Parzyszek najlepszym strzelcem w Holandii – jak poważnie to traktować?

redakcja

Autor:redakcja

23 września 2013, 19:28 • 3 min czytania

Parzyszek najlepszym strzelcem w Holandii – jak poważnie to traktować?

Nieczęsto mamy okazję nasłuchiwać pozytywnych wieści dotyczących Polaków grających za granicą. Tym razem są to wieści z Holandii, z zaplecza Eredivisie, gdzie 20-letni Piotr Parzyszek wali jak z armaty i idzie na rekord (na razie tylko swój życiowy). Kilka dni, dwa mecze, sześć goli, po jednym hat-tricku. Ile takich występów naszych stranierich przypominamy sobie w ostatnim czasie? No właśnie. Zanim jednak niektórzy zdążą go ogłosić nowym Robertem Lewandowskim, wychodzimy naprzeciw.
Image and video hosting by TinyPic

Reklama

Ł»eby jednak nie było, że na Weszło sami haterzy – wyczyn Parzyszka doceniamy. Sześć goli w ciągu dwóch meczów to naprawdę niezły wynik, który zwraca uwagę. Tym bardziej, że po dziewięciu kolejkach polski napastnik ma na swoim koncie dziewięć goli i jest współliderem klasyfikacji strzelców. Reszta de Graafschap, wszyscy łącznie, również dziewięć. W spodziewanej więc walce o Eredivisie (już rok temu było blisko) Parzyszek może więc się okazać niezbędny. Jest w tym wszystkim jedno małe, malutkie ale…

Drugiej ligi holenderskiej najzwyczajniej w świecie nie można traktować poważnie. Trudno, żeby było inaczej, skoro z dużym uśmiechem na twarzy wypowiadają się o niej jej byli piłkarze. Nie będziemy więc strugać ekspertów, tylko oddamy głos temu, który trochę czasu tam spędził. Michał Janota, zapytany o półamatorskie rozgrywki w Holandii, odpowiadał w rozmowie z Weszło (TUTAJ): – I taka jest prawda. Są kluby, które sam nie wiem, co robią w tej lidze… Weźmy na przykład taki Emmen – tam zupełnie nic nie ma. No, o dziwo stadion zawsze był fajny, ale kibice nie przychodzili, pieniędzy nie było, zawodnicy podobno robili, co chcieli. Go Ahead pod tym względem na pewno był klubem z czołówki – zdrowym finansowo, bez opóźnień. Chociaż wiadomo, w drugiej lidze wiele nie zarobisz, tam pieniędzy nie ma.

Reklama

Sami przyznacie, kiepska reklama. Takich przykładów jest jednak więcej… Koen van der Biezen w jednym sezonie strzelił 18 goli, a do króla strzelców zabrakło mu ośmiu trafień, w innym – 16, ledwo mieszcząc się w pierwszej dziesiątce najskuteczniejszych. Wtedy numerem 1, bo mowa o sezonie 2010/11, był akurat Johan Voskamp z 29 bramkami. Rok wcześniej zdobył ich 22. Podobny przypadek to Fred Benson: na holenderskim zapleczu 17 goli, fatalne pół roku w Lechii, kolejne pół roku bez klubu i… niezły sezon w ekstraklasowym Zwolle. Za Bensonem to akurat trudno nadążyć.

Liczby, co widać na pierwszy rzut oka, niczym z kosmosu. Takich rzeczy, które szokują, jest jednak znacznie więcej. Weźmy takiego Jacka Tuypa. Znacie? Pewnie nie znacie. Otóż facet ostatnie osiem sezonów spędził w FC Volendam, z którym tylko przez rok grał w Eredivisie, przez resztę czasu – jedynie na jej zapleczu. Spoglądamy w rubrykę z golami: tu 26, tam 15, gdzieś 17, dwa lata temu 20, a rok temu 27. Król strzelców dwóch ostatnich sezonów za granicę wyjechał jednak dopiero teraz, w wieku 30 lat. Do węgierskiego Ferencvaros.

Tak tymi liczbami moglibyśmy się bawić i bawić… Podamy więc jeszcze jedną – w tamtejszej lidze średnio na mecz pada 3,2 gola. Jak więc statystyki strzeleckie brać więc za jakikolwiek poważny wyznacznik?

Tym bardziej, że w ostatnim czasie nasłuchaliśmy się Janoty i innych, którzy z Jupiler League mieli cokolwiek do czynienia. Wszyscy jednogłośnie przyznają: nie ma się czym podniecać. Takie rozgrywki – kiedy wszyscy myślą tylko o ataku i rozbiegają się na boki, widząc nadbiegających napastników rywali – trzeba traktować z przymrużeniem oka. I podobnie, przynajmniej na razie, powinniśmy traktować wyczyny Parzyszka.

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama
Reklama