Erno Erbstein – przeżył holokaust i stworzył Il Grande Torino

redakcja

Autor:redakcja

04 kwietnia 2015, 14:00 • 9 min czytania

Reklama
Erno Erbstein – przeżył holokaust i stworzył Il Grande Torino

Prowadzone przez Erbsteina Torino nie miało sobie równych we Włoszech. Turyńczycy roznosili wszystkich rywali i aż cztery razy z rzędu zdobywali mistrzostwo kraju. Węgierski trener na nowo zdefiniował metody treningowe i czerpał taktyczne inspiracje z każdej możliwej strony. Według niektórych był nawet prekursorem totalnego futbolu stworzonego przez Rinusa Michelsa. Jednak zanim stał się jednym z czołowych trenerów we Włoszech, musiał najpierw uniknąć śmierci z rąk nazistów.

Erno Erbstein był katolikiem, jednak posiadał żydowskie korzenie – tak samo jak reszta jego najbliższej rodziny. Z tego powodu jeszcze przed startem wojny musiał radzić sobie we faszystowskich Włoszech z dyskryminacją rasową. Przez żydowskie pochodzenie wyrzucono go, jeszcze jako piłkarza, z Vincenzy, a potem usunięto z roli trenera Lucchese – mimo, że był najlepszym szkoleniowcem w historii tego klubu.

Momentem przełomowym był rok 1938 i uchwalenie przez Benito Mussoliniego „Manifestu Rasy”. Włoscy Żydzi zostali pozbawieni obywatelstwa, a także zabroniono im pełnić ważnych funkcji państwowych. Erbstein, krótko po tym jak po raz pierwszy przejął Torino, musiał uciekać z Włoch. Razem z żoną i dwoma córkami udał się do Budapesztu. Jednak także tam nie mógł liczyć na spokój i bezpieczeństwo – w 1944 roku władza na Węgrzech została przejęta przez nazistowskie Niemcy.

Image and video hosting by TinyPic

Reklama

Praktycznie natychmiast chwalono dekret o ludności żydowskiej i ustalono, że Żydzi będą nosili na ubraniach żółtą gwiazdę, by wyróżniać się od reszty ludzi. Rozpoczął się węgierski holokaust, w ciągu niecałych dwóch miesięcy SS zdołało zagonić do gett całą żydowską społeczność na Węgrzech, po czym rozpoczęli wysyłanie ich do obozów koncentracyjnych. Do obozów w Polsce w kilka tygodni deportowano ponad 400 tysięcy Węgrów.

Na szczęście dla Erbsteina, naziści zostawili sobie Budapeszt na sam koniec. Węgierski trener zdołał ukryć swoją rodzinę w watykańskim przyczółku, prowadzonym przez Ojca Klindę, jednak sam trafił do obozu przejściowego. Jego jedyną nadzieją było to, że wysportowane, atletyczne ciało byłego piłkarza umożliwi mu delegowanie do obozu pracy i przetrwanie tam do czasu, aż Węgry zostaną odbite przez nadchodzącą armię rosyjską. Sportową sylwetkę dostrzegli także Niemcy, którzy uznali, że przyda się do ciężkich robót fizycznych i wysłali go do oddziału pracującego przy układaniu szyn kolejowych.

Tam uśmiechnęło się do niego szczęście – cudownym zbiegiem okoliczności jednym z Kapo odpowiedzialnych za pilnowanie więźniów okazał się jego były znajomy z czasów pierwszej wojny światowej, gdy Erbstein był oficerem habsburskiej armii. Wówczas węgierski trener był tym, który dowodził, tym razem to Kapo dzierżył w rękach władzę nad życiem i śmiercią Erbsteina. I mimo tego, że po raz ostatni widzieli się ze sobą w 1919 roku, a teraz stali po dwóch przeciwnych stronach i naczelnik obozu nie mógł przejawiać sympatii wobec Żyda, Kapo nie zapomniał o dawnej przyjaźni. Wielokrotnie zabierał Erbsteina na ‘wycieczki’ i umożliwiał mu kontakt telefoniczny z resztą rodziny, a gdy taka eskapada wydawała się zbyt ryzykowna, sam wykonywał telefon i przekazywał wiadomości od swojego byłego oficera.

