Uwaga, „Giki” za darmo podaje przepis, jak szybko skomplikować sobie życie

redakcja

Autor:redakcja

10 listopada 2013, 20:18 • 3 min czytania

Uwaga, „Giki” za darmo podaje przepis, jak szybko skomplikować sobie życie

Mamy nieodparte wrażenie, że gdyby ktoś kiedyś wpadł na pomysł wydania poradnika dla piłkarza, to rozdział pt. „jak nie funkcjonować w szatni” można by oprzeć wyłącznie na przygodach braci Gikiewiczów. Wygląda na to, że jeszcze wiele musi upłynąć wody w Wiśle, zanim ci dwaj czegokolwiek nauczą się na własnych błędach. فukasz musiał wyjechać aż na Cypr, żeby doczekać się pochwalnych transparentów na trybunach i śmiemy podejrzewać, że w szatni też został w końcu zaakceptowany. Choć głównie dlatego, że z połową ludzi (to tak lekko licząc) zwyczajnie nie umie się dogadać. To akurat dosyć częste – nie rozumieją co gadasz albo w ogóle się nie odzywasz, więc siłą rzeczy myślą, że jesteś równy.
Wielu już było takich co to za granicą i tylko za granicą, nigdy nie mieli problemów z trenerami, bo po prostu nie mieli jak powiedzieć im, co naprawdę o nich myślą.

Reklama

Ale wracając do Gikiewiczów – Rafał, choć wydaje nam się, że w piłce miałby szanse osiągnąć trochę więcej od brata, póki co idzie jego śladem, w idiotyczny sposób komplikując sobie karierę. Chłopak ma 26 lat. W poprzednich sezonach bronił mało (sześć, dziesięć meczów) albo wcale, bo niepodważalną pozycję w Śląsku miał Kelemen. Kiedy ostatecznie okazało się, że – nie ukrywajmy, głównie ze względu na zarobki – we Wrocławiu nie wiążą żadnej przyszłości ze Słowakiem, „Giki” wskoczył między słupki i właściwie to trudno było się do niego przyczepić o cokolwiek. Dawał radę. Zagrał w 11 meczach Ekstraklasy, do tego 6 razy w Lidze Europy. Co bardziej narwani już nawet zaczęli o nim mówić jak o kandydacie do reprezentacji. I nagle – pach, afera. Znowu, jakby mało miał tej sprzed kilku miesięcy z Mrazem.

Kliknij tutaj, aby przeczytać mocny wywiad z Rafałem Gikiewiczem >>

Reklama

Efekt? Od trzech kolejek Gikiewicz w porze meczu znów może śmiało sprawdzać wygodę foteli na ławce rezerwowych. Kelemen wrócił między słupki i ciężko podejrzewać, że przed zimą cokolwiek się w tej kwestii zmieni, bo „Giki” tak sobie nagrabił, że w na dziś w Śląsku za bardzo nie chcą o nim słyszeć.

Kaźmierczak, z którym miał scysję w szatni, szybko wrócił do składu, a Gikiewicz jak siedział, tak siedzi. Siedzi, dąsa się, bluzga masażystów, udziela kolejnych głupich wypowiedzi i… czeka na nowego prezesa, bo „o pewnych rzeczach” ma z nim do pogadania. Gość jakby kompletnie nie kumał co w piłkarskiej szatni wypada, a co nie wypada i co zrobić, aby być akceptowanym. Są sprawy, które załatwia się we własnym gronie, bez wiecznego biegania do pani od matematyki, „bo tamten mnie uderzył”. Gikiewicz z drobnej pierdoły znów zrobił wojnę z ciężkim sprzętem, który co gorsza wypalił prosto w niego.

Czasem na niewiele zdaje się talent, kiedy ma się aż taką zdolność do komplikowania sobie życia.

Foto. Pyk

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama
Reklama