– Zgadzam się, że widać złą tendencję. Z naszych – mojego i całego sztabu – obserwacji wynika, że największy postęp robią zawodnicy regularnie grający w ekstraklasie. Zachwycamy się Michałem Żyrą, Rafałem Janickim, Karolem Linettym, a to piłkarze, którzy występują w najlepszych polskich klubach i zbierają doświadczenie. Nie każdy przed zagranicznym transferem musi zagrać 100 meczów w lidze, ale wydaje mi się, że na wyjazd po jednym sezonie w ekstraklasie jest za wcześnie. W niej naprawdę można się rozwijać – mówi dziś na łamach Gazety Wyborczej Marcin Dorna, selekcjoner reprezentacji U-21.
FAKT
Na początek nietypowa informacja, choć spoza działu sportowego: Majdan rozważa transfer. Kiedyś był radnym PO, teraz może przejść do PiS. A w piłce Kowal rozlicza reprezentację.
Przekonuje pana zespół Adama Nawałki?
– Nie. Ostatnie dziesięć miesięcy nie były udane. Za dużo było testowania, sprawdzania, mieszania, a przecież w Faro wróciliśmy do punktu wyjścia. Jedenastkę dało się przewidzieć rok temu. Selekcjoner nie znalazł nikogo nowego do składu.
Czy to jest za grzeczna drużyna?
– Tak. Poza meczem z Litwą i oraz Danią za kadencji Waldemara Fornalika, zespół nie potrafi odrabiać strat. Jak dostaje cios, to leży na deskach do końca. Już go nie ma, nie potrafi się obudzić. Nie chodzi mi o umiejętności, bo tych nie brakuje. Ostatni mundial pokazał, że nie gwiazdy z wielkich klubów wygrywają mecze, ale zespoły. My go dotąd nie zobaczyliśmy i nie mamy. Jeśli ten zespół przegra eliminacje, na następne powinno zostać trzech-czterech zawodników. Reszta out. Nie ze względu na wiek, tylko brak umiejętności.
Największa niespodzianka dotychczasowych eliminacji? Szaleństwo Balaja w Portugalii.
To była największa sensacja początku eliminacji mistrzostw Europy! Portugalia z takimi piłkarzami, jak Pepe (31 l.), Fabio Coentrao (26 l.) czy Nani (28 l.), uległa Albanii 0:1. A zwycięskiego gola dla zespołu z Bałkanów zdobył Bekim Balaj. W poprzednim sezonie występował on ze średnim powodzeniem w Jagiellonii Białystok. Trafił tam nieco przez przypadek. W samolocie spotkał innego albańskiego piłkarza Sebino Plaku (29 l.), zawodnika Śląska Wrocław, który namówił go na transfer do Polski.
A przed kadrą Marcina Dorny bardzo ważny test.
Młodzieżowa reprezentacja Polski może już dziś zapewnić sobie awans do II rundy eliminacji mistrzostw Europy. Wystarczy, że podopieczni Marcina Dorny (35 l.) zremisują na wyjeździe z Grekami. Nawet porażka może dać awans, o ile w równolegle rozgrywanym meczu Szwecja – Turcja padnie remis. (…) Grecy dotychczas wygrali wszystkie trzy mecze na własnym boisku, ale w piątek ulegli na wyjeździe Szwecji (0:3) i nie ma co się ich bać. Milika w ataku zastąpi Kacper Przybyłko (21 l.) lub Piotr Parzyszek (21 l.), który wczoraj obchodził urodziny. Obyło się bez świętowania. – Niespodzianek nie było. Przed nami mecz – mówi napastnik belgijskiego Sint-Truiden.
Poza tym w ramkach:
– Paśniewski nowym kierownikiem Legii
– Wołąkiewicz zagra na prawej obronie
– Paixao odkłada kule i zacznie się normalnie poruszać
– Smuda zastanawia się nad zatrudnieniem Węgra Guzmicsa
RZECZPOSPOLITA
„Kadra tylko dla grających” – pisze w jedynym tutaj tekście Piotr Żelazny. Zaczyna się tak…
Najsłabiej w meczu z Gibraltarem wypadli piłkarze, którzy nie grają w swoich zagranicznych klubach. Efektowne zwycięstwo nad Gibraltarem (7:0) nie spowoduje gwałtownego podniesienia morale przed październikowymi meczami z Niemcami i Szkocją. Jeszcze przed meczem z amatorami Grzegorz Krychowiak powiedział, że Polacy mają więcej do stracenia niż zyskania. Widać to było chociażby po pierwszej połowie, gdy zawodnicy Adama Nawałki prowadzili tylko 1:0, a sposób, w jaki przeprowadzali kolejne ataki, wywoływał ból zębów. W internecie natychmiast zaroiło się od złośliwych komentarzy i dopiero strzelane seryjnie w drugiej połowie bramki zakończyły szyderstwa.
