Wojna w Donbasie wielu Ukraińców i Rosjan postawiła – delikatnie mówiąc – w niezręcznym rozkroku. Oczywiście pamiętamy o ofiarach i tych, którzy stracili dorobek całego życia, ale tym razem pochylamy się nad osobami, których los ściśle związany był zarówno z Ukrainą, jak i Rosją. Przykładowo: mieli rodzinę po obu stronach granicy. Zarabiali na życie w jednym kraju, mieszkając w drugim. Byli Rosjanami spokojnie żyjącymi w Kijowie, Ukraińcami z prosperującym biznesem w Moskwie. Anatolij Tymoszczuk śmiało może uchodzić za definicyjny przykład takiego wojennego rozdarcia.

Tymoszczuk między młotem a kowadłem

Przesadą byłoby nazwać Tymoszczuka legendą Zenitu, ale bez dwóch zdań jest on postacią dla tego klubu wyjątkową. Jak kiedyś Vrdojlak w Legii, tak samo Tymoszczuk wszedł do nowej szatni w 2007 i niemal na wejściu dostał opaskę kapitana. Zrobił z niej użytek, zaciągnął klub do mistrzostwa Rosji (pierwszego w historii!), zgarnął też nagrodę dla piłkarza roku. Najlepiej o tym jak go szanowano, powie wam jednak fakt, że kosmonauta Jurij Malenczenko, fan Zenitu, zabrał jego koszulkę na statek kosmiczny i założył pod skafander podczas spaceru kosmicznego. Żaden inny piłkarz nie dostąpił takiego zaszczytu, ale Tymoszczuk zwalniać nie zamierzał: rok później Zenit wygrał Puchar UEFA, a potem Superpuchar, gdzie pobił Manchester United. Nikt nie miał pretensji, gdy Ukrainiec przechodził do Bayernu, a gdy przygoda z Bawarią się skończyła, kierunek mógł być tylko jeden: Sankt Petersburg. Gwiazdorska gaża (trzy miliony euro rocznie), szacunek u piłkarzy i kibiców w całej lidze już czekały.

Image and video hosting by TinyPic

Malenczenko i współpracownicy w robocie

Jednocześnie Tymoszczuk to przecież piłkarz, który pochodzi z Łucka, a więc zachodu Ukrainy, ale dziewięć lat spędził na jej wschodzie, stając się gwiazdą Szachtara Donieck. Piłkarz-instytucja w kadrze, jej kapitan i dobry duch. Postać wykraczająca w Ukrainie daleko poza sferę sportową, mająca – i chcąca – łączyć Ukraińców. To wszystko w obliczu wojny ukraińsko-rosyjskiej nabiera zupełnie innego wymiaru.

Bez trudu znajdziecie dziś na Ukrainie takich, którzy twierdzą, że tamtejsi piłkarze nie powinni zarabiać w Rosji. Wszystkich szczególnie boli Tymoszczuk, symbol reprezentacji, a na co dzień przywdziewający barwy „wroga”. Niektórzy idą nawet dalej, uważając kluby Premier Ligi grające w europucharach za element rosyjskiej propagandy, a w tym nurcie piłkarz z Ukrainy bijący się za sponsorowany przez Gazprom klub, który w dodatku za chwilę może wpaść na ukraińskie ekipy w LE, jest o pół włosa od miana zdrajcy.

Tymoszczuk w wywiadach starał się zachować rozsądny ton, mówić przede wszystkim o pokoju i konieczności pojednania. Ostatnio odwiedził jednak w szpitalu ukraińskich żołnierzy, przywiózł im reprezentacyjne gadżety, delegacja poszkodowanych na froncie dostała też zaproszenie na mecz z Hiszpanią, a tego w Rosji już nie mogli puścić mu płazem. Opowiedział się tym ruchem po jednej ze stron konfliktu i zaczęła się nagonka. Kremlowskie telewizje wzięły go na cel i zaczęły oczerniać, mówiąc o dziwnych ruchach Tymoszczuka, o tym, że chyba zapomniał gdzie dostaje wypłatę. Zenit odciął się od krytyki, nazwał sprawę prywatną, ale nie zdziwimy się, jeśli rozmowy o nowym kontrakcie Tymoszczuka spalą na panewce, choć jeszcze w lutym wyglądało na to, że kapitan ukraińskiej kadry zostanie w Rosji. Fanatyków w samym Petersburgu przecież nie brakuje i teraz piłkarz może bać się o bezpieczeństwo własne i swoich bliskich, a dla Zenitu taki członek szatni może być postacią niewygodną.

Nadawał się jak nikt, by być jakąś formą pomostu między Rosją a Ukrainą, względnie – wschodnią i zachodnią częścią kraju? Z pewnością. Ale nieprzypadkowo użyliśmy czasu przeszłego. Bowiem wojna odciska piętno nie tylko na wojakach i cywilach z frontowych miejscowości. Nie da się zachować neutralności, choćby ktoś był w połowie Rosjaninem, w połowie Ukraińcem, kochał oba kraje, z jednym i drugim był związany, nie uniknie pytania: za kim jesteś? Odpowiedzi wymijające takie jak: „jestem za końcem wojny” czy też nieśmiertelne „jestem za brydżem”, nie znajdą zrozumienia, będą postrzegane jako sprzyjanie wrogom.