Co z tym Ruchem? Polski w stu procentach czy polski tylko trochę?

redakcja

Autor:redakcja

10 stycznia 2014, 15:24 • 4 min czytania

Co z tym Ruchem? Polski w stu procentach czy polski tylko trochę?

Mamy wrażenie, że Dariusz Smagorowicz z Ruchu, co prezesom nie zdarza się tak często, a na pewno nie tak często jak piłkarzom, pada powoli ofiarą własnych sądów – sądów dość kategorycznych i teraz już sam do końca nie wie, co kiedyś mówił, a czego nie mówił. Od czego się zdecydowanie odżegnywał, a co jednak dopuszczał do swojej świadomości. Sytuacja jest ciekawa. Jak wiadomo, w Chorzowie latem przeprowadzili dość oryginalny eksperyment. Wyrzucili ze składu wszystkich zawodników z zagranicy, każdego bez wyjątku. Zaczęli w trochę większym stopniu grać – co zawsze bardzo podoba się publice – młodymi, utalentowanymi Polakami: Dziwnielem, Helikiem, Włodyką, Konczkowskim czy Kwiatkowskim. I o dziwo zaczęli robić wynik.
Wynik, który przyszedł nagle i żeby tylko było trochę mniej klarownie: w momencie, kiedy do „polskiego Ruchu” dołożono akurat trenera z zagranicy. Liczby pokazują jasno. „Polski Ruch” pod wodzą Jana Kociana zdobył w 14 meczach 26 punktów (więcej w tym okresie ugrała tylko Legia), zaś „polski Ruch” trenowany przez Jacka Zielińskiego – 6 punktów w 7 meczach (gorsze w tym czasie były tylko Korona i Zagłębie).

Reklama

Przyszła zima, okres transferowy i teraz, co z tym polskim Ruchem, już tak w 100 procentach nie wiadomo.

Z jednej strony mamy Kociana, który mówi, że nawet na Słowacji znalazłby się niejeden piłkarz, który zagrałby w polskiej lidze za 5 tysięcy zł brutto i wystarczająco podniósł poziom. Z kilkoma nawet już rozmawiał. Prezes Smagorowicz nagle na to, że koncepcja polska ciągle aktualna, ale… on przecież nigdy się nie zarzekał, że nie wyobraża sobie lekkiej domieszki piłkarzy z zagranicy.

Reklama

Hm, a nam się dziwnie zdaje, że dokładnie coś takiego mówiłâ€¦.

Rozmowa z Gazetą Wyborczą z 14 czerwca 2013, spójrzmy. Smagorowicz mówi: – Stawiamy na wyłącznie polski skład, bo chcemy się wyróżnić. To taka nasza chorzowska innowacja. Nasz zespół czekają poważne zmiany. Drużyna zostanie odmłodzona i przebudowana. Przed nami na pewno trudny sezon. To będzie wojna, a wojny mają to do siebie, że armie zaciężne sprawdzają się najlepiej, gdy są sowicie opłacane. Gdy jest z tym problem, to jednak pierwsze rzucają oręż.

„Stawiamy na wyłącznie polski skład, bo chcemy się wyróżnić”. W międzyczasie w innej rozmowie dodaje jeszcze: – Jeśli chodzi o nowych piłkarzy w naszej drużynie, interesują nas tylko Polacy.

I nie opowiadał o tym w kontekście tygodnia, dwóch czy ośmiu, tylko snując znacznie bardziej długofalowe plany. Pisała o tym cała Polska. Dziś już pan prezes tak kategoryczny nie jest. Mówi, że jak za granicą pojawi się okazja, to też trzeba się będzie zastanowić. Nagle okazuje się, że na ławce najemnik ze Słowacji (ten co to w razie problemów pierwszy powinien rzucić oręż) i nieźle daje radę. W dodatek ma swoje pomysły personalne, które niekoniecznie ograniczają się do terenu Polski. Może więc wypadałoby mu lekko uchylić furtkę. Nawet jeśli jeszcze w listopadzie Mirosław Mosór, czyli dyrektor sportowy chorzowskiego klubu, na pytania o posiłki z zagranicy odpowiadał: z założenia mówimy „nie”.

Pytanie, czy warto mówić „nie” z samego założenia?

Ruchowi wiosną bezwzględnie przydałby się chociażby napastnik. Dobry. Według klubowego założenia również polski i koniecznie młody. A już przede wszystkim tani, bo wiadomo: 5 tysięcy brutto. A jeśli się okaże, że takiego w okolicy nie ma? Bo szczerze, to za wielu nie widzimy. Co jeśli okaże się, że jest akurat tani Słowak? A Kocian mówi, że w dodatku niezły. Niewykluczone przecież, że dla dobra sprawy i dobra samego klubu warto będzie zrobić wyjątek. Tak nawet nakazywałaby logika.

Akcja „Ruch tylko dla Polaków, młodych i perspektywicznych” może jest i fajna, szczególnie gdy sprawdza się na boisku. Byle nie robić z niej chorego założenia – jak tu ujął Smagorowicz – „stawiamy na wyłącznie polski skład, bo chcemy się wyróżnić”. Równie dobrze pan prezes mógłby dziś oświadczyć: wiosną stawiamy wyłącznie na blondynów. Albo na samych lewonożnych. Albo na ludzi z powiatu rybnickiego.

PS Dariusz Smagorowicz w dzisiejszym wywiadzie dla katowickiego Sportu bardzo mocno domaga się, by odtrąbić jeszcze inny sukces. Mówi tak: „Pisze się tylko o naszych kłopotach, problemach tymczasem przed świętami zawodnicy terminowo dostali wypłaty. To warto podkreślić, bo dla nas to jest wyzwanie”.

Podkreślamy. Naprawdę fajnie, że wreszcie zapłacił pan na czas swoim pracownikom. Czapki z głów!

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama
Reklama