GAZETA WYBORCZA
Michał Szadkowski rozmawia z Marcinem Dorną i bardzo ta rozmowa nam się podoba. Otóż trener polskiej młodzieżówki opowiada o piłkarzach, wobec których mamy dziś największe nadzieje. Zaczyna się dość przykro: od przykładów niegrających Wolskiego, Furmana, Milika, Pawłowskiego, Wszołka czy Łasickiego…
Mógłbym wymienić jeszcze Bartłomieja Pawłowskiego, który z Málagi wrócił do Lechii, rezerwowego Sampdorii Pawła Wszołka, zesłanego przez Napoli do III ligi Igora Łasickiego. Historie tych piłkarzy są różne, ale efekt taki sam – odbijają się od europejskich klubów. Mamy ogólny problem?
– Zgadzam się, że widać złą tendencję. Z naszych – mojego i całego sztabu – obserwacji wynika, że największy postęp robią zawodnicy regularnie grający w ekstraklasie. Zachwycamy się Michałem Żyrą, Rafałem Janickim, Karolem Linettym, a to piłkarze, którzy występują w najlepszych polskich klubach i zbierają doświadczenie. Nie każdy przed zagranicznym transferem musi zagrać 100 meczów w lidze, ale wydaje mi się, że na wyjazd po jednym sezonie w ekstraklasie jest za wcześnie. W niej naprawdę można się rozwijać.
Podawał pan przykłady Szczęsnego i Krychowiaka, którzy opuścili Polskę jako dzieci. Może to też metoda.
– Wymieniliśmy trzy sposoby pokierowania karierą: wyjechać jako bardzo młodzi ludzie, nie do pierwszej drużyny, ale do akademii; po jednym-dwóch sezonach w lidze; w wieku 23-24 lat, ze sporym doświadczeniem. Z moich statystyk wynika, że pierwszą możliwość wybiera kilkudziesięciu nastoletnich graczy rocznie. Kilku się udało, ale wielu wraca. Obserwujemy zawodników z drużyny do lat 17, z którą w 2012 r. graliśmy w półfinale mistrzostw Europy. Gracjan Horoszkiewicz i Rafał Włodarczyk wrócili z Herthy Berlin, Mariusz Stępiński po sezonie w Nürnberg został wypożyczony do Wisły. Wszyscy wyjechali, gdy mieli lat naście. Dla każdej drogi znajdziemy przykłady pozytywne i negatywne. Powtarzam – kluczowy jest wybór klubu, młodzi ludzie powinni kierować się głównie tym, czy będą mogli grać i się rozwijać.
Ale są pewnie też cechy charakteru, które pomagają w przebiciu się za granicą.
– Trudno byłoby mi wymienić cechy, które przydają się za granicą, a nie są pożądane w Polsce. Wszędzie piłkarz musi być zdyscyplinowany i rzetelnie podchodzić do obowiązków. Za granicą dochodzi do tego umiejętność dostosowania się – nauka języka, aklimatyzacja w nowym środowisku i kulturze, poradzenie sobie z rozłąką z rodziną. Czynników jest mnóstwo.
Interesujący wywiad.
SUPER EXPRESS
W Superaku mamy pięć stron o sporcie, a o piłce – jedną. Na pewno można zerknąć na tekst, jak to Lewandowski przeskoczył legendy naszego futbolu.
