Jak pewnie wiecie, słynny zawodnik z naszej stajni, włoski internacjonał Filippo Caplica bujał się tu i tam, a w Polsce siedzi już całe dwa tygodnie, czekając na sygnał z Wisły Kraków. Wisła niestety na razie zawiesiła testowanie jakichkolwiek zawodników, więc i nasz rodzynek znalazł się w próżni. Póki co, jako że jest stuprocentowym profesjonalistą, przygotowuje się do podboju polskiego rynku pod względem czysto teoretycznym. Namiętnie ogląda mecze, szuka wzorców, dzięki którym uda mu się zrobić w naszym kraju prawdziwą karierę, zdobyć kasę, uznanie facetów i westchnienia dziewczyn.
Po obejrzeniu dwóch tysięcy kaset VHS, zaobserwował kilka typów polskich piłkarzy. Teraz zastanawia się, którego z nich będzie udawał. Jako urodzony przebieraniec, odnajdzie się w każdych okolicznościach. Oto Filippo Caplica w różnych wydaniach. Zależnie od zapotrzebowania – jest gotów dowolnie zmieniać swój image, a co za tym idzie: także swoje umiejętności i cechy charakteru.
Dotarliśmy do ginekologów, którzy odebrali porody kilku z nich. Owi lekarze potwierdzili nasze przypuszczenia: panowie przychodzą na świat z wąsami. Uważano ich w rodzinnych regionach za fenomen, więc bywało i tak, że pisano na ten temat czołówkowe teksty w lokalnych gazetach. Nikt z dziennikarzy nie mógł wtedy przewidzieć, że te niezwykłe noworodki zostaną cenionymi ligowcami. W parze z ich umiejętnościami idzie zazwyczaj znakomity, męski image, którego fanami jesteśmy odkąd tylko pamiętamy. Kosmyki włosów frywolnie opadające na czoło, wspomniany (gęsty) zarost nad górną wargą – te elementy dodają tym piłkarzom powagi, której brakuje często naszym ligowcom. Ł»eby to zrozumieć, wystarczy spojrzeć na Mariusza Rybickiego. Chłopak wygląda jak lider zespołu Tokyo Hotel. Gdyby wziął udział w dawnych bitwach pomiędzy Legią a Widzewem, to warszawianie upolowaliby tę płochliwą sarenkę po dziesięciu minutach. Późno, powiecie, ale już tłumaczmy dlaczego – pierwsze dziewięć śmialiby się, że ktoś tak zniewieściały w ogóle biega po boisku.
Wąsacz charakteryzuje się silną psychiką, charyzmą, tendencją do „białej” (nie chodzi o kiełbasę) i niezłym zerżnięciem z dystansu. Nie ma iPhone’a, telefonu używa tylko po to, by zadzwonić po taksówkę, z muzyki najbardziej lubi Janusza Laskowskiego („Świat nie wierzył łzom”), z gier najbardziej lubi te karciane, zwłaszcza tysiąca.
Przedstawiciel tzw. futbolowej sarmacji = gra w piłkę jest dla niego równie ważna co dobra biesiada. Skutkiem tego częstokroć bywa tak, że zanim pojawi się w polu karnym, to ułamek sekundy wcześniej w szesnastkę wpada już jego bełcun. Kibice wybaczają mu jednak tę rażącą nadwagę, ponieważ koniec końców w roli zawodowego sportowca radzi sobie nie najgorzej. Jego pomysł na kreowanie gry sprawdza się przynajmniej na krajowym podwórku. Na zagranicznym już jakby mniej, stąd rzadko kiedy otrzymuje propozycję transferu na zachód czy też gry w reprezentacji. Oczywiście istnieje też alternatywna teoria mówiąca o tym, że typ biesiadnika spędza poza krajem tak mało czasu, ponieważ wstyd było go pokazać w wielkim świecie z tak dziwaczną fryzurą.
Swoją drogą aż dziw bierze, że tego typu piłkarz nigdy nie dostał propozycji z ligi czeskiej. Z dobrze poinformowanych źródeł, od sympatycznego skądinąd szkoleniowca z Ołomuńca, którego jednak nazwiska tutaj nie zdradzimy, wiemy natomiast, że bywał włosowąÂ inspiracją dla złotego pokolenia pepików, które w 1996 sięgnęło na mistrzostwach Europy po srebro. Karel Poborsky i spółka zaczęli zapuszczać włosy „na Polaka” po tym, jak zobaczyli naszą kadrę w telewizorach w trakcie igrzysk w Barcelonie.
Biesiadnik stara się z każdym żyć w zgodzie, więc rozgrywa piłkę w stylu: ja do ciebie, ty do mnie, raz na lewo, raz na prawo. Nie zależy mu na tym, żeby błyszczeć, trudno więc stwierdzić, co tak naprawdę robi dobrze. Ale kumple go lubią, trenerzy też, więc plac ma zapewniony.
Howard Stern zasłynął kiedyś z tego, że doprowadził kobietę do orgazmu swoim głosem w trakcie radiowej audycji. Typ przystojniaka go przebił: w latach 90. niejedna Polka szczytowała pod wpływem jego świdrującego spojrzenia. Taki chłop był dla nich ucieleśnieniem piękna, mimo że biegał z mini-podpaską na nosie. W tamtych czasach w kraju równie wielkie branie miał chyba tylko Cezary Pazura.
Kibice płci męskiej dostawali z kolei spazmów rozkoszy, kiedy przystojniak atakował bramkę rywali w spektakularny sposób, godny swojej urody, na przykład przewrotką. I choć zdarzało się, że kiedy po piątej z rzędu nieudanej próbie zdobycia bramki w ten sposób poirytowani ludzie na trybunach go wyzywali, to jednak kiedy wreszcie mu weszło, tłum wiwatował. Wymierający gatunek. Dziś trudno spotkać w lidze takich artystów.
Przystojniak ponad skuteczność stawia widowiskowość, ponad strzał do siatki – założenie siatki. Na nadgarstkach ma tenisową frotkę. Jeździ dobrym sportowym samochodem, najlepiej z wymontowanym tłumikiem, żeby czasem na światłach nikt nie zapomniał się obejrzeć. Każdy zespół chce mieć przynajmniej jednego przystojniaka w zespole, żeby kombinował dupy.
Atrakcyjni piłkarze doszli w końcu do wniosku, że bieganie z zaplastrowanym kinolem po boisku jest passe. Dlatego zrezygnowali z tego ciut bokserskiego image’u i wyzwolili swoje nosy. Przy okazji zmieniali też uczesanie: wielu z nich stało się ofiarą popularnej wówczas w naszym kraju fryzury na grzybka. Złośliwi twierdzą, że w tym czasie przeżywali najgorszy okres w karierze: średnio długie włosy wpadały im do oczy, przez co rzadko kiedy trafiali do siatki rywali. W dodatku odgarnianie firany po każdej nieudanej akcji irytowało co mniej obeznanych z trendami kibiców, przychodzących na mecze w wywinięte na lewą stronę kurtki „fleki”.
Uczesanie bywa zapewne wynikiem młodzieńczej fascynacji Nickiem Carterem z „Backstreet Boys”. Nie jesteśmy stylistami, ale naszym zdaniem lepiej wyglądaliby z grzywką. Wtedy zasłoniliby to szerokie jak autostrada czoło, którego w sumie jakoś specjalnie nie wykorzystują na boisku – zbyt wielu bramek głową to ci mało atrakcyjni piłkarze nie zdobywają. Co ciekawe, kilku z nich bardziej niż w trakcie kariery zaimponowało nam po jej zakończeniu. Taki Daniel Dubicki stał się np. morsem – przekonywał kiedyś w „Przeglądzie Sportowym”, że zimą regularnie, codziennie, zanurza się w Bałtyku.
Brzydal zazwyczaj szybko biega, co też może być tajemnicą aerodynamicznej fryzury. Jest jednonożny, rzadko strzela gole, często się wywraca. Łatwo go przestraszyć. Lubi coś sobie naciągnąć i zejść z boiska. Bardzo często spotykany typ ligowca. Tzw. ligowiec pospolity.
Za młodu równie mocno co piłkarskie treningi kręciły ich ogniska. I to wcale nie dlatego, że mogli się w trakcie imprezy narąbać czy objeść doskonale spieczonymi kiełbaskami. Nie, typ melancholijny brałÂ wówczas gitarę i śpiewał rzewne, smutne piosenki ku uciesze zapatrzonych weń dziewcząt. Brak wybitnego głosu i pomysłu na własne piosenki nie pozwolił im jednak podjąć kariery muzycznej, dlatego też ostali się w świecie piłki. Tu - jak to osoby nieco wycofane, zamyślone, a przez to obecne na boisku czasem tylko ciałem, a nie duchem – radzą sobie raz lepiej, raz gorzej. Głupawymi fryzurami starają się jednak wyjść przed szereg, zdobyć uznanie publiki i w każdej akcji wyraźnie akcentować: hej, tutaj!
Nie lubią się pocić (to takie fuj!), ale jakimś cudem dopracowali się nienagannej sylwetki i kaloryfera na brzuchu, od publiki męskiej wolą żeńską, chodzą z torebkami i golą nogi. Wielu ich bierze za pedałów, ale niesłusznie. Na boisku za dużo kombinują, więc pożytek niewielki. Symulanci, nie podejmują twardej walki. Lepiej unikać. Na szczęście farbowanie włosów wyszło z mody lata temu, dziś coraz trudniej o takich piłkarzy.
Zawsze idą pod prąd. Kiedy trzeba podawać piłkę – kiwają się. Gdy należy strzelać – szukają lepiej ustawionego partnera. Za nic mają boiskowe obyczaje, podobnie jak panujące poza murawą trendy. Dlatego nie wahają się farbować włosów, mimo że moda na tę czynność przeminęła gdzieś w 2006 roku. Luzaki nie przejmują się też innymi rzeczami, które powinny charakteryzować zawodowego piłkarza, chociażby zdrowym trybem życia. To sportowcy uwielbiający uprawiać tzw. miasting i to w godzinach, w których przeważnie 90% mieszkańców aglomeracji już śpi. W tym miejscu warto dodać, że kiedy typ luzaka rusza w długą, to raczej nie po to, aby napić się soku pomarańczowego. Nie robi tego, ponieważ jako piłkarz ma jednak czasem przebłyski profesjonalizmu i wówczas zdaje sobie sprawę, że takowy zawiera zdecydowanie za dużo niezdrowych cukrów. Dlatego woli zamówić piwko, które – jak często mawiają trenerzy – jest dobre na zakwasy. A że nasz bohater zawsze zapierdziela na zajęciach na 120%, nigdy nie próbuje się wykręcić od uczestniczenia w nich, to często ma obolałe mięśnie. W związku z tym musi regularnie walczyć z tym problemem poprzez wlewanie w siebie złocistego płynu.
Luzak jest zdolny, wszystko mu od dziecka przychodzi łatwo. Wkurwia kumpli, bo ma kasę i lepiej gra. Z dziewczynami nigdy nie gada dłużej niż pięć minut, z kolegami z zespołu: nigdy dłużej niż minutę. Woli założyć słuchawki. Bramkarzy albo kiwa, albo wali podcinki, normalne strzały są zbyt banalne. Lubi zachwycić publikę, ale głównie po to, by być klepanym po plecach na mieście. Chimeryczny. Lepiej go jednak mieć po swojej stronie.
Typ twardziela
Ściany ich sypialń obwieszone sąÂ plakatami Vinniego Jonesa, Jurgena Kohlera i innych tego typu zabijaków. Najbardziej na świecie żałują, że urodzili się za późno, by załapać się do legendarnego Szalonego Gangu z Wimbledonu. Twardzieli zgrywają nie tylko podczas meczów, w trakcie których przyjmują żelazną zasadę, że piłka może mnie minąć, a rywal nigdy, ale i podczas treningów. Twardziel klnie wtedy jak szewc, nonszalancko żuje gumę, straszy młodszych zawodników groźnym spojrzeniem i opowieściami o znajomych kryminalistach, których czasem odwiedza w zakładach karnych. Tak żyje za dnia, po nocach natomiast pije piwo, głównie z puszki. Głośno beka i myśli, że to fajne. Niektórzy potrafią wybekać cały alfabet.
Twardziel w szatni wprowadza falę, chodzi w tych samych dżinsach przez tydzień i ma zawsze obity samochód. Na boisku drewniak, ale ma mocnego kopa. Specjalista od walki bark w bark. Świat w ogóle widział bardzo niewielu dobrych technicznie piłkarzy, którzy byliby łysi. Łysy gra jak Carnsten Jancker, używając nóg równie często co łokci. Ten typ często ma na pieńku z typem melancholijnym, za to blisko trzyma się z wąsaczami.
GAP







