Śląsk po tym jak przed tygodniem przerwał swoją ponad dwumiesięczną passę bez przegranego meczu, nagle śrubuje liczącą już cztery spotkania serię bez zwycięstwa. Siedemnastą kolejkę ekstraklasy zakończy na podium, za Legią i z liczbą puntów równą Wiśle, ale dziś grając przeciwko Pogoni rozczarował. Po raz kolejny kiepsko zaprezentował się Sebastian Mila, nie strzelał Flavio Paixao, wobec czego drużynę próbowali ciągnąć Paweł Zieliński, jeszcze chwilę temu będący studentem – amatorem z trzeciej ligi i Krzysztof Ostrowski, który w tym samym czasie dla przyjemności kopał piłkę w halowej lidze biznesu.

Mila osłabł, więc dziś magic touch zaprezentował Zieliński. Dobry chłopak

WROCLAW 26.09.2014 MECZ 10. KOLEJKA T-MOBILE EKSTRAKLASA SEZON 2014/15 --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH: SLASK WROCLAW - GORNIK LECZNA 2:1 PAWEL ZIELINSKI SEBASTIAN MILA FOT. PIOTR KUCZA/NEWSPIX.PL --- Newspix.pl

Ot, taki symboliczny akcent tego meczu.

Wysoka pozycja w tabeli rzecz jasna nie skłania do bicia na alarm, jednak o o ile remisy z Lechem oraz Wisłą można było przyjąć lekko, o tyle porażka przed tygodniem z Ruchem zostawiła we Wrocławiu pewien niesmak. Dzisiejszy mecz miał przynieść przełamanie. W końcu Śląsk nie przegrał na własnym terenie ani jednego z ośmiu meczów, tracąc zaledwie trzy gole, ale dziś dorzucił do tego tylko remis.

Na trybunach marzło trochę ponad 8 tysięcy ludzi, a tymczasem wrażenia z pierwszej połowy dałoby się śmiało zamknąć w jednym niedługim akapicie. Pogoń oddała bodaj jeden celny strzał na bramkę, najlepiej wychodziło jej wybijanie Śląska z rytmu, a mimo to schodziła na przerwę z prowadzeniem.

Łukasz Zwoliński jak tylko może korzysta na nieobecności Marcina Robaka i do bramki strzelonej ostatnio Podbeskidziu (w sumie ma ich pięć w sezonie), dziś dołożył dosłownie dwa dotknięcia piłki i trochę pracy ciałem, które zbudowały Portowcom prowadzenie. Brawa oczywiście należą się też Takuyi Murayamie, obaj zrobili akcję, której nie powstydziliby się Robak z Akahoshim, ale jednak asysta Zwolińskiego była tu kluczowa. Będąc tyłem do bramki, mając tuż za sobą dwóch stoperów Śląska, zdołał się odwrócić i wpuścić piłkę w pole karne, gdzie już wbiegał rozpędzony Japończyk.

Kto wie czy gospodarze zdołaliby się otrząsnąć, gdyby nie błysk Pawła Zielińskiego, na którego w ostatnich tygodniach zaczęła się już mała pompka, niektórzy wręcz powoływali go do kadry – choć trener Pawłowski dawał sygnał, że chłopak nie jest gotowy. Tym razem pokazał coś nie całkiem typowego dla prawego obrońcy. Zdobył super bramkę, z dystansu, lewą nogą, a później jeszcze wielokrotnie szarpnął prawym skrzydłem, próbując coś zdziałać w ofensywie. Gdyby jacyś zagraniczni skauci mieli zgadnąć, kto z tej dwójki – on czy Sebastian Mila – albo z trójki: on, Mila czy Ostrowski – mógł błysnąć w kadrze w ostatnich kilku meczach, damy głowę, że tym razem nikt nie wskazałby Sebastiana, który próbując pokazać swój „magic touch”, rzadko kiedy czysto trafiał w piłkę.

Wynik 1:1 w gruncie rzeczy sprawiedliwy. W przekroju całego meczu żadna z drużyn nie zaprezentowała piłki, za którą z czystym sumieniem chciałoby się przyznawać komplet punktów.