Reklama

Magath to psychopata, on nie dawał mi żyć. Lubię grać i trenować po swojemu, lubię mieć wolną rękę, a on nie dawał mi odpocząć. Wiedział, że nie jestem typem zawodnika, który haruje jak wół 90 minut, a mimo tego zaprzęgał mnie do ćwiczeń fizycznych. Jestem technikiem, uwielbiam trenować z piłką – wspominał po kilku latach kiedy na jego głowie widniała już korona króla strzelców, a Magatha nie było w klubie. Dodatkowo barierą był brak znajomości języka niemieckiego, z nauką którego zawodnik również się nie spieszył – mówił. – Pierwsze trzy tygodnie w Bremie były trudne. Mieszkałem w hotelu i bez przerwy jadłem spaghetti bolognese. Tylko to potrafiłem zamówić.

Obserwatorzy i kibice przy nazwisku byłego zawodnika UANL błyskawicznie postawili krzyżyk, a sam zawodnik prowadził już zaawansowane negocjacje z brazylijskim Botafogo. To właśnie w swojej ojczyźnie miał odbudować się po dramatycznie słabym sezonie pod skrzydłami Magatha. Na pewnym etapie pertraktacji z klubem z Rio de Janeiro doszło jednak do komplikacji i potencjalny interes zakończył się fiaskiem. W międzyczasie drużynę przejął Thomas Schaaf, który poprzednie rozgrywki spędził jako szkoleniowiec drużyny rezerw. Świeżo upieczony opiekun drużyny zapowiedział, że każdy ma u niego czystą kartę. Ailton natychmiast złapał drugi oddech i wspólnie z Claudio Pizarro stworzył diabelnie niebezpieczny duet. Peruwiańczyk rozgrywki zakończył z dziesięcioma golami, Ailton – z dwunastoma. Od tamtego czasu przez pięć kolejnych sezonów „Kugelblitz” nie zszedł poniżej 13 goli.

Thomas Schaaf to zupełnie inny człowiek niż Magath. Ma ojcowskie podejście, próbuje zrozumieć każdy problem zawodnika, dotrzeć do niego. Z nim jako trenerem czuję się bezpiecznie. Dla zawodników z Brazylii czy Peru stwarza atmosferę, która pozwala czuć się jak w domu – relacjonował po pierwszym efektownym sezonie w Werderze.

Schaaf zaufał Brazylijczykowi bezgranicznie, a ten odwdzięczał mu się coraz to piękniejszymi trafieniami. Kiedy kibice widzieli już tylko pędzącą na bramkę brazylijską kulę, wstawali z krzesełek, a ich idol jak w transie mijał kolejnych rywali. Ailton z miejsca stał się ulubieńcem fanów z Weserstadion. Zawsze roześmiany, pełny energii i żywiołowości, a do tego regularnie trafiający do siatki. Ówczesny opiekun zielono-białych był wielokrotnie proszony o uchylenie rąbka tajemnicy w temacie przedmeczowego przygotowania Ailtona, który sprawiał wrażenie takiego któremu nadprogramowe kilogramy tylko pomagają w efektownej, i co najważniejsze efektywnej, grze.

To Brazylijczyk, on musi móc bawić się piłką – odpowiadał wtedy lakonicznie. Nie dla „króla Bremy” więc taktyczna dyscyplina i heroiczna walka o każdy centymetr boiska. Joga bonito, zdecydowanie tej piłkarskiej filozofii było mu bliżej.

Reklama

Z sezonu na sezon bremeńska maszyna coraz odważniej poczynała sobie na niemieckim podwórku. Do układanki Klausa Allofsa, dyrektora sportowego klubu, dokładane były coraz to kolejne elementy, które w swoim szalonym połączeniu miały w końcu zdetronizować Bayern. Nadszedł w końcu sezon 2003/2004. Sezon, o którym nad Wezerą do dziś mówi się przy okazji każdej dyskusji schodzącej na temat futbolu. Do 32. kolejki Werder i Bayern trzymały się w tabeli blisko siebie, choć zdecydowanie skuteczniej punktowali ci pierwsi. W 31. serii gier bremeńczycy zdemolowali w derbach północnych Niemiec Hamburger SV aż 6:0, a monachijczycy wywieźli z Köln skromne 2:1. Trzy mecze przed końcem sezonu drużyna Thomasa Schaafa przyjechała na Stadion Olimpijski w świetnych nastrojach, bo dziewięć punktów przewagi nad drużyną Ottmara Hitzfelda dawało ogromny komfort psychiczny. Ewentualnym triumf nad wyżej notowanym rywalem zapewniał czwarte w historii, a pierwsze od 11 lat mistrzostwo Niemiec.

I po końcowym gwizdku Brema zwariowała. Patera trafiła nad Wezerę, a korona króla strzelców na głowę Ailtona, który w 33 spotkaniach zdobył zawrotną ilość 28 goli. Wrażliwy Brazyliczyk po chwilowej celebracji z Schaafem padł na murawę i ryczał jak dziecko.

Ailton dumnie pozujący z nagrodami za sezon 2003/2004

Werder kilkanaście dni później zdobył jeszcze Puchar Niemiec. Dla kibiców zielono-białych ten historyczny dublet był jednak szczęściem w nieszczęściu. Ailton, któremu wygasał kontrakt, przeniósł się do Schalke. Brazylijczyk, opuszczając Bremę, pozostał w księgach rekordów jako czwarty strzelec w historii klubu ze swoimi 88 trafieniami. Nad nim plasowali się tylko Marco Bode, Rudi Völler oraz Frank Neubarth. Ailton został też wybrany pierwszym w historii zawodnikiem sezonu, który nie pochodził znad Renu, zaś wśród strzelców nie-niemieckich zajmuje trzecią lokatę tuż za Stéphane Chapuisatem (106 trafień) oraz Giovane Elberem (133 gole). Pozostały także wspomnienia po pociesznym „Kugelblitz” i rozbawiające do łez wywiady z zawodnikiem, które przez lenistwo związane z nauką języków niejednokrotnie kończyły się groteskowo.

Po przenosinach do Zagłębia Ruhry „król Bremy” nie zapomniał jak ośmieszać bramkarzy. Strzelił 14 goli, lecz stale zarzucano mu boiskowe leserstwo i zerowe zaangażowanie w grę obronną. Schalke, klub z miasta górniczego, utożsamiany z ciężką pracą, nie mógł pozwolić sobie na tak nieposkromionego taktycznie gracza. Choć wśród „Królewsko-Niebieskich” nie był tak kochany jak nad Wezerą to jednak te kilkanaście goli pozwoliło zaskarbić sobie sympatię fanów z ówczesnego Arena Auf Schalke (dziś VELTINS-Arena).

Brazylijczyk wielokrotnie pytany był w kolejnych latach o to, dlaczego nie potrafił nawiązać do formy z czasów świetności. Jak zwykle nostalgicznie pogrążony w reminiscencjach wspominał: „Ja kocham Werder. A inne kluby, cóż… To tak jakby żenić się z kobietą, której się nie kocha. Werder jest tylko jeden…”.

Swoją efektowną karierę „Kugelblitz” kończył w amatorskim Hassia Bingen, gdzie – uwaga – zdobył 19 goli w 21 meczach.

Niestety nie po drodze było mu z reprezentacją „Canarinhos”, do której nigdy nie został powołany. Nieśmiało snuły się pomysły, by dostał obywatelstwo niemieckie, ale zdecydowanie szybszy był w tej kwestii Katar, który zaproponował mu grę dla reprezentacji znad Zatoki Perskiej. Za ten międzynarodowy transfer Brazylijczyk miał poszerzyć sumę na swoim koncie bankowym o okrągły milion €. Dodatkowo roczna gaża za grę dla Kataru miała wynosić 400 tysięcy €. Podobnie Katarczycy próbowali podkupić z Borussii Dortmund lewego obrońcę Dede.

Po niedzielnym meczu z 1860 Monachium zamierzam polecieć do Kataru i podpisać kontrakt – przyznał wtedy otwarcie napastnik.

Niemieckie środowisko piłkarskie zabiło jednak na alarm i sprawą zajęła się FIFA. Ailton nie został Katarczykiem. Głośno wokół niego było jednak znów niedługo później. W marcu 2007 roku gracz wystawił na eBayu swoje nagrody zdobyte za sezon 2003/2004. Powodem było ogromne zadłużenie, jakie wobec swojego agenta miał Latynos. Dwa dni później, na nieco ponad godzinę przed końcem licytacji suma wynosiła już 600,000 €, ale ktoś przemówił mu do rozumu – aukcja została usunięta. Trofea zostały przekazane do muzeum klubowego Werderu.

No tak, ale po karierze piłkarskiej też trzeba sobie jakoś radzić. A z tym – jak przystało na frywolnego Latynosa – bywało różnie. Ailton grał między innymi w reklamach. „Grilluj jak Ailton! Samba Brazil!” – głosił zachęcająco napis na kiełbaskach, które polecał „król Bremy”. No komu jak komu, ale jemu tej kwestii na pewno można zaufać!

