Zaczęło się jak w bajce. „Łabędzie” okazały się sensacją ubiegłego sezonu, a Michael Laudrup śmiało mógł uśmiechnąć się w duchu, szepcząc pod nosem „veni, vidi, vici”. Walijska drużyna w sezonie 2012/13 zajęła wysokie dziewiąte miejsce, a prawdziwą wisienką na torcie okazało się zdobycie Pucharu Ligi. Laudrupa chwalono za wyniki oraz styl gry drużyny, wszyscy kochali wszystkich, sielanka niczym w pierwszych odcinkach „Dynastii”. Eksperci zachwycali się bezbolesnym przejęciem ekipy osieroconej przez Brendana Rodgersa, a Laudrup zbierał komplementy za kontynuowanie atrakcyjnej dla oka filozofii gry swojego poprzednika. Nic nie trwa jednak wiecznie.
Łabędzie z podciętymi skrzydłami
Wczoraj wieczorem klub wydał niespodziewane oświadczenie mówiące, że kontrakt Laudrupa został rozwiązany, a jego obowiązki przejął 35-letni obrońca „Łabędzi”, doświadczony Garry Monk. Wspierać go będzie trener pierwszej drużyny, Alan Curtis. Klub zastrzegł także, iż nie będzie udzielał żadnych dalszych wyjaśnień, ale jeśli coś się zmieni, opinia publiczna zostanie poinformowana. W środowisku od razu zawrzało, większość ludzi związanych z angielską piłką czytała oświadczenie klubu z niedowierzaniem. Więcej pary z ust puścił za to prezes klubu Huw Jenkins. Działacz Swansea powiedział, iż decyzję podjęto niechętnie, a Laudrupa wspierano do ostatnich chwil jego pracy na Liberty Stadium. Jenkins przyznał, iż starał się znaleźć z Laudrupem wspólne wyjście z sytuacji, ale po ostatniej rozmowie zrozumiał, iż dalsza współpraca nie jest jednak możliwa. Dalej były standardowe dyrdymały o tym, że „trzeba iść naprzód, a podjęte decyzje mają na względzie wyłącznie dobro całej organizacji”.
Swansea w obecnym sezonie zajmuje 12. lokatę w tabeli, ale ma jedynie dwa punkty przewagi nad strefą spadkową. O dymisji Duńczyka zadecydowała słaba postawa w obecnym sezonie, z ostatnich 10 spotkań jego drużyna wygrała zaledwie jedno. Gwoździem do trumny okazał się być ostatni mecz – „Łabędzie” przegrały 0:2 z West Hamem, a pogrążył je duet Carroll – Nolan. Trochę jak u Szekspira – „ktoś nie śpi, żeby spać mógł ktoś”. Tonący Sam Allardyce łyknął nieco świeżego powietrza, ale posłał tym samym na dno Laudrupa. W naturze suma zysków i strat zawsze wychodzi na zero.
Strzał w stopę
Jak całe to zamieszanie wpłynie na klub z Liberty Stadium? Pytanie trudne, gdyż nie wiadomo jakim tokiem pójdą następca/następcy byłego duńskiego piłkarza. Projekt o nazwie „Swansealona” był zjawiskiem unikalnym nawet jak na standardy Premier League. Drużyna nie miała potencjału Manchesteru United czy Chelsea, ale była wierna swojej filozofii gry, oglądało się ją z prawdziwą przyjemnością. Podania po ziemi, płynna gra do przodu, zero siermiężnego futbolu spod znaku trenerskich troglodytów pokroju wspomnianego już dzisiaj Allardyce`a. Swansea była oczkiem w głowie całej ligi, takim trochę romantycznym bohaterem futbolu. Podążali raz obraną drogą, konsekwentnie grając futbol na tak.
Jenkins i spółka zagrali va banque. Do końca sezonu pozostało 14 kolejek i Swansea albo posypie się jeszcze bardziej, albo zadziała efekt miotły, a w tym wypadku dwóch mioteł. Naszym zdaniem szefostwo klubu przeszarżowało, a zwolnienie Laudrupa jest wielkim błędem. Duńczyk wiedział o co chodzi w futbolu, starał się, aby jego drużyna grała tak, jak niegdyś on. Do przodu, z pasją i fantazją. Michaela dopadł trochę syndrom drugiego sezonu, a z pierwszego planu dodatkowo zniknął rewelacyjny w zeszłej kampanii Michu. Swansea stanęła na rozdrożu, ale klub zrobił najgorzej jak mógł, rozstając się z Laudrupem, a oddając drużynę w ręce Monka. Popatrzcie na kazus sir Aleksa Fergusona. Opłaca się czekać, cierpliwi zawsze wygrywają. Ci bardziej krewcy przeważnie pierwsi kończą w piachu.
KUBA MACHOWINA