Miara upadku? Koseckiemu schlebia zainteresowanie Lechii

redakcja

Autor:redakcja

08 kwietnia 2015, 13:44 • 3 min czytania

Reklama
Miara upadku? Koseckiemu schlebia zainteresowanie Lechii

Najpierw marzył o karierze w Hiszpanii i grze w Primera Division, która miała najbardziej odpowiadać jego stylowi. Później deklarował chęć pozostania w Legii do końca kariery, śladami Miroslava Radovicia, chociaż dziś to już nie najlepszy przykład. A teraz? Jakub Kosecki z szacunkiem wypowiada się o Lechii Gdańsk i nazywa ją jedynym klubem w Polsce, do którego mógłby odejść z Legii. I właściwie trudno się „Kosie” dziwić. Wraz ze zniżką sportowej formy zmieniły się też jego ambicje. Czyli trzeba było zweryfikować zarówno najbliższe cele, jak i marzenia.

W rozmowie z portalem Legia.net Kosecki wypowiedział się następująco:

Lechia Gdańsk, to poza Legią, jedyny klub w Polsce, w którym mógłbym zagrać. Jeśli miałbym odejść z Legii do innego klubu w Polsce, to tylko tam. Nie ukrywam sympatii do tego klubu, kibice mnie tam dobrze wspominają. Na trybunach i poza nimi byłem szanowany. Pochlebia mi to, że taki klub był mną zainteresowany, tym bardziej, że aspiracje w Gdańsku są coraz większe.

Można odnieść wrażenie, że Kuba podskórnie czuje, iż to może być jego ostatnia runda w Legii i pomału szykuje sobie grunt pod transfer. Tym bardziej, że już zimą cała transakcja była bliska finalizacji. Jak dotąd czas działa na niekorzyść Koseckiego, a decyzja o pozostaniu w Legii nie wydaje się najlepsza. Lewoskrzydłowy rzadko pojawia się na boisku i coraz częściej ląduje na trybunach. Trudno przypuszczać, by jego sytuacja nagle miałaby się odmienić.

Reklama

Historia Koseckiego w Legii pokazuje też, jak niewiele warte są te wszystkie deklaracje piłkarzy o planowanych karierach i przywiązaniu do klubowych barw. Jeżeli zawodnik czuje się mocny, odważnie mówi o swoich celach i nie kryje się z chęcią odejścia. Jeżeli znajdzie się pod formą lub zostanie wykluczony przez kontuzje, pojawiają się słowa o przywiązaniu do miasta i kibiców. A kiedy sytuacja robi się naprawdę nieciekawa, zaczynają się umizgi w stronę drużyn, o których niegdyś nawet nie wypadało wspominać.

Perypetie Koseckiego przypominają trochę ścieżkę, którą niegdyś podążał Patryk Małecki. Można zresztą powiedzieć, że mamy tu do czynienia z podobną dynamiką rozwoju, albo raczej regresu. Były piłkarz Wisły również przebąkiwał kiedyś, że w Polsce może występować tylko przy Reymonta. Kiedy sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli – jako wiślak pełną gębą – dopuścił ewentualność grania w klubie, z którym krakowscy kibice mają zgodę. Ale i tej obietnicy nie udało mu się dotrzymać, bo ostatecznie wylądował w Pogoni.

Dziś w Szczecinie Małecki ma niezbyt silną pozycję i niewykluczone, że niedługo znowu będzie musiał poszukać sobie klubu. Na tę chwilę, nawet gdyby wrócił do formy sprzed kontuzji, nie miałby żadnych szans na załapanie się z powrotem w Wiśle, ani w zaprzyjaźnionych z kibicami Śląsku czy Lechii. Czyli znowu musiałby postąpić wbrew własnym deklaracjom.

Podobnie może być z Koseckim, któremu dziś pochlebia, że Lechia Gdańsk rozważa jego zatrudnienie. Pytanie tylko, czy za jakiś czas nie będzie mu schlebiać zainteresowanie Bełchatowa czy innego Podbeskidzia.

Reklama

Najnowsze

Piłka nożna

Ranking kandydatów do powołania na baraże. Pietuszewski pewniakiem?

AbsurDB
5
Ranking kandydatów do powołania na baraże. Pietuszewski pewniakiem?

Weszło