Image and video hosting by TinyPic

Reklama

Sytuacja na Węgrzech uległa jeszcze większemu zaostrzeniu w październiku 1944 roku. Naziści obalili rząd próbujący dogadać się z Rosjanami i obsadzili na jego miejscu partię Strzałokrzyżowców, której liderem był Ferenc Szalasi, zagorzały antysemita. W kolejnych miesiącach zorganizował on w Budapeszcie tak zwane ‘marsze śmierci’, w których Żydzi na piechotę, bez osłony przed zimnem szli w głąb ziem kontrolowanych przez Oś. Podczas takich marszów większość umierała z wycieńczenia, a pozostałych transportowano pociągami do obozów koncentracyjnych. Z każdym tygodniem zbliżała się do Węgier armia rosyjska, a Niemcy przyspieszali plan ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej. Erbstein wiedział, że nie ma już wiele czasu.

Razem z czterema innym więźniami i dzięki pomocy swojego przyjaciela Kapo, zdołał uciec z obozu. Co ciekawe razem z nim uciekł Bela Guttmann, węgierski trener żydowskiego pochodzenia, który po wojnie trenował między innymi AC Milan, Sao Paulo, FC Porto i Benficę. Obaj trenerzy spotkali się zresztą po prawie dwudziestu latach, gdy pojechali ze swoimi drużynami na tournée po Stanach Zjednoczonych.

Uciekinierzy rozdzielili się, a Erbstein zdołał spotkać się z żoną i córkami. Przejęli dokumenty innych, martwych, osób i jakimś cudem w komplecie zdołali przeżyć to piekło. A po zakończeniu wojny ponownie udali się do Włoch, a konkretnie do Turynu – gdzie Erno Erbstein wznowił karierę trenerską i stworzył jedną z najlepszych drużyn w historii Włoch, a z pewnością najlepszą w historii samego Torino.

Image and video hosting by TinyPic

Reklama

* * *

Grajcie uczciwie, uśmiechajcie się i podawajcie piłkę – piłkarskie motto Erno Erbsteina

* * *

Co do tego, że Erbstein jest świetnym trenerem, nie było we Włoszech wątpliwości. W ciągu zaledwie pięciu sezonów zdołał wprowadzić słabe Lucchese z Serie C do Serie A, co na tyle zaimponowało władzom Torino, że postawili mu dać szansę w silnym włoskim klubie. Niestety dla Węgra, musiał on przedwcześnie opuścić Granatę ze względu na powstałą we Włoszech zawieruchę polityczną.

Reklama

Jednak mimo tego, że od jego ucieczki z Włoch minęło ponad siedem lat, w Torino nie zapomniano o Erbsteinie i postanowiono dać mu kolejną szansę. Szansę, którą w pełni wykorzystał.

Powiedzieć, że Erbstein sobie w Torino poradził, to nie powiedzieć nic. Węgier jest odpowiedzialny za najlepszy okres w historii turyńskiego klubu. Cztery mistrzostwa z rzędu i kompletna dominacja na boisku, wygrywanie praktycznie każdego meczu na swoim boisku, na którym przez cztery lata Torino pozostawało niepokonane. W jednym z sezonów w 40 rozegranych meczach Granata strzeliła 125 bramek i straciła zaledwie 33. Rywale Torino byli po prostu regularnie masakrowani – podopieczni Erbsteina mieli na koncie między innymi zwycięstwa 10:0 z Alessandrią, 6:0 z Lucchese, czy 7:1 przeciwko Salernitanie. Jednak mecz, który najbardziej świadczył o ich potędze został rozegrany w Rzymie. Wówczas Torino po zaledwie dziewiętnastu minutach prowadziło z Romą już sześcioma bramkami, jednak Erbstein zakazał swoim piłkarzom ostatecznego poniżania rywali. Spotkanie zakończyło się wygraną 7:0, a schodzący z boiska piłkarze Torino otrzymali oklaski na stojąco od zgromadzonej na stadionie rzymskiej publiczności.

