Deyna Cup. Z jednej strony całkiem ciekawe firmy – Partizan, Austria i Fluminense, z drugiej to wciąż turniej towarzyski, na który Brazylijczycy przyjechali składem U-23. Z jednej strony sympatyczne sprzedanie przedsezonowych sparingów z pompą i należytą oprawą, z drugiej – to wciąż tylko kilkadziesiąt minut biegania za piłką bez jakiejkolwiek stawki. Obejrzeliśmy jednak wszystko w całości i mamy kilka luźnych wniosków na temat gry Legii i całego turnieju ogółem. Naturalnie sugerowanie się grą podczas kilku meczów kontrolnych w kontekście ligi miałoby mniej więcej tyle sensu, co ogłaszanie Wisły faworytem do tytułu mistrza po zwycięstwie nad Omonią, jednakże sama gra, szczególnie testowanych zawodników, pozwala na spisanie kilku swobodnych obserwacji. Także w świetle współpracy Legii z Fluminese i możliwości ściągnięcia tamtejszych zawodników U-23 do ekipy mistrza Polski.
– na początek kilka zdań o nowych zawodnikach. Zdecydowanie najlepsze wrażenie zrobił Helio Pinto, który dołożył Janowi Urbanowi sporo bólu głowy, kogo powinien wystawiać na środku pomocy. Do dyspozycji są Łukasik, Furman, Vrdoljak, Gol, Augusto niedoświadczony Kopczyński i… a może przede wszystkim Portugalczyk ściągnięty z APOEL-u. Ciężko ocenić, jak będzie wyglądał w destrukcji, ale technikę, wrzutkę i podanie ma facet nieprzeciętne. Kilka zagrań wystarczy, by stwierdzić, że mamy do czynienia z zawodnikiem nieprzypadkowym. A czy wysokiej klasy – to się dopiero okaże.
– nieco gorzej zaprezentował się jego konkurent do miejsca w składzie, czyli wspomniany Rafael Augusto. Zagrał tak, jak się spodziewaliśmy. Czyli kilka razy błysnął nieprzeciętnymi umiejętnościami, ale na ogół szukał kwadratowych jaj i zamiast przyspieszyć akcję, pakował się w tłum lub wyjeżdżał za linię. Piłkarsko ociera się o geniusz, ale taktycznie jest z nim słabiutko. Krycie na ogół też odpuszcza z góry. Cóż, Brazylijczyk po kilku dniach w Europie. Typowe. Dopóki nie będzie zaczynał akcji od prowadzenia piłki, tylko od piętek i nieprzydatnych przekładanek, dopóty nie podniesie się z ławki.
– Raul Bravo, nawet mimo bramki, nie pokazał nic, co świadczyłoby o tym, że grał w jakimkolwiek Realu. Na lewej obronie o niebo lepiej (!) – w tym momencie nie żartujemy – spisywał się Wawrzyniak, a na środku duet Cichocki – Rzeźniczak, który całkowicie wyłączył napastników Fluminense. Może brazylijskie dzieci nie są odpowiednim wyznacznikiem potencjału stoperów, ale – o ile nas pamięć nie myli – „Cichy” i „Rzeźnik” zaliczyli praktycznie same udane zagrania w tym meczu. Dla porównania – Dossa Junior dzień wcześniej był zdecydowanie bardziej „elektryczny”, choć – trzeba to zaznaczyć – nie można obrońcy o takiej charakterystyce oceniać po ciężkiej części obozu, na który przyjechał prosto z leżaka.
– i wreszcie największy plus. Na oczach bardzo wielu skautów (bo pojawili się dziś m.in. przedstawiciele FC Basel i Sportingu Lizbona) ze znakomitej strony pokazała się legijna młodzież. O Cichockim już wspominaliśmy, ale na fałszywej dziewiątce bardzo obiecująco wyglądał Furman, Ł»yro zagrał jak nie Ł»yro (czyli kozacko), a i z Kucharczyka jakby ostatnio zeszła presja. Nie najgorszą zmianę dał też absolutny debiutant, czyli 19-letni Patryk Mikita, któremu do szczęścia zabrakło tylko bramki.
– o ekipach Austrii i Partizana pisać nie będziemy, bo mało kogo one interesowały, natomiast we Fluminense kilku chłopaków pokazało naprawdę ciekawy futbol. Konkretnie – pięciu. Problem polega jednak na tym, że dwóch jest nie do wyjęcia, a do trzeciego, Ronana (materiał na genialnego piłkarza) prawo pierwokupu ma Chelsea. I szkoda, naprawdę szkoda, bo może przesadzamy, ale lewego obrońcy z takim potencjałem chyba jeszcze w Ekstraklasie nie widzieliśmy.