Zrobi nam łaskę czy nie? Dostąpimy zaszczytu, a może minie nas ten splendor? Nawałka już po audiencji u Ojgena zbawiciela. Trwa nerwowe oczekiwanie na odpowiedź, a w domu pana Adama trwa nacieranie kolan maścią przeciwbólową.

Nawałka po audiencji u Ojgena zbawiciela

Selekcjoner reprezentacji Polski osobiście pofatygował się do pana „tak jak trenowaliśmy przed meczem ze Szkocją, to ja trenowałem w juniorach, a od meczu z Litwą wolałem urlop”. Kilka dni temu pisaliśmy tak:

Pan piłkarz napluł przełożonemu w twarz. Najpierw pokazał, że ma w dupie powołania na jakieś mało istotne mecze, a później podważył jego kompetencje, krytykując metody pracy. Nawałkę chyba zdawał sobie z tego sprawę, skoro ogłosił, że Polanski na grę nie ma już co liczyć. A tu nagle dziś, cytowany w Fakcie, twierdzi miłosiernie, że każdy zasługuje na drugą szansę. A żeby było jeszcze śmieszniej i bardziej żałośnie, naburmuszony Ojgen potwierdza, że to selekcjoner wyszedł z inicjatywą spotkania.

Wielka szkoda. Nasz selekcjoner z zasadami, gość z jajami, okazał się miękką fają. Jest już w 2/3 drogi by ostatecznie dokonać aktu samozniszczenia, udowodnić, że reprezentant Polski w stosunku do selekcjonera może sobie pozwolić na dowolną zniewagę. Selekcjoner… To znaczy powoływacz zniesie wszystko. Nawet jak raz zapowie, że do końca eliminacji gościa nie powoła, to nie tylko zmieni zdanie, ale jeszcze sam przyjedzie po prośbie. Tak się buduje autorytet i zdobywa szacunek?

Teraz Ojgen się zastanawia. Wspaniałomyślnie zgodził się na spotkanie, ale grać w kadrze? Musi to przemyśleć. Może trzeba się bardziej postarać? Wysyłać codziennie kosz czerwonych róż? Załatwić mu prywatny samolot, który będzie go transportował na zgrupowania? A może ktoś z PZPN-u (już nawet niekoniecznie Nawałka) powinien na pełny etat zostać oddelegowany do bycia lokajem w domu państwa Polanskich?

Przepraszamy, ale czy Polanski to jest jakiś Romario, żeby tak zabiegać o jego względy? Od kiedy ostatnio widzieliśmy go w kadrze prześcignął Maradonę pod względem umiejętności? To teraz Pele z Hoffenheim? Oby tak było, naprawdę, mamy nadzieję. Bo jeśli robimy mentalną laskę przeciętniakowi z Bundesligi, o którym zwykły kibic w Europie powie „kto to kurwa jest?”, to naprawdę smutne. Żeby nie powiedzieć: obrzydliwe.

I może rozsadzić szatnię od środka. Jak mają się czuć piłkarze, którzy daliby się pokroić za biało – czerwoną koszulkę, a którzy oglądaliby popisy Ojgena z ławki?

Szanujmy się. Powołanie do reprezentacji to wyróżnienie. Zaszczyt. Każdy, kto traktuje je inaczej, powinien zostać automatycznie skreślony. To nawet nie podlega dyskusji. Nie powinno. A jednak jest inaczej.

Patologia.

Fot.FotoPyK