Tak powstawała legenda Il Grande Torino.

* * *

Reklama

Erno Erbstein był boskim nauczycielem. Węgier był jednym z tych ludzi, którzy zdobywają zaufanie za pomocą jednego uśmiechu. Wprowadzał swój system gry w bardzo osobisty sposób i miał wyjątkowy dar wyszukiwania talentów piłkarskich. Udawał się na poszukiwania mistrzów i gdzie nie pojechał, zawsze jakiegoś znajdywał. – Ettore Puricelli, były reprezentant Włoch, który kilkakrotnie mierzył się z Il Grande Torino.

* * *

Image and video hosting by TinyPic

Erno Erbstein był trenerem wyjątkowym. Jak na tamte czasy – wręcz wizjonerem. Miał manię na punkcie nowinek i innowacji taktycznych, oraz technicznych. Piłkarzy dobierał pod kątem obranej strategii, nie patrząc na nazwiska, tylko konkretne umiejętności i to jak dany zawodnik dopasuje się do kadry. Szukając nowych piłkarz stawiał na tych, którzy byli niedoceniani, a mogli sprawdzić się w nowej roli w jego zespole. Budowanie drużyny było dla niego jak układanie puzzli z poszczególnych piłkarzy i pomysłów.

Reklama

Do tego stopnia wyprzedzał swoje czasy, że nakazywał drużynie młodzieżowej grać w ten sam sposób i w tym samym ustawieniu, co seniorskie Torino. Pełen profesjonalizm, dziś powszechny, jednak wówczas taki sposób prowadzenia drużyny był czymś kompletnie nowatorskim. Tak samo zresztą jak pomysł zatrudnienia trenera od przygotowania fizycznego – został nim Leslie Lievesley, były angielski żołnierz ze służb specjalnych. On szykował piłkarzy pod względem szybkości, motoryki i wytrzymałości, a Erbstein mógł skupić się na strategii gry.

Image and video hosting by TinyPic

* * *
Bycie majestatycznym od bycia śmiesznym dzieli tylko jedno podanie. – Erno Erbstein
* * *

Niektórzy twierdzą, że węgierski trener był w pewnym sensie prekursorem futbolu totalnego i miał wielki wpływ na to, jak rozwinęła się europejska piłka. Rozwinął sposób gry znany jako sistema, a jego Torino skupiało się na wykorzystywania wolnych przestrzeni i parciu do przodu, przy – jeśli to tylko było możliwe – jednoczesnym unikaniu gry wszerz boiska. Kluczowe dla Węgra było doskonałe kontrolowanie piłki, krótkie podania i duża mobilność w ofensywie. Jego obrońcy mieli atakować, jego napastnicy mieli bronić. Historycy twierdzą, że to właśnie na grze Torino wzorował się Rinus Michels.

Reklama

Ponadto Erbstein wprowadził w Granacie wysoki pressing i zaniechał krycia indywidualnego. Czytając o tym jakim był trenerem i jaką filozofią kierował się w piłce nożnej trudno nie mieć wrażenie, że był ówczesną wersją Pepa Guardioli.

Zwłaszcza, że tak samo jak obecny trener Bayernu Monachium, Erbstein uwielbiał czerpać nowe idee z obserwacji tego, jak grają inne drużyny. Syntezował pomysły pozostałych czołowych trenerów z tamtych czasów, choć potrafił wyciągać wnioski nawet z gry drużyn, które dla wielu były nawet wtedy opóźnione w piłkarskim rozwoju. Jako piłkarz występował przez dwa lata w Stanach Zjednoczonych. Pozostali członkowie europejskiego zaciągu wyśmiewali poziom i sposób w jaki grano w piłkę w Ameryce, jednak Erbstein wyciągał wnioski. Jak sam twierdził, dzięki temu doświadczeniu dowiedział się wiele na temat zalet grania długimi piłkami i tego jak radzić sobie w meczach, w których to piłkarze rywala posiadają znaczącą przewagę w piłkarskiej jakości. Tę wiedzę wykorzystał już jako trener Bari – jego zespół jako pierwszy we Włoszech grał z kontrataku, używając długich krzyżowych podań do silnych i szybkich napastników. Kompletne przeciwieństwo sposobu, w jaki potem grało jego Grande Torino.

* * *

Kibice oddawali mu cześć. Gdy wchodził do baru Savoia, bardzo popularnego wśród sportowców, nagle zapadała kompletna cisza. Każdy z uwagą przysłuchiwał się każdemu słowu, które wypowiadał. Posiadał wielką charyzmę i znał się na psychologii, lepiej niż ktokolwiek inny rozumiał charakter, uczucia i sposób myślenia swoich piłkarzy. – Luca Tronchetti, klubowy historyk Lucchese.

Reklama

* * *

Erbstein połączył w Torino włoską technikę i zwinność z solidnością i siłą angielskiej piłki, czerpał zwłaszcza z taktyki, którą wprowadził w Arsenalu Herbert Chapman. Amadeo Amadei, ówczesny piłkarz Granaty, twierdzi że Węgier w latach czterdziestych wprowadził sposób gry, który na dobre rozpowszechnił się w Europie dopiero po kilku dekadach. Zniósł prosty podział na role piłkarzy występujących na konkretnych pozycjach. Jego piłkarze musieli być wszechstronni i tworzyli symbiozę pomiędzy pozycjami.

O tym jaki poziom osiągnęło pod jego wodzą Torino najlepiej świadczą cztery tytuły mistrzowskie z rzędu, a także sytuacja w której podstawowy skład reprezentacji Włoch składał się czasem nawet z dziesięciu piłkarzy Granaty. W tych latach wyścig po Scudetto miał tylko jednego uczestnika.

Image and video hosting by TinyPic

Reklama

Sława o wielkim Torino przekraczała daleko poza granice Włoch. Nawet w najdalszych zakątkach Europy piłkarze Granaty byli napastowani przez łowców autografów, a cała drużyna była regularnie zapraszana na spotkania towarzyskie z czołowymi europejskimi drużynami. Ta sława okazała się jednak także przyczyną ich końca…

* * *

Francisco Ferreira, legendarny piłkarz Benfiki, postanowił zaprosić Torino do zagrania w swoim pożegnalnym meczu na koniec kariery. Mecz odbył się w Portugalii 3 maja 1949 roku, przy trybunach wypełnionych kibicami. Piękne święto, wieńczące piękną karierę. I poprzedzające tragiczny wypadek.

Cała drużyna Torino, wraz z trenerem i resztą sztabu, nagle przestała istnieć. Samolot, którym wracali do Włoch dosłownie kilka minut przed dotarciem do celu uderzył w kościół na wzgórzu Superga. Nie przeżył nikt z pasażerów.

Reklama

Tak skończyła się wspaniała era Il Grande Torino, a wraz z nią kariery wyjątkowych piłkarzy.

I jednego wybitnego trenera, który wyprzedzał swoje pokolenie.

MICHAŁ BORKOWSKI

Reklama

Więcej informacji na temat życia Erno Erbsteina można znaleźć w książce Dominica Blissa: „Erbstein: The triumph and tragedy of football’s forgotten pioneer”.

Najnowsze

Ekstraklasa

Korona dostanie kasę od Kielc. „Promocja miasta przez sport”

Jan Broda
10
Korona dostanie kasę od Kielc. „Promocja miasta przez sport”

Serie A