Kolejny tydzień, kolejne mecze Serie A. Co ciekawego wydarzyło się tym razem na włoskich boiskach? Przede wszystkim ponownie błysnął formą Felipe Anderson, który niedługo wyrośnie na prawdziwą gwiazdę ligi. Wiele wskazuje też, że o to miano powalczy z nim Mohamed Salah, mający genialny początek w Fiorentinie – dzisiaj strzelił już swoją czwartą bramkę w Serie A.

Jest Anderson, jest zabawa – Brazylijczyk i Lazio znowu w formie

Po meczu Sassuolo – Lazio, naturalnie obok Inter – Fiorentina, spodziewaliśmy się dzisiaj najwięcej. Z jednej strony ofensywnie grający rzymianie, z drugiej zwariowana ekipa Di Francesco – to po prostu nie mogło się nie udać. I faktycznie, czekały nas fajerwerki – niestety wystrzeliwane tylko przez jedną z drużyn.

Najprościej byłoby napisać, że Sassuolo na ten mecz nie dojechało, problem w tym, że grali oni u siebie. Piłkarze Di Francesco zaprezentowali się dzisiaj po prostu beznadziejnie – nie mieli pomysłu na grę w ofensywie, a z tyłu… jedna, wielka, mobilna dziura, w którą nieustannie wjeżdżali gracze Lazio.

Za to ekipa Pioliego zagrała dzisiaj świetne zawody. Widać, że powoli wielką formę odzyskuje Felipe Anderson i można już bez cienia wątpliwości stwierdzić, że kiedy Brazylijczyk gra dobrze, to i całe Lazio gra dobrze. Dzisiaj popisał się genialnym uderzeniem z dystansu i świetną asystą przy bramce Miro Klose. Anderson to chyba największe odkrycie tego sezonu w Serie A – facet ma wszystko to, co powinien mieć ofensywny zawodnik. Jest szybki, świetnie drybluje, potrafi huknąć z daleka, nie ma problemu z wrzutkami, ma oczy dookoła głowy. Jeśli utrzyma taką formę do końca sezonu, to rzymianie będą mieli nie lada problem z tym, by latem zatrzymać go u siebie. Choć nie oszukujmy się – to dość przyjemny problem, bo jeśli stracą Andersona, to dostaną porządny kontener wypełniony po brzegi banknotami.

Mecz zakończył się wynikiem 3:0, ale szczerze mówiąc Sassuolo powinno było dzisiaj znacznie mocniej oberwać. Lazio stworzyło sobie tyle sytuacji, że mogło wygrać nawet pięcioma, sześcioma bramkami – ten mecz to była absolutna dominacja z ich strony i wszystko wskazuje na to, że rzymianie faktycznie powalczą w tym sezonie o Ligę Mistrzów.

Salah znów daje Fiorentinie zwycięstwo

Wiele osób po zimowej przerwie chwaliło transfery Interu, który sprowadził do siebie Łukasza Podolskiego, Xherdana Shaqiriego i Davide Santone’a. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że najlepszego wzmocnienia ostatnim okienku transferowym nie dokonała wcale ekipa z Mediolanu, a Fiorentina, która wypożyczyła z Chelsea Mohameda Salaha.

Egipcjanin zaliczył genialne wejście do ekipy Fiołków – w pięciu meczach strzelił cztery bramki, a do tego dołożył jedną asystę. Czapki z głów, owacje na stojąco. Dzisiaj wszedł na boisko z ławki dopiero w 43 minucie, a i tak zdołał dać Violi zwycięską bramkę. Trzeba przyznać, że pojawienie się Salaha we Florencji odmieniło drużynę Montelli jak machnięcie magiczną różdżką – Fiorentina wygrała w Serie A trzy z czterech ostatnich meczów, zremisowała z Torino i wykopała z Ligi Europy ekipę Tottenhamu.

Natomiast co do Interu… no cóż, nie było źle. Piłkarze Manciniego stworzyli sobie sporo okazji, jednak nie potrafili ich wykorzystać ani Icardi, ani Palacio, który pod koniec spotkania popisał się strasznym egoizmem – zamiast podać do znacznie lepiej ustawionego Icardiego, Argentyńczyk postanowił samemu wykończyć akcję. Gdyby podał, Inter prawdopodobnie by tego meczu nie przegrał.

Swoją drogą to lekka żenua, że Inter nie zdołał w tym meczu wcisnąć choć jednej bramki. Co prawda usilnie utrudniał im to wyczyniający cuda w bramce Neto, jednak to marne usprawiedliwienie. Zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że Fiorentina w końcówce grała w dziewiątkę, po tym jak z urazami boisko musieli opuścić Savić i Tomović.

Zaczęliśmy od transferów, więc na transferach skończymy. Po raz kolejny w koszulce Interu zagrał Łukasz Podolski i po raz kolejny niewiele było z niego pożytku. Reprezentant Niemiec rozegrał już od transferu do Włoch ponad 600 minut i póki co nadal nie trafił do siatki rywali. Mancini pewnie już powoli traci do niego cierpliwość, a najlepszym podsumowaniem gry Podolskiego jest to, jak wykonał dzisiaj rzut rożny.

Okaka show w Bergamo

Pamiętacie jeszcze Okakę, który jakiś czas temu stwierdził, że gdyby był biały, to już dawno temu zadebiutowałby w reprezentacji? Nie? No właśnie, my też już prawie o nim zapomnieliśmy. Facet ostatnią bramkę strzelił w grudniu, a od tamtej pory – cisza, słuch o nim zaginął.

Dzisiaj w końcu się rozbudził, i to w momencie, kiedy Sampdoria najbardziej tego potrzebowała. Ekipa Mihajlovicia przegrywała z Atalantą 0:1, a wtedy dwie bramki zrobił Okaka – najpierw popisał się asystą przy pięknym golu Muriela, a potem sam skierował piłkę do siatki. Gol i asysta od grudnia – zaraz pewnie będzie się domagał powołania do reprezentacji.

Swoją drogą, mała dygresja – dla Atalanty strzelił dzisiaj Guglielmo Stendardo. Co w tym ciekawego? W sumie niewiele, ale ciekawostką jest to, że facet ma ksywkę ‘Adwokat’, ponieważ ukończył studia prawnicze i zdał egzamin na aplikację adwokacką. Zresztą Stendardo to nie wyjątek – w Serie A wyższe studia ukończyli także Giorgio Chiellini i Erjon Bogdani – obaj są magistrami ekonomii.

Liczba komentarzy: 1
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments