Mariusz Rumak triumfuje, i to triumfuje ze zdwojoną siłą. Nie tylko Legia gra po Lechu, co w naturalny sposób zwiększa presję ciążącą na warszawiakach, ale jeszcze po raz pierwszy od października, podopieczni Jana Urbana przystępują do meczu z pozycji wicelidera. Można o tym wszystkim pisać z delikatnym przymrużeniem oka, ale fakty są takie, że Legia dała się dogonić.
W ogóle niezmiennie zaskakuje nas sam fakt gonitwy. Przyzwyczailiśmy się w ostatnich sezonach, że walka o mistrza wyglądała mniej więcej tak, jak tegoroczny bój o europejskie puchary, w których pretendenci wykazują się determinacją i konsekwencją charakterystyczną dla powracającego za kontratakiem Łukasza Garguły. Tym razem jednak dwa pierwsze zespoły jadą naprawdę ostro, co zresztą doskonale widać po kosztach, jakie poniosła Legia pojedynczą wpadką z Piastem Gliwice. Jedno potknięcie i utrata pozycji lidera, trzymanej przez dwadzieścia kolejek.
Czy mecz z Lechią będzie spotkaniem, w którym Legia musi się za cokolwiek rehabilitować? Pobieżny rzut oka na wyniki mógłby prowadzić do takich wniosków, przecież warszawiacy klepali wszystkich równo z trawą, więc ten remis z Piastem muszą traktować jako nadwyrężenie zaufania kibiców, które należy odkupić dziś w meczu z gdańszczanami. Patrząc jednak na grę Legii w ostatnich kilku kolejkach – problem jest poważniejszy, niż tylko podział punktów z gliwiczanami, bądź co bądź dołączającymi powoli do grona zespołów walczących o europejskie puchary (niektórzy twierdzą, że wczorajszym zwycięstwem w grę o Europę włączył się też Widzew). Kłopotem i największą bolączką Legii jest tak naprawdę gra, w której ani trochę nie widać jakości, jaką powinien mieć mistrz Polski. Jasne, Lech też się trochę popsuł, ale Legia musi patrzeć przede wszystkim na siebie, bo powiedzieć o niej, że gra najlepszy futbol w kraju to jednocześnie okrutnie zbesztać tę rodzimą piłkę nożną.
Ślizganie się musiało kiedyś się skończyć, a sielankowe nastroje może jeszcze mocniej zmącić jakikolwiek inny wynik, niż zasłużone, najlepiej wysokie zwycięstwo nad Lechią. Legia nie jest więc pod presją Lecha, jest pod presją słabej gry, która w ubiegłej kolejce wreszcie przyniosła efekt w postaci utraty punktów…
JAK BĘDZIE: Legia wygra, ale w stylu o którym wszyscy będą chcieli jak najszybciej zapomnieć. W przyszłym tygodniu będziemy się zastanawiać, czemu rok w rok mamy słabych mistrzów.
CO NAS ZASTANAWIA: Zastanawia nas postawa Lechii Gdańsk. Czy bohatersko się postawi, a punkty przetraci frajersko w końcówce spotkania, czy może będzie drużyną gorszą od samego początku i przyjmie soczyste baty? Do tego jeszcze jak wyglądać będzie ofensywa Legii bez Dwaliszwiliego.
PRZEDMECZOWY KOMENTARZ:
POCZTÓWKA Z PRZESZŁOŚCI:
1999, Łukasz Surma, Marcin Mięciel.
CIEKAWE KURSY BUKMACHERSKIE:
Legia Warszawa – Lechia Gdańsk 1×2 – 1.35 – 4.30 – 9.00 – TYPUJ W BET-AT-HOME >>
Lechia nie przegra przy Łazienkowskiej – 3.00 – TYPUJ W BETCLIC >>
Ljuboja strzeli gola Lechii? Tak – 2.95, Nie – 1.35 – TYPUJ W EXPEKT >>
Mecz zakończy się bezbramkowym remisem – 10.25 – TYPUJ W COMEON >>
