Cupiał zabrał głos, choć niczego się nie nauczył

redakcja

Autor:redakcja

25 lutego 2013, 12:50 • 4 min czytania

Cupiał zabrał głos, choć niczego się nie nauczył

Bogusław Cupiał udzielił wywiadu Rzeczpospolitej. To zawsze cenny materiał dziennikarski, bo robi to nawet rzadziej niż od święta. Zwykle ciężko się do niego zbliżyć, nie mówiąc o tym, by zamienić choćby słowo. W rozmowie Stefana Szczepłka pada kilka informacji istotnych i ciekawych. Jak to, że jesienią Cupiał ponownie zabiegał o zatrudnienie Dana Petrescu, że w perspektywie nowego sezonu myśli o Adamie Nawałce. A przede wszystkim, że nie zamierza wycofywać się z finansowania klubu. Choć jednocześnie potwierdza nasze wszystkie, odwieczne przypuszczenia. Graniczące z pewnością, że ostatnie lata niczego Cupiała nie nauczyły.
Z jednej strony dał Wiśle 15 lat stabilizacji i sukcesów w kraju. Kibiców z Krakowa w szerszej perspektywie spotkało coś lepszego niż fanów któregokolwiek klubu w Polsce. Z drugiej jednak Cupiał nie jest i nigdy już nie będzie „polskim Abramowiczem”. Kimś, kto sypie groszem jak z rękawa, bo ma mu to zapewnić sukces. Nie ma w sobie nic z cech tego typu inwestora. Nigdy nie wyjdzie z niego biznesowe wyrachowanie i umiejętność liczenia kasy. Własnej kasy – tej z TeleFoniki, która jest jego oczkiem w głowie. Tutaj fragment:

Reklama

To się opłaca czy pan to lubi?
– Bardzo lubię, ale nie jestem filantropem. Każdy interes musi się co najmniej bilansować. A w Wiśle różnie bywa. W praktyce wygląda to tak, że 100 proc. akcji Wisły ma Tele-Fonika, a ja jestem jej właścicielem. Kiedy więc Wisła ma dług wobec mojej firmy, to musi go spłacić, żebym nie tracił.

Wspomniał pan o długach. Czy klub ma je wobec pana?
– Ma, ma. Raz mniejszy, raz większy, ale ma i liczy się go w milionach złotych. Tych milionów jest dziś bardzo dużo.

Reklama

Cupiał – rozsądnie z punktu widzenia biznesmena – nigdy nie spuści tego ręcznego hamulca. Cokolwiek Wisła zarobi, zawsze będzie musiała zwrócić. Tych pieniędzy się nie reinwestuje. Nie ma sensu pytać: „a gdzie kasa z transferu zawodnika XY?”. Jak to gdzie? Wiadomo. Dawno już na kontach TeleFoniki. Niekończący się kredyt wobec firmy właściciela nie jest z gumy. Ma się spłacać, a nie zwiększać, choć i tak zawsze pozostanie długiem, bo tu nie tak łatwo wyjść na prostą. Cupiał na bieżąco trzyma rękę na tym kurku. Raz lekko popuści, ale za chwilę przykręci. Wisła jest w stanie permanentnego zadłużenia wobec własnego szefa.

I trudno podejrzewać, że jeszcze kiedyś poniesie go piłkarski entuzjazm inwestowania.

Co być może znacznie gorsze, w tej samej rozmowie potwierdza to, o czym wszyscy od lat wiedzą, choć ciągle mamią się opowieściami o budowie piłkarskiej akademii i szkoleniu młodzieży. Cupiał nie zamierza tego robić. Nigdy nie dostrzegł w tym sensu biznesowego, ani piłkarskiego. Czuje tylko stratę:

– Wisła też kiedyś słynęła ze zdolnej młodzieży. I Ajax Amsterdam też. Ale czasy się zmieniły. Wyszkolenie młodego zawodnika kosztuje. A ostatecznie i tak pojawi się agent, który zamąci w głowach temu chłopcu, jego rodzicom, trenerowi i prezesowi. To ja wolę postawić na zawodnika z zagranicy, który bywa tańszy i mniej z nim kłopotu.

Właściciel Wisły od lat ma krótkowzroczną wizję. Jakby między wierszami chciał powiedzieć „nie mam czasu na pierdoły. Kupujemy gotowego zawodnika, płacimy mu, a on robi dla nas wynik. Sukces ma być tu i teraz – wchodzimy do Ligi Mistrzów”. Może dlatego szkolenie w klubie wygląda, jak wygląda. Może dlatego przez sześć lat funkcjonowania Młoda Wisła wypuściła do w miarę poważnej piłki ledwie kilku zawodników. Przy czym ani jednego, na którym by do tej pory skorzystała, który wszedłby do składu tak jak w Legii Rybus czy Borysiuk. Kogoś, kto znaczyłby w Krakowie chociaż tyle, co dziś Furman i Łukasik. Oto oni:

– فukasz Burliga – facet ma 25 lat, zagrał dla Wisły 15 meczów. I choć naszym zdaniem w żaden sposób nie rokuje, ani na to nie zasłużył, dostał ostatnio nowy, całkiem przyzwoity kontrakt.
– Michał Chrapek – 13 meczów dla Wisły, lat 21 i ciągła niewiadoma, jak będzie dalej.
– Michał Czekaj – 18 meczów dla Wisły – lat 21. Sytuacja podobna jak wyżej.
– Dariusz Trela – ani jednego meczu w Wiśle. Nikt na niego nie postawił. Klub też na nim nie zarobił
– Daniel Brud – 7 meczów dla Wisły, zdecydowanie za słaby, aby grac na tym poziomie.

Jeśli doliczymy do tego Małeckiego, który w Młodej Ekstraklasie nigdy nie grał, będziemy mieć pełen obraz ostatnich lat szkolenia przy Reymonta. Pozostali już przepadli w niższych ligach. Ale Cupiał zdaje się tego ciągle nie widzieć. Za wiele musiałby zainwestować, by za kilka lat być może się przekonać, że piłkarzy można sobie produkować, a nie tylko znajdować na Bałkanach albo w Hondurasie. Jego współpracownicy w większości nie mają wątpliwości, choć mówią o tym prawie szeptem:

– Chcesz by Cupiał zainwestował w akademię? To najpierw znajdź takiego, który mu zagwarantuje, że na tym nie straci.

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama
Reklama