Rywalizował o swoje miejsce z kapitanem zespołu i grał tylko wtedy, gdy tamten był w słabszej dyspozycji, albo miał jakieś urazy. Raczej to Patryk wchodził z ławki za niego. Gdybym go forował, to grałby od pierwszej do ostatniej minuty we wszystkich spotkaniach – tak Dariusz Kubicki odpiera zarzuty o nepotyzm. Prócz tego w rozmowie z Weszło zdradza kulisy odejścia z Sibiru, a także mówi o celach Olimpii Grudziądz, swojego nowego klubu.

Dariusz Kubicki: Idąc do Sibiru pokazałem, że mam silną osobowość

Kiedy odchodził pan kilka ładnych lat temu z Legii jednym z zarzutów wobec pana było to, że nie stawia pan na Smolińskiego. Dziś chyba nie będzie z tym problemu.
Ja nie pamiętam, co na śniadanie jadłem, a pan chce, żebym wspominał to, co było siedem czy osiem lat temu?

To dobry punkt wyjścia do rozmowy. Ani on, ani pan nie marzyliście prawie dekadę temu o Grudziądzu, tylko liczyliście na coś zdecydowanie więcej.
Tak wygląda to życie piłkarskie, że wszystko jest płynne. Ludzie, którzy ze sobą pracowali, spotykają się w innych miejscach. Nie tylko ze Smolińskim wcześniej pracowałem.

Ale wtedy mógł pan liczyć, że osiągnie więcej. Teraz po Podbeskidziu i Sibirze, Olimpia to krok wstecz?
Nie sądzę. Mi praca sprawia przyjemność, a jako trener można się realizować na każdym poziomie, nie tylko tym najwyższym. Odkąd tutaj przyszedłem, widzę duże możliwości rozwoju tego klubu. Mam nadzieję, że ja im tylko w tym pomogę. Trener sam nie decyduje o tym, gdzie pracuje. Robi to tam, gdzie jest akurat zapotrzebowanie na jego usługi, wiedzę, doświadczenie itd. Ja dostałem propozycję z Grudziądza i skoro tu jestem to znaczy, że spełnia ona moje oczekiwania.

Z dzisiejszej perspektywy odejście z Podbeskidzia to była dobra decyzja?
Musimy pamiętać, że nieczęsto się zdarza się, że polski trener otrzymuje ofertę pracy z zagranicznego klubu. Jestem dorosłym facetem i doszedłem do wniosku, że chcę z tej oferty skorzystać. Być może to była moja ostatnia taka szansa i potem mógłbym tylko żałować. Decyzję podjąłem bez wahania. Zresztą ja nie oglądam się w tył! Nie zajmuję tym miejsca na twardym dysku. Patrzę do przodu i to mnie napędza, daje energię do działania.

Drugiego podejścia do Sibiru nie zaliczy pan raczej do udanych przygód.
Teraz była nieco inna sytuacja. Za pierwszym razem byłem tam asystentem, a plan długofalowy zakładał, że przejmę zespół. Zmieniły się jednak władze w klubie i prowadziłem drużynę tylko w pięciu meczach. I to nie jako pierwszy trener, tylko osoba pełniąca obowiązki trenera. Pokazałem się z niezłej strony, bo dwa mecze wygrałem i trzy zremisowałem, a przede mną były same porażki. Dzięki temu przypomnieli sobie o mnie po pewnym czasie. Zresztą ja zawsze staram się rozstawać z klubami w przyjaznej atmosferze, bo to w życiu różnie bywa i nieraz można jeszcze na siebie trafić.

Wróćmy może do pytania. Pod względem sportowym czas spędzony w Sibirze to porażka?
Dlaczego?

Zwolniono pana za słabe wyniki.
Wiem, ale inne zadania były stawiane przede mną na początku pracy. W zasadzie miałem tylko zabezpieczyć byt. Wziąłem 8-9 chłopców z drugiego zespołu, daty urodzenia 92/93. Byłem trzy czy cztery punkty nad strefą spadkową. Później się opcja zmieniła, celem miało być szóste miejsce. Zmniejszony został budżet o połowę i powiedziałem, że ja nie jestem w stanie tego zagwarantować. Inni trenerzy pracujący w klubie zgodzili się natomiast z merem, że to jest jak najbardziej zespół na szóste miejsce. Rzeczywistość pokazała jednak, że po moim odejściu mają punkt nad strefą spadkową. Racja była po mojej stronie. Inne były założenia. Ten rok miał być przejściowy. Ja miałem jeszcze półtorej roku kontaktu. Zaproponowali żebym podpisał, że jak w czerwcu nie będziemy na szóstym miejscu, to kontrakt się sam rozwiązuje, czyli tak jakbym zrezygnował z rocznej umowy. Nie miałem zamiaru tego robić i się nie zgodziłem.

