Aż sami nie wiemy, kiedy po raz ostatni mieliśmy okazję przeczytać o Kamilu Grosickim coś pozytywnego. Coś innego, niż informacje o jego ciągłych problemach w Turcji i pewnej – o czym pisano na początku października, tuż po zamknięciu okienka – zmianie klubu w okienku… kolejnym. Zupełnie niespodziewanie, w najmniej oczekiwanym momencie, kiedy wszyscy Polaka zdążyli skreślić, on zaczął wracać do żywych. Ostatnio w lidze podniósł się z ławki, dziś w krajowym pucharze wyszedł w pierwszym składzie i strzelił pierwszego w sezonie gola (i to jakiego!). A wiecie, kiedy po raz ostatni był w jedenastce? W połowie sierpnia, w pierwszej kolejce… Dzisiejsza bramka Grosickiego była jedyną w starciu z czwartoligowcem i dała Sivassporowi awans do kolejnej rundy.
***
Z Adamem Matuszczykiem, podobnie jak z Grosickim – znów urządzamy sobie podróż w czasie, znów przerzucamy kolejne strony, by znaleźć kiedy po raz ostatni zagrał od pierwszej minuty w Koeln. Patrząc na samą ligę, była to druga połowa sierpnia, piąta seria spotkań. Po wtorkowym meczu z Herthą mamy dla Matuszczyka dwie wiadomości. Dobra jest taka, że strzelając gola wysłał trenerowi pozytywny sygnał. Zła, że porażka z Herthą może mu zamknąć drzwi do jakichkolwiek występów, bo akurat w Pucharze Niemiec zawsze wychodził od początku.
„Kicker” przyznał Matuszczykowi wysoką notę 2, Peszce – 3,5, a Polanskiemu – 3. Ten ostatni zaliczył asystę w niespodziewanie wygranym meczu z Schalke. O Polakach z Dortmundu tym razem specjalnie nie ma co pisać, bo Błaszczykowski z Piszczkiem weszli w końcówce, a Lewandowski dostał wolne. Zmiennicy dali radę bez nich. Natomiast dziś Milik zameldował się z ławki przeciwko Bayernowi, ale niewiele zdziałał.
***
Co ciekawego w Anglii? W Premier League Southampton bez Boruca stracił trzy gole z Aston Villą, a Wojtek Szczęsny zachował czyste konto z Hull City. Rzuciła nam się w oczy ciekawa statystyka: polski bramkarz w pierwszej połowie więcej razy celnie zagrał piłkę, niż napastnik rywali. Wczoraj w Championship pełny mecz rozegrał Tomasz Cywka i był to taki pierwszy przypadek w sezonie. Jego Barnsley wciąż jest na dnie, ale wyjazdowa wygrana z Brighton poprawia sytuację i zespołu, i samego Polaka. A Brighton Kuszczaka znajduje się jedynie w środku tabeli, na szczycie Leicester Wasilewskiego (90 minut i porażka z Sheffield).
***
Piotr Celeban znów potwierdza, że może i ma pewne braki piłkarskie, ale problemów ze zdobywaniem bramek to nie ma żadnych. Kiedyś już porównywaliśmy jego statystyki z bilansem polskich napastników, Celeban miał wówczas średnią 0,2 gola na mecz (16 goli w 79 meczach). Obrońca FC Vaslui w poprzednim sezonie umieszczał piłkę w siatce rywali siedmiokrotnie, w tym – już pięciokrotnie. Do trzech trafień, które zgromadził w lidze, dorzucił dziś dwa kolejne w Pucharze Rumunii. Jeśli nic się niespodziewanego po drodze nie wydarzy, pójdzie po rekord życiowy.