Javier Saviola, czyli „malutki cień szansy”

redakcja

Autor:redakcja

15 lipca 2013, 09:20 • 2 min czytania

Javier Saviola, czyli „malutki cień szansy”

Po Fernando Morientesie, do Legii zmierza Javier Saviola. To znaczy sprawa jest mniej zaawansowana niż w przypadku Hiszpana, bo tamtego nawet widziano na przystanku autobusowym na Ursynowie, kiedy czekał na autobus 503 w stronę centrum (później ślad po nim zaginął). Natomiast w przypadku snajpera z Argentyny – jak twierdzi anonimowo „jedna z osób odpowiedzialnych w warszawskim klubie za transfery”, cytowana przez „Fakt” – jest „malutki cień szansy”.
Kiedy tabloid donosi, że na coś jest „cień szansy”, to czytać należy to następująco: szansy nie ma. Natomiast „malutki cień szansy”, to już konstrukcja, która aż krzyczy do czytelnika: jeśli wierzysz w ten transfer, jesteś skończonym idiotą. „Malutki cień szansy” – czyli jeśli w ciągu najbliższych trzech tygodni Javier Saviola pozna piękną warszawiankę, rozwiedzie się z żoną, poślubi warszawiankę i jeśli ona powie, że nie ruszy się z ukochanego Mokotowa ani na krok, jeśli dodatkowo jeden z kibiców wygra w totka i postanowi swoją wygraną przelać na konta klubu z Łazienkowskiej – to wtedy Saviola zagra w Legii. Malutki cień szansy.

Reklama

Nasuwa się oczywiste pytanie – po co? Po co pisać o czymś, co się nie wydarzy? Nawet jeśli ktoś w Legii – jak to się ładnie mówi – „podjął negocjacje”, co polegało na tym, że spytał o cenę i dowiedział się, że go nie stać, jaki sens ma robienie z tego materiału do gazety i tworzenie medialnego zamieszania? Jeśli później dziennikarze się dziwią, dlaczego w internecie kibice wpisują zdanie „Fakt i wszystko jasne”, to odpowiedź jest prosta – właśnie dlatego.

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama
Reklama