>

Razem z nim produkty mięsne tej samej firmy rekomendowała także legenda Bayernu – Oliver Kahn. W uzupełnieniu dla jedzenia wydał także swoją linię napojów energetyzujących pod nazwą „Kugelblitz”. W trakcie mundialu w Brazylii był także twarzą dyskontu Netto, który oferował fanom szereg produktów spożywczych stworzonych specjalnie pod kątem piłkarskiego turnieju. Ailton jednak swojego szczęścia szukał także w… telewizji. Wspólnie z kilkoma niemieckimi celebrytami dał się zamknąć na bezludnej wyspie, gdzie telewidzowie mogli obejrzeć ich poczynania w stacji RTL. Ailton zajął szóste miejsce, a podziwiający go przed ekranami utwierdzili się w przekonaniu, że to przesympatyczny gość. W swojej ojczyźnie natomiast były gwiazdor Werderu ma firmę budowlaną oraz stadninę koni. Trzeba przyznać, że jak na latynoskiego lekkoducha, chłop ma łeb na karku i z rozsądkiem dba o swoje interesy.

Brazylijczyk to prawdziwy człowiek renesansu. Jak większość pochodzących z Kraju Kawy, lubi zaśpiewać, zatańczyć czy też pobrzdękać na jakimś instrumencie. Radosne, bujające rytmy traktujące o samym sobie do sprawdzenia poniżej:

Ailton to także autor wielu cytatów, które na stałe zapisały się w historii. Poniżej te najbarwniejsze.

„Trzeba skupić się tylko na piłce. Żadnego seksu, żadnego 'BumBum’. Orgazm jest tylko wtedy kiedy strzela się gola. Gol. I wiesz, że to Ailton”.

Po przenosinach do Uerdingen: „To piękny kraj, a Düsseldorf jest pięknym miastem. Cieszę się, że tu jestem!”.

„Ailton to jak lekarstwo dla chorych. Strzelam i troski znikają!”.

„Gole? Strzelałem je zawsze. Jedyne co się zmieniało w mojej karierze to ilość literek X przy rozmiarze koszulki”.

„Ach, gdybym był tylko trenerem. U mnie Ailton grałby zawsze. Zawsze po 90 minut.”

„Claude Makelele, Christian Vieri, Pippo Inzaghi, Roberto Carlos, Fabio Cannavaro, Jay-Jay Okocha… Wspaniali zawodnicy, prawda? Wiecie co ich łączy? Wszyscy urodzili się w 1973 roku. Ha, ja też!”.

W Niemczech przez pewien okres panowała „Ailtomania”. Kibice kompletnie ześwirowali na punkcie grubaska z Paraiby, który rozpieszczał ich bez granic swoimi kolejnymi trafieniami. Miłość do Ailtona była tak wielka, że jeden z kibiców nadał swojemu dziecku imię ulubionego piłkarza. W ZOO w Kolonii na cześć Brazylijczyka ochrzczono tak nawet małego tapira. Choć summa summarum „Kugelblitz” nie zbliżył się nawet do kadry oraz klasy swoich rodaków to dla fanów Bundesligi na wieki pozostanie legendą. Pędzącą na bramką beczułka, która akcję finiszuje precyzyjnym strzałem lewą nogą. Gol. I już wiesz, że to Ailton.

MARCIN BORZĘCKI

Najnowsze

Ekstraklasa

Prezes Piasta Gliwice: Polityka finansowa klubu musi zostać ustabilizowana

Bartosz Lodko
0
Prezes Piasta Gliwice: Polityka finansowa klubu musi zostać ustabilizowana
Ekstraklasa

Liga klubów z problemami. To od trenerów zależy, czy nowy sezon będzie dobry

Michał Trela
0
Liga klubów z problemami. To od trenerów zależy, czy nowy sezon będzie dobry
1 liga

Konczkowski: Gdyby młody piłkarz dobrze wyglądał na treningach, to po prostu by grał

Bartosz Lodko
3
Konczkowski: Gdyby młody piłkarz dobrze wyglądał na treningach, to po prostu by grał

Niemcy

Niemcy

Dramat Bartosza Białka. Po raz trzeci zerwał więzadła krzyżowe w kolanie

Damian Popilowski
8
Dramat Bartosza Białka. Po raz trzeci zerwał więzadła krzyżowe w kolanie

Komentarze

0 komentarzy

Loading...