Kolejny adwokat przemówił: kadra niszczy psychicznie

redakcja

Autor:redakcja

02 lutego 2014, 15:15 • 3 min czytania

Reklama
Kolejny adwokat przemówił: kadra niszczy psychicznie

To już zalatuje zorganizowaną akcją. Najpierw Andrzej Szarmach przekonywał na łamach Sportu, że na Obraniaka w reprezentacji uwziął się Błaszczykowski z koleżkami. Teraz podobną śpiewkę słyszymy z ust Piotra Boenischa, ojca Sebastiana. Okazuje się, że Niemiec został wykończony psychicznie przez dręczycieli z reprezentacji Polski. Wszystko układa się więc w logiczną całość – już nie tylko media uwzięły na młodego Boenischa, a również piłkarze i Waldemar Fornalik. Mówiąc wprost, cała Polska.
W wywiadzie dla Polsatu senior Boenisch mówi: – Z synem rozmawiamy bardzo często i inaczej brzmi jego głos, kiedy trenuje w Leverkusen, a inaczej, gdy jest na reprezentacji. To pogodny, uśmiechnięty chłopak, ale z kadry zawsze przyjeżdżał wykończony psychicznie. Jakby pan siedział przy stole z dwudziestoma kolegami i wszyscy dawaliby panu do zrozumienia, że jest pan niechciany, to byłby pan szczęśliwy? Gdyby zostawiano pana na boku, nie brano do grupy…

Reklama

Jeśli zdarza wam się oglądać na YouTube kanał „فączy nas piłka”, nie wierzcie w to, co tam widzicie. Wszystko to ustawki, wyreżyserowane ujęcia i doklejone uśmiechy. Gdy czerwona lampka kamery gaśnie, na tapetę wracają zawiść, zazdrość i wredne spojrzenia. Całą kliką dowodzi Błaszczykowski, lecz inni również nie odpuszczają. A tak na serio, to nie jesteśmy naiwni i nie twierdzimy, że wszyscy w kadrze poklepują się po ramieniu i opowiadają sobie śmieszne historie. W każdej drużynie, czy też innej społeczności (klasa, firma, wstawcie w to miejsce, co chcecie) tworzą się grupki, lubiące się mniej lub bardziej. To całkowicie normalne. Jeżeli Boenischa (podobnie jak Ludo) nie potrafiła zaakceptować żadna z nich, to czas chyba się zastanowić, czy przypadkiem problem nie leżał po jego stronie. Warto zadać pytanie, ile zrobił sam Sebastian, by zyskać uznanie grupy. My nieśmiało podpowiemy, że swoją postawą na boisku, lewy obrońca Bayeru Leverkusen raczej sobie na owo uznanie nie zasłużył.

Szczerze mówiąc, nas brak sympatii dla Sebastiana Boenischa wcale nie dziwi. Wbrew przekonaniu niektórych, reprezentanci Polski to nie banda idiotów. Oni widzą i analizują to, co się dookoła nich dzieje. Już za Smudy Boenisch był świętą krową. Jego ojciec może się zapierać w dwudziestu wywiadach, że było inaczej, ale specjalne traktowanie Boenischa to fakt. Jak bowiem inaczej wytłumaczyć to, że facet, który na dobrą sprawę dwa lata nie grał w piłkę, z miejsca dostaje pewny plac na najważniejszej dla Polski imprezie w historii? Wraz z odejściem Smudy skończyło się trzymanie go pod kloszem. Zaczęła się normalna rywalizacja, z którą piłkarz z polskim paszportem sobie najzwyczajniej w świecie nie radzi. Zwalanie wszystkiego na klimat w szatni to wybielanie własnej osoby i zatajanie niewygodnej prawdy. Nie chce nam się już po raz setny kopiować kompilacji, na których widać jak Boenisch: odpuszcza, cofa nogę, truchtem wraca na własną połowę, czy daje się ogrywać listonoszom z San Marino. Pod względem piłkarskim obrońca Bayeru Leverkusen tej drużynie nie dawał absolutnie nic. Czy można się więc dziwić, że kolejni selekcjonerzy szukali innych rozwiązań? Nie bardzo.

W swych przemyśleniach Piotr Boenisch idzie dalej, sugerując, że kiepska postawa Lewandowskiego w reprezentacji to również wynik braku akceptacji. Po fali śmiechu, który ogarnął o nas, gdy przeczytaliśmy te słowa, postanowiliśmy sprawę przemilczeć. Potraktujmy ją jako kabaretowy fragment całego wystąpienia. Nieudany żart, zdarza się.

Senior Boenisch nie pierwszy raz nieudolnie staje w obronie swego syna. Oczywiście takie jego ojcowskie prawo, ale my wolelibyśmy, żeby głos w swojej w sprawie zabrał sam Sebastian. Zasłanianie się adwokatami ani jemu, ani Ludo nie przysporzy raczej popularności w szatni. W takie rozwiązanie jednak nie wierzymy. Nie zdziwi nas za to, gdy na dniach przeczytamy wypowiedź kuzyna Eugena Polańskiego, który przyzna, że Ojgenowi Krychowiak pluje do zupy, albo kogoś z obozu Damiena Perquisa o tym jak Francuza wykończył Glik, kopiąc go po kostkach, gdy trener nie patrzy. Wygląda to wszystko na lekką dziecinadę.

Reklama

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Reklama
Piłka nożna

Gwiazda potwierdza nadchodzący transfer. „Jestem gotowy na nową przygodę”

Braian Wilma
0
Gwiazda potwierdza nadchodzący transfer. „Jestem gotowy na nową przygodę”
Ekstraklasa

PDW! Cracovia jest otwarta na media, więc banuje dziennikarzy

Jan Broda
0
PDW! Cracovia jest otwarta na media, więc banuje dziennikarzy

Weszło

Reklama