Mimo że to był mecz ze słabiutkim Gibraltarem, to Robert Lewandowski (26 l.) zapamięta go na długo. Po raz pierwszy strzelił w jednym meczu kadry cztery gole i za jednym zamachem przeskoczył w klasyfikacji strzelców wszech czasów trzech piłkarzy: Dariusza Dziekanowskiego, Euzebiusza Smolarka (po 20 goli) i Ernesta Wilimowskiego (21). „Lewy” w tym momencie ma 23 trafienia. Tak naprawdę nie był to wielki mecz ani Lewandowskiego, ani jego kolegów (zwłaszcza w pierwszej połowie) i trudno o jakiekolwiek wnioski przed październikowym starciem z Niemcami. Potwierdza to kapitan reprezentacji Polski, który jest umiarkowanie zadowolony z tego, co zespół pokazał w Faro. – W pierwszej połowie, po premierowym golu, niepotrzebnie zwolniliśmy grę – przyznał Lewandowski. – Na szczęście w drugiej odsłonie wyglądało to już tak jak trzeba, choć zgadzam się z opiniami, że nie ma sensu wyciągać z tego meczu głębokich wniosków, zwłaszcza w kontekście starcia z Niemcami. To będzie zupełnie inny rywal, przyjadą do nas mistrzowie świata. Ale nie przestraszymy się ich, z nimi też można powalczyć – obiecywał „Lewy”, który meczem z Gibraltarem mocno poprawił dorobek strzelecki w kadrze.
Pierwsza piątką wygląda natomiast następująco:
1. Włodzimierz Lubański 48
2. Grzegorz Lato 45
3. Kazimierz Deyna 41
4. Ernest Pohl 39
5. Andrzej Szarmach 32
SPORT
„Lewy” straszy Loewa – przekonuje Sport już na okładce.
Taki tytuł nie wziął się znikąd, bo w gazecie trafiamy na tekst, jak to Niemcy boją się Lewandowskiego.
„Najważniejsze jest zwycięstwo” – powtarzają niemieckie media po inaugurującym eliminacje mistrzostw Europy starciu ze Szkocją (2:1). Styl wygranej mistrzów świata nad Szkotami pozostawił jednak wiele do życzenia. O ile w ataku reprezentacja Niemiec grała przyzwoicie, a swoje zrobił niezawodny Thomas Müller, autor dwóch goli, o tyle w obronie najlepsza drużyna świata nadal prezentuje się fatalnie. Strzeliłem samemu Manuelowi Neuerowi. Nawet w grze FIFA mi się to nie udaje – napisał na Twitterze Ikechukwu Anya, autor bramki dla Szkotów. No właśnie, sęk w tym, że Niemcom łatwiej strzelić gola w rzeczywistości niż w grze komputerowej. Już mecz z Argentyną pokazał, jak rozchwiana jest niemiecka defensywa bez Matsa Hummelsa, Pera Mertesackera i Philippa Lahma. Nasi zachodni sąsiedzi pocieszali się jednak, że Szkocja to nie Argentyna, a w składzie Wyspiarzy nie ma Angela Di Marii: Ten mecz obnażył jednak nasze fatalne braki w defensywie. Fatalnie, że następnym przeciwnikiem jest Polska, która ma w składzie napastnika światowego formatu Roberta Lewandowskiego” – napisał Focus. Dziennikarze magazynu zapytali Joachima Löwa, co musi się stać, by w październiku Polska nie strzeliła Niemcom gola. – Nie wiem, może po prostu nic wielkiego? Jasne, brakuje nam kilku zawodników, którzy w mistrzostwach świata dawali nam jakość. Brakuje nam w pomocy Schweinsteigera, Khediry, Özila, którzy dawali nam stabilizację. Musimy w najbliższych miesiącach trochę improwizować. Khedira do października na pewno nie wróci, nie wiadomo, co będzie z Marco Reusem, ale nie ma co przesadzać. To nie budzi mojego wielkiego bólu głowy przed kolejnymi spotkaniami – stwierdził selekcjoner.
Kilka krótkich sztampowych tekstów o reprezentacji Nawałki omijamy. Poza tym, dziś wszystkie oczy zwrócone na młodzieżówkę Dorny – już tylko ostatni krok reprezentacji U-21.
Nawet nikła porażka w Grecji może polskiej młodzieżówce dać triumf w grupie 7. Remis gwarantuje nam pierwsze miejsce i awans do play off. Dwa dni po lekkim, łatwym i przyjemnym 7:0 pierwszej reprezentacji w meczu z Gibraltarem, mecz o życie zagrają w Katerini nasi młodzieżowcy. Stawka – niebagatelna, choć do celu ostatecznego droga jeszcze daleka. Wyjście z grupy eliminacyjnej młodzieżowych mistrzostw Europy jest jednak warunkiem niezbędnym pozostanie w grze o igrzyska olimpijskie w Rio de Janeiro w 2016 roku! – Możemy osiągnąć coś wielkiego – mówił przed odlotem do Grecji Daniel Dziwniel, obrońca Ruchu. – Dawno już polska młodzieżówka nie zaszła tak daleko, więc trzeba zrobić ten ostatni – na razie! – krok – dopowiadał. Te kolejne – to zwycięstwo w dwumeczu fazy play off (losowanie par – 12 września w Nyonie), a potem miejsce na podium MME, których finały odbędą się w dniach 17-30 czerwca 2015 roku w Czechach. Ów ostatni krok to co najmniej jeden punkt zdobyty w Katerini, który zapewni nam wyjście z grupy z pierwszego miejsca (mamy lepszy bilans spotkań i z Turcją, i ze Szwecją – jeden z tych zespołów może się zrównać z nami punktami). Porażka (jednobramkowa) też nie oznaczać musi rozstania z eliminacjami, ale czyni nas zależnymi od wyników innych gier (również w innych grupach). – Remis? Nie interesuje mnie. W każdym meczu gramy o zwycięstwo! – podkreśla trener Marcin Dorna. – Bo jeśli grasz o remis, to najpewniej przegrasz…
Przed Ruchem Chorzów ciężkie zadanie: jak zatrzymać najlepszych piłkarzy? Czyli nie tylko Starzyński…
Negocjacje ze Starzyńskim to dopiero wierzchołek góry lodowej związanej z rozmowami o przedłużeniu kontraktów z kluczowymi zawodnikami Ruchu. W czerwcu 2015 roku umowy wygasają także innym piłkarzom. Już latem usługami Grzegorza Kuświka zainteresowanych było kilka klubów, lecz potencjalni kupcy konkretnych ofert nie przedstawili. Sam zawodnik też nigdzie się nie wybierał. – Nie będę ukrywał, że były pytania o moją osobę, ale mam ważny kontrakt z Ruchem do czerwca. Nie mam w umowie klauzuli odstępnego, więc władze klubu musiałyby się zgodzić na moją sprzedaż – mówił nam kilka tygodni temu Kuświk. Potwierdza to Mariusz Klimek, doradca zarządu ds. sportowych. – Telefony w sprawie Starzyńskiego czy Kuświka mamy co kilka dni, lecz na biurko żadna oferta nie trafiła – zaznacza działacz Niebieskich. Kolejnym ważnym ogniwem chorzowian, którego kontrakt wkracza w ostatnią fazę jest Daniel Dziwniel. Lewy obrońca ma w umowie wpisaną klauzulę odejścia, wynoszącą około 300 tysięcy euro. W lipcu wydawało się, że piłkarz trafi do Pogoni Szczecin, lecz temat nie został sfinalizowany. Wydaje się też, że zimą nikt nie wyłoży na stół wspomnianej kwoty, skoro za sześć miesięcy lewonożny piłkarz będzie do wzięcia za darmo. Chyba, że przedłuży kontrakt. Trzecim piłkarzem czekającym na rozmowy z działaczami jest Bartłomiej Babiarz. Środkowy pomocnik jest jednym z odkryć zespołu Jana Kociana.
PRZEGLĄD SPORTOWY
Okładka zadedykowana siatkarzom.
Zaczynamy felietonem Dariusza Dziekanowskiego – Dziekan zachwyca się Grosickim.
Dość mam już słuchania opowieści o tym, jakim to potencjałem dysponuje nasza reprezentacja, że ciągle drzemią w niej rezerwy. Jeśli drzemią w tobie rezerwy, to znaczy, że swoją postawą nie spełniasz oczekiwań, jakie stawia przed tobą gra w drużynie narodowej. Bo kiedy, jeśli nie w meczu kadry ten potencjał masz pokazać? Nie można przyjeżdżać na taki mecz i grać na pół gwizdka. Po spotkaniu Kamil mówił, że kilka razy popełnił dziecinne błędy techniczne. To żaden wstyd, ale patrząc na jego grę byłem dziwnie spokojny, że zrobi w tym spotkaniu wszystko, na co go stać. Na tle piłkarzy Gibraltaru wyglądał jak gość prujący na motorze wśród rowerzystów. Grosicki z natury jest szybkim zawodnikiem, ale żeby tę przewagę nad rywalem pokazać, najważniejsza jest głowa, odpowiednie nastawienie. (…) Wydawało się to niemożliwe w meczu z takim rywalem, ale moim zdaniem Kamil zapewnił sobie miejsce w wyjściowej jedenastce na kolejny, z Niemcami, bez względu na to, czy do dyspozycji Nawałki będzie już Kuba Błaszczykowski, czy nie.
W PS również mamy rozmowę z Kowalczykiem, ale tutaj w wersji obszerniejszej.
Awans to obowiązek?
– Będę zadowolony z trzeciego miejsca. W meczu o punkty poważnego rywala Polska pokonała w 2007 roku! W ostatnich 27 meczach o stawkę cztery razy pokonała San Marino, raz Mołdawię, Czechy i Gibraltar. To nie jest powód do dumy, ale szansa na awans jest duża. Czekam na przełomowy występ kadry Nawałki i liczę, że to będzie ze Szkocją. Chciałbym powiedzieć o Polsce: „To jest wielka drużyna”. Ostatni raz zdarzyło mi się po wygranej z Portugalią w Chorzowie w 2006 roku.
(…)
Widzi pan boiskowych liderów zespołu?
– Nie. Kiedyś w kadrze grali zawodnicy wychowani na podwórkach, teraz dorosło inne pokolenie. Za dużo oczekujemy od trenera Nawałki, to nie on wychodzi na boisko dać sygnał do walki i ataku. Liderem mógłby być Artur Boruc albo Wojtek Szczęsny, ale to bramkarze. Nikt nie umie zastąpić Kuby Błaszczykowskiego. Liczę na Lewandowskiego, w niemieckim futbolu nie ma miejsca dla mięczaków. Ale kto pójdzie za Robertem? Jeśli drużyna będzie podzielona na grupki, to źle skończy eliminacje. A my powinniśmy być na wielkich imprezach. Z 53 federacji UEFA do Francji pojadą aż 23. Nie awansują tylko najsłabsi.
Co można przeczytać tutaj, czego nie ma nigdzie indziej? O bilansie strzeleckim Lewandowskiego czytaliśmy w Fakcie, o nowym dyrektorze Legii – również, a o rozmowach w Ruchu – w Sporcie. Spójrzmy więc na krótką rozmowę z trenerem Podbeskidzia: Ojrzyński pytany jest m.in. o Chmiela w reprezentacji.
Pierwszy etap sezonu zakończyliście na czwartym miejscu, najwyższym w historii klubu. To chyba wymarzony początek?
– Czujemy się z tym bardzo dobrze, bo większość spotkań rozstrzygnęliśmy na swoją korzyść, a mieliśmy przeciez trudne mecze. Za nami jednak dopiero 1/3 tegorocznych spotkań i na razie patrzymy na to spokojnie. Nadal musimy ciężko pracować. Dawka meczów jest spora, a boiska coraz gorsze, bardziej grząskie, więc będą nam się zdarzały kontuzje. Nie mamy swoich boisk, jeździmy po różnych miejscowościach i raz płyta jest dobra, a raz zła. Zobaczymy, jak będziemy w kolejnych tygodniach i miesiącach wyglądać personalnie. A przed sezonem słyszało się głosy, że mamy za szeroką kadrę…
(…)
Gdyby był pan selekcjonerem, spróbowałby pan w kadrze Damiana Chmiela? W tej chwili to najlepiej punktujący piłkarz w lidze.
– Na razie selekcjoner go nie powołał, ale jeśli będzie dalej tak punktował, myślę, że w końcu zapracuje na swoją szansę. Na razie z polskiej ligi wybił się właściwie tylko Maciek Sadlok, który spisuje się wyśmienicie. On oddaje masę strzałów, Wisła lideruje, a Sadlok jest dla niej jak dla nas Chmiel. Jednak konkurencja na lewej obronie w kadrze jest zupełnie inna niż na skrzydłach. Niech Damian ma takie marzenia, niech je realizuje, niech dąży do tego. Jest na dobrej drodze.









