Honduras miał odesłać na emeryturę Ottmara Hitzfelda? Żarty…

redakcja

Autor:redakcja

25 czerwca 2014, 22:30 • 2 min czytania

Reklama
Honduras miał odesłać na emeryturę Ottmara Hitzfelda? Żarty…

Reklama

Po awansie kolejno: Kostaryki, Brazylii, Meksyku, Chile, Kolumbii i Urugwaju, wreszcie doczekaliśmy się pierwszej amerykańskiej ekipy, która wyjeżdża do domu. I od razu trzeba sobie powiedzieć otwarcie: Honduras po prostu na to zasłużył. W każdym z meczów fazy grupowej pracował wyłącznie na to, byśmy mogli pożegnać go absolutnie bez żalu. W efekcie, przygodę z Brazylią kończy bez punktu, nadal pozostając zespołem, który jeszcze nigdy w swojej historii nie wygrał na mistrzostwach świata.

Zresztą umówmy się, reprezentacja mająca w ataku Carlo Costly’ego to nie może być poważna drużyna, godna awansu do 1/8 finału.

Na początku mieliśmy dziś do czynienia z małym deja vu, bowiem kto sięgnie pamięcią cztery lata do tyłu, przypomni sobie, że ekipa Szwajcarii na poprzednim mundialu była w identycznej sytuacji, jak ta, w jakiej znalazła się dzisiaj. W RPA też miała na koncie trzy punkty, nadzieje na awans i Honduras za rywala w ostatnim spotkaniu. Nawet dokładna data się zgadza: 25 czerwca 2010.

Na całe szczęście – zmienił się wynik.

Reklama

Gdyby nie fakt, że wilgotność i temperatura w Manaus sięgała dziś jakichś chorych rozmiarów, napisalibyśmy, że Szwajcarzy nawet nie zdążyli się spocić, a już prowadzili 2:0. Obie bramki zdobyli – a właściwie zdobył… niezawodny Shaqiri – praktycznie bez ostrzeżenia. Bomba z szóstej minuty spokojnie może konkurować z golem Tima Cahilla do miana najładniejszego trafienia z dystansu na tym turnieju.

Później poszło już z górki. Sprytni Szwajcarzy, prowadząc 1:0, pozwolili Honduranom grać w piłkę. Rzecz w tym, że ci… grać nie umieli, wcale a wcale. W ataku pozycyjnym męczyli się niemiłosiernie. Każde zagranie wydawało się maksymalnie przewidywalne, pozbawione pomysłu i tempa. Wystarczyło ich szybko skontrować, posłać długie podanie (Inler), wypatrzyć niezawodnego snajpera (Drmić) i pokonać Valladaresa ponownie (po raz drugi Shaqiri).

Ten ostatni był dziś absolutnie wspaniały. W sumie: oddał siedem strzałów, zdobył trzy bramki i jeszcze trzy kolejne okazje wypracował partnerom, notując celność zagrać na poziomie dziewięćdziesięciu procent. Po przerwie, kiedy Honduras wreszcie doszedł do głosu, jeszcze raz pozbawił go złudzeń.

Jedyne, co nas w tym meczu nieco raziło, to szwajcarska nieporadność w obronie. Sam wynik zupełnie nic nam o niej nie powie, ale kto oglądał w miarę wnikliwie ten wie, że po przerwie każda poważniejsza drużyna wykorzystałaby przynajmniej dwie, trzy okazje, które jakimś cudem zrodziły się w polu karnym Benaglio. No, ale to wszystko detale. Generalnie, Honduras nie był zespołem godnym tego, by odsyłać na emeryturę Ottmara Hitzfelda, który otwarcie przyznaje, że moment odpadnięcia z mundialu równa się zakończeniu jego długiej i pięknej kariery.

Reklama

Wieńczyć ją meczem z Argentyną to, przyznacie, perspektywa znacznie bardziej godna trenera tego pokroju.

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Raków był już dogadany na duży transfer. Kontuzja pokrzyżowała plany

Mikołaj Duda
0
Raków był już dogadany na duży transfer. Kontuzja pokrzyżowała plany
Ekstraklasa

Angel Rodado zagra dla… reprezentacji Polski? „To byłby zaszczyt”

Mikołaj Duda
11
Angel Rodado zagra dla… reprezentacji Polski? „To byłby zaszczyt”

Weszło

Reklama