Czuliśmy, że wkrótce nastanie taki dzień, kiedy Franek Smuda rzeczowo wyjaśni nam o co chodziło z tym rumuńskim przebierańcem Sorinem Oproiescu, którego jakiś czas temu Wisła zaprosiła na testy, mimo że do dziś nie ma grama pewności czy facet był kiedykolwiek prawdziwym piłkarzem. Nie zawiedliśmy się. Smuda zabrał głos przy okazji wczorajszego sparingu z GKS-em Katowice (podczas którego był zresztą ostro wyszydzany przez miejscowych – hasłami o Adamiakowej, Biedronce i podobnych pierdołach).
O testach Rumuna i 30-letniego bramkarza z trzeciej ligi mówi tak (cytat z serwisu sportowefakty.pl): „Możecie mi wierzyć albo nie, ale strasznie trudno jest znaleźć na rynku piłkarza z kartą na ręku, który mógłby wzmocnić drużynę. Ci zawodnicy zostali nam poleceni, więc nie było to jakieś „chybił-trafił”, a przemyślane działanie”. I potem dalej: „W piłce nożnej trzeba polegać na skautach, którzy w trakcie sezonu jeżdżą i obserwują zawodników pod kątem przydatności do drużyny”.
Franiu, jak tylko pojawił się w Krakowie, zaczął opowiadać o świetnej pracy skautów, których Wisła ma w tej chwili dwóch – Marcina Kuźbę oraz Macieja Ł»urawskiego. O ile któryś z nich mógł zakręcić się na Podkarpaciu, pojechać na jakiś mecz trzeciej ligi czy nawet usłyszeć od kogoś zaufanego, że Hajduk z Karpat Krosno zbiera dobre recenzje, o tyle żaden nie mógł, po prostu nie był w stanie obejrzeć Sorina Oproiescu. To niewykonalne. Musiałby to robić w Arabii Saudyjskiej, a i tak nie wiadomo czy by go tam znalazł.
Wisła mogła zachować resztki profesjonalizmu i przynajmniej w kwestii Oproiescu odciąć się bardzo wyraźnie, poinformować, że została nabita w butelkę. Ona tymczasem najpierw wydała komunikat o testach na podstawie rekomendacji menedżera i materiałów wideo, a na koniec swoje dorzucił Smuda, bredząc o tym, że „nie było to jakieś chybił-trafił, tylko przemyślane działanie”. W przypadku Rumuna – przemyślane działanie w oparciu o lewą płytkę DVD. W drugim, czyli Hajduka, tak bardzo przemyślane, że faceta dla świętego spokoju czym prędzej odesłano do domu, żeby nie wybuchła jeszcze większa afera. To jak – zobaczyli w nim coś fajnego ci skauci, czy nie zobaczyli? On sam twierdzi, że zaprezentował się dobrze i był chwalony. Jeśli tak było w praktyce, to może warto było nie uginać się pod presją mediów?
Chyba mamy nową definicję przemyślanego działania na rynku piłkarskim.