Bartku, już czas wziąć się do uczciwej roboty

redakcja

Autor:redakcja

06 stycznia 2014, 16:04 • 2 min czytania

Bartku, już czas wziąć się do uczciwej roboty

Stacja Płock. Rodzinne miasto, pierwszoligowy średniak. Wydawać by się mogło, że to idealne miejsce do zakończenie przygody piłkarskiej przez Bartłomieja Grzelaka. Pamiętacie zapewne – jedno z „odkryć” Beenhakkera, ulubieniec kibiców lekarzy Legii Warszawa, którzy dzięki takim jak on nigdy nie obawiali się o swój etat. Nic bardziej mylnego. Grzelaka skreślono w Płocku po pół roku gry, w czasie którego pięć razy wchodził na boisko z ławki rezerwowych. فącznie 108 minut.
Powiecie, że to i tak niezły wyczyn, bo facet, którego drugie imię brzmi „Kontuzja”, wytrzymał pół roku bez żadnego urazu. Oczywiście wierzymy, że Grzelak sam sobie w domu tych kolan nie wykręcał. Przy odrobinie dobrych chęci jesteśmy nawet w stanie uwierzyć, że prowadził on styl życia adekwatny dla profesjonalnego sportowca. Cóż jednak z tego? Fakty są takie, że piłkarz Grzelak od pięciu lat jeździ po kolejnych klubach ze znaną śpiewką „kiedyś to ja grałem, przy odrobinie szczęścia odbuduje się właśnie u was”. Postawmy sprawę jasno – szanse na to są podobne jak to, że uczestnik Warsaw Shore wygra odcinek Jeden z dziesięciu.

Reklama

Bartku, zanim twój menadżer załatwi ci angaż w kolejnym klubie (stawiamy na jakiś Motor Lublin, a może nawet Bytovię), może warto stanąć przed lustrem i odpowiedzieć sobie na jedno, zajebiście ważne pytanie – czy to ma jeszcze sens? Warto oszukiwać kolejne kluby, ich kibiców, a przede wszystkim siebie? Chyba czas już zadbać o swoją rodzinę i własne zdrowie, które służyć ci ma do końca życia. Jeśli mądrze wydawałeś, to zapewne oszczędności z Legii (wpadało ponad pięć dych miesięcznie) i Rosji na początek wystarczą. A później wybierz się w któryś poniedziałek do kiosku, wtedy wychodzi Gazeta Praca.

Fot. FotoPyk

Reklama

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama
Reklama