Oczekiwania były nieadekwatne do potencjału, który pan posiadał w szatni?
Na początku były oczekiwania, za które głowę sobie dawałem ściąć. Później się zmieniły – z utrzymania na szóste miejsce, a to absolutnie nie był zespół na taką lokatę. To była drużyna, aby spokojnie utrzymać się w tej klasie rozgrywkowej.

I utrzymanie pan gwarantował?
Oczywiście, bez problemu.

Wszystkiemu winni ludzie, którzy przyklaskiwali właścicielowi?
Może nie „przyklaskiwali”. Wie pan, dyplomacja jest również potrzebna. Oni zachowywali się może bardziej dyplomatycznie niż ja (śmiech).

Zarzucano też panu, że foruje syna.
Ale ja go absolutnie nie forowałem. Rywalizował o swoje miejsce z kapitanem zespołu i grał tylko wtedy, gdy tamten był w słabszej dyspozycji, albo miał jakieś urazy. Raczej to Patryk wchodził za tego zawodnika. Gdybym forował, to grałby od pierwszej do ostatniej minuty we wszystkich spotkaniach. Pamiętam mecz wygrany na wyjeździe 4-0, gdzie syn grał 90 minut, a w następnym wyleczył się kapitan i wrócił do składu. Wydaje mi się, że to absolutnie bezpodstawny zarzut.

Jeżeli popatrzymy na jego bilanse, to mamy 15 spotkań i zero goli, zero asyst. Jak na skrzydłowego to nie za dobrze.
Są skrzydłowi, którzy grają przez dwa lata i nie mają goli i asyst.

Jak Piotrek Malinowski.
No widzi pan. Malinowski ma 200 meczów i jest wyróżniającym się zawodnikiem. Nie zawsze te statystyki są wymierne. Często zawodnik kreuje sytuacje kolegom z zespołu, a oni ich nie wykorzystują, czy nawet sam ma sytuacje i ich nie strzela. Statystyki są więc złudne.

Nie było opcji powrotu Patryka do Polski, skoro pan też wrócił?
On ma swoje życie, ja mam swoje. Z tego co wiem, on teraz jedzie na obóz do Turcji. Myślę, że zostaje, ale szczerze mówiąc nie rozmawiałem z nim w ostatnich dniach. Tam ma bardzo dobre warunki do rozwoju. Jemu się podoba, uczy się języka, więc dla niego to krok to przodu. Ale nie zawracajmy sobie dupy Patrykiem. Ja mam tu swoje sprawy, a on swoje 4500 kilometrów stąd.

Myśli pan, że rozstanie z Podbeskidziem w takich a nie innych okolicznościach, mogło panu utrudnić powrót do trenowania w Polsce?
Wręcz przeciwnie. Pokazałem tym zachowaniem, jaką mam silną osobowość. Gdyby to była oferta z Polski, to nawet by prezes o niej nie wiedział. Niezależnie od tego, jaki to byłby klub. Myślę, że na tym można zakończyć tę sprawę.

Nie niepokoi pana sposób, w jaki Olimpia rozstała się z trenerem Kafarskim? On utrzymuje, że jeszcze chwilę przed zwolnieniem prezes zapewniał go, że będzie dalej pracował.
Mnie nie interesuje to, co było przed moim przyjściem. Zajmuję się tym, co się dzieje od momentu mojego, kiedy objąłem drużynę.

Jasne, ale to trochę tak jak z kobietami – jeżeli zdradzi ona z panem kogoś innego, to nie może pan mieć pewności, że niedługo pan nie będzie tym zdradzanym, bo ten typ akurat tak ma.
Ja już jestem w tym wieku, że nie wiem, jak jest z kobietami, pan jest troszeczkę młodszy (śmiech). Ja się takimi pierdołami nie zajmuję. Mnie interesuje to, co się dzieje od momentu, jak ja tutaj jestem. Pracujemy ciężko.

Nie myślał pan, aby poczekać ze znalezieniem nowego klubu do momentu rozpoczęcia rozgrywek, gdy rozkręci się karuzela trenerska i będzie można od razu wrócić na najwyższy poziom?
Ja na najwyższy poziom mam zamiar wskoczyć z Olimpią.

Powiedział pan nawet, że Olimpia jest fenomenem polskiej piłki.
No ale pan nie śledzi tego, co dzieje się w tym klubie? Od pięciu lat awans za awansem. Z drużyny piątoligowej zrobiono czołówkę pierwszej ligi. Uważa pan, że to nie jest fenomen?

Oczywiście, to godne podziwu, ale takich fenomenów troszkę w ostatnich latach było.
Według mnie można z Olimpią porównywać jedynie Pogoń Szczecin, Lechię Gdańsk, może Cracovię, ale to trochę inna historia. To wszystko.

Ekstraklasa w Grudziądzu to realny pomysł?
Gdybym tak nie myślał, to raczej by tu mnie nie było. Nie mówię, że teraz w pierwszym sezonie, bo te straty są całkiem spore. Liga jest bardzo wyrównana, a teraz będziemy oceniali przydatność zawodników. Decydować o tym, kto ten klub może jeszcze pchnąć do przodu. Jak nie w tym roku, to na pewno powalczymy o Ekstraklasę w przyszłym. Organizacyjnie też nie widzę przeciwwskazań. Wiadomo, że są jeszcze jakieś niedociągnięcia z bazą, czy z innymi rzeczami, ale to wszystko jest na bieżąco, systematycznie poprawiane. Mam nadzieję, że moja osoba też sprawi, że tutaj wszystko będzie funkcjonowało jeszcze lepiej. Szczerze mówiąc, to wszystko się jeszcze może zdarzyć, ale mnie interesuje tylko najbliższy mecz i wszystkie kolejne, w których będę trenerem Olimpii. Co przyniesie tabela, dowiemy się na końcu.

Trwa teraz budowanie zespołu. Jest pan zadowolony z tego, czym dysponuje?
Tak. Dwa transfery, które były z klubu, nie były moją decyzją, tylko klamka zapadła już wcześniej. Ja oczywiście nie miałem do nich zastrzeżeń. Czy miałem uprzątnąć szatnie? To pytanie do prezesa. Jak ja przychodziłem było czysto w szatni.

Wyleczył się pan już z pracy za granicą czy dalej rozsyła CV?
Wręcz przeciwnie. Fantastycznie mi się tam pracowało. Widziałem jakie są tam warunki, więc jeżeli by się tylko nadarzyła taka okazja, to chciałbym jeszcze na rynku rosyjskim popracować. Jak ktoś mnie prosi bym wysłał CV, to wysyłam. W Polsce nie trzeba tego robić, ale zagranicą wielu trenerów jest po prostu anonimowych i jeżeli tak trzeba, to nie widzę w tym żadnego problemu.

Na rynku rosyjskim nazwisko Kubicki już jest rozpoznawalne?
Myślę, że tak. Przed każdym meczem jest jakiś tam wywiad, po meczu to samo. Później wywiad dla prasy i na pewno nie jestem tak anonimowy, jak było to do tej pory. Nie postrzegają mnie jako byłego piłkarza, bo jak ja nie pamiętam, co jadłem na śniadanie, to jak ktoś ma pamiętać, co było 30 lat temu? Tutaj też nawet niektórzy zawodnicy nie wiedzą, w jakich ja klubach grałem. Nie każdy jest tak dociekliwy, aby to sprawdzać. Jak ja debiutowałem w reprezentacji to niektórych na świecie nie było. Trener zdobywa autorytet nie tym, jak grał w piłkę, tylko jak zarządza ludźmi, jak rozpracowuje rywali i całym swoim procesem szkoleniowym.

A gdyby dzisiaj dostałby pan ofertę z lepszego klubu?
To pytanie z serii tych idiotycznych. Na co miałbym się zgodzić? Związałem się półtorarocznym kontraktem i na co miałbym się godzić? Mam nadzieję, że to pytanie się ukaże w wywiadzie.

Oczywiście. Gdybym zadał je równo rok temu, to też by mnie pan wyśmiał, a życie pokazało co innego.
Wtedy była to oferta z klubu zagranicznego. Tak jak powiedziałem, Ekstraklasa nie wchodziła w grę.

Rozmawiał MATEUSZ ROKUSZEWSKI


Fot. FotoPyK

Liczba komentarzy